Wicha Marcin – Bolek i Lolek. Genialni detektywi 33/2026

  • Autor: Wicha Marcin
  • Tytuł: Bolek i Lolek. Genialni detektywi
  • Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
  • Cykl: Bolek i Lolek
  • Rok wydania: 2014
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Agenci pod pokrywką tropią skradziony klawicyngiel

Trudno jest zmierzyć się z fenomenem, jakim był serial „Bolek i Lolek”, i opisać go w kilku zdaniach. Jednak spróbuję to zrobić. Autorem serii i twórcą tych postaci był Władysław Nehrebecki (1923-1978), wcześniej m.in. autor komiksów w czasopiśmie „Nowy Świat Przygód” („Bicz Południa” i „Przesław znad Odry”) oraz w Krakowskim Wydawnictwie „Reklama” (scenarzystą jednego z komiksów był Witold Zechenter, twórca wydanej w „Kluczyku” powieści kryminalnej pt. „Avaxara”).

Poza nim, autorami rysunkowego wizerunku głównych bohaterów byli Alfred Ledwig i Leszek Lorek. Dźwiękowcem był Otokar Balcy, montażystą Alojzy Mol, a kompozytorem głównego wątku muzycznego – Waldemar Kazanecki. W latach 1963-1986 powstało łącznie 10 serii zawierających 174 odcinki. Wśród nich były też takie, których tytuły swojsko brzmią w uszach Klubowiczów: „Kłusownik”, „Przemytnik”, „Koniokrad”.

W latach 1974-1980 Wydawnictwo „Śląsk” publikowało serię „Biblioteka Przygód Bolka i Lolka”, w której ukazało się dziesięć pozycji, ale nie dopatrzyłem się w nich jakiejś z wątkiem kryminalnym. Autorami 16-stronnicowych książeczek byli Władysław Nehrebecki i Leszek Mech, a ilustracji w nich Alfred Ledwig. Dla przypomnienia tego kultowego serialu, nagrodzonego tytułem „Dobranocka Wszechczasów”, postanowiłem sięgnąć i zrecenzować jakąś bardziej współczesną książkę z tego cyklu. W wyborze opierałem się tylko na tytułach. Spośród trzech: „Na straży prawa”, „Prawi i Sprawiedliwi” oraz „Genialni detektywi” wybrałem tę ostatnią. Powody tego wyboru są następujące: pierwsze dwie, choć świetne graficznie, to tylko kilku stronnicowe rymowanki, a trzecia to powieść licząca 216 stron. Ta ostatnia pozycja jest ponadto tytułowo neutralna „politycznie”, a zgodnie z zasadami obowiązującymi w Klubie MOrd wszelkie politykowanie jest zabronione, z czym się całkowicie zgadzam i czego starannie unikam.

Bolek (to ten wyższy, chudszy i starszy) i Lolek spędzali wakacje u cioci Ali, mieszkającej w cichym miasteczku położonym pośród wzgórz, nad leniwą rzeczką, na którego skraju stały ruiny zamku. Chłopcy postanowili założyć Biuro Śledcze „BiL”, w ramach którego rozwiązywaliby zagadki, szukali skarbów i łapali przestępców. Bolek został Sherbolkiem, a Lolek – doktorem Lolsonem. Bracia nie bawili się w detektywów, oni byli detektywami! Zaczęli skromnie, najpierw poszukiwali zagubionego kotka, a później zaginionego mydła. Przełom nastąpił, kiedy na targu nabyli stara mapę, tajny plan podziemi miejscowego zamku z zaznaczonym miejscem ukrycia skarbu. Jednak był też ktoś inny, kto miał chrapkę na ten skarb – wąsaty nieznajomy Zbigniew Zbrodzień. Kiedy nie udało mu się go chłopcom ukraść, postanowił dokonać oszustwa. Zgłosił się do nich jako klient – artysta, który miał dać koncert na zamku, a któremu skradziono instrument zwany klawicynglem. W ten sposób ściągnął detektywów do zamku, gdzie wraz ze swoim wspólnikiem Ryszardem Er zastawili na nich pułapkę.

W książce przewinęła się cała plejada ciekawych postaci, nie mniej ciekawie się nazywających: Komarello Ops, Pola Smok, Apolonia Kciuk, Pomidorowy Dziadek i Wanda Dziaduszka (czyżby autor był fanem pana Ędmunsia Nizurskiego?). Książka jest sympatyczna, a wątek kryminalny dzieciakom może się podobać. Jest tylko jeden „minus ujemny”, a mianowicie rok jej wydania. Z tego powodu nie mam do niej sentymentu, który zawsze lepiej wpływa na ocenę książki. Dlatego też nie zachwycam się nią, choć doceniam pracę autora i cieszę się, że wciąż powstają książki z bohaterami wykreowanymi w PRL-u.