- Autor: Wcisło Anna
- Tytuł: Duży szmal Grubego Marka
- Wydawnictwo: KAW
- Seria: Ekspres Reporterów
- Rok wydania: 9/1978
- Recenzent: Grzegorz Cielecki

Gruby Marek, kremplina i opary wódki
Lektura kolejnych reportaży kryminalnych w zacnej serii „Ekspres Reporterów”, z lat 70. i 80. przekonuje, że była to świetna pula książek ukazujących się co miesiąc i zawierająca, poza innymi, także tekst kryminalny, społeczno-kryminalny lub obyczajowo-kryminalny.
Kapitalna rejestracja czasu i tematyki wówczas istotnej. Nie inaczej jest w wypadku reportażu „Forsa jak zaraza” autorstwa Anny Wcisło. Był ro zresztą jej książkowy debiut. Ten numer „Ekspresu Reporterów” ukazał się w roku 1978, kiedy autorka miała 25 lat. Na co dzień udzielała się w prasie krakowskiej i zajmowała tematyka medyczną. Zapewne zatem omawiany tu tekst to jedyny dłuższy materiał kryminalny.
Wyjaśnijmy, że poetyką miesięcznika było dawanie dwóch tytułów danemu materiałowi. Jeden był na okładce, a drugi wewnątrz tomu i ten właściwy tytuł brzmi: „Duży Szmal Grubego Marka”. A rzecz dotyczy nielegalnego handlu walutą i złotymi łańcuszkami przede wszystkim, zaś tytułowy Gruby Marek był królem Krakowa na tym odcinku. Inne były czasy i monopol państwa wprowadzał rozmaite ograniczenia, które co bardziej przedsiębiorczy obywatele chcieli obchodzić, celem szybkiego wzbogacenia się. Można było na jednej transakcji zarobić równowartość przeciętnej pensji lub nawet dużo więcej. Szybko przekonał się o tym Gruby Marek i poszedł na całość. Handlował międzynarodowo czym się dało, a w szczególności wspomnianym złotem i walutą. Było to możliwe dzięki wprzęgnięciu w interes kilkudziesięciu osób, z których każda miała swoją rolę do odegrania i stosowny zysk. Zaczęło się jednak od regularnych kursów do Budapesztu, gdzie szły…prześcieradła, plusz i aparaty fotograficzne. A przecież dziś można nabyć prześcieradło za kilkanaście złotych, a zestaw pościelowy niewiele drożej. Nie gorzej szły garsonki i kremplina (przypomnijmy sobie pierwszy odcinek „07 zgłoś się”). Interes kręcił się kilka lat, aż milicja zaczęła badać sprawę siatki powiązań Grubego Marka. W efekcie w jednym z lokali łącznikowych (tu kłania się „Stawka większa niż życie”) założono kocioł i powoli wyłapano kilkadziesiąt osób. Czyta się to wszystko z wypiekami. Gęsto jest od wydarzeń i postaci i aż szkoda, że nie udało się tego materiału rozszerzyć do pełnowymiarowej książki, bo materiał po temu był, a Anna Wcisło wykazała się sporym talentem. Widać, że przewaliła dziesiątki tomów akt sprawy oraz odbyła wiele rozmów z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości, wyciskając (tak jest) na potrzeby swojego tekstu co lepsze kąski. Oczywiście mamy tu pewien chaos informacyjny, ale wynika się przede wszystkim z nadmiaru materiału, który należało zrekapitulować. Nie zabrakło jednak miejsca na anegdoty, jak wzmianka o niejakim „Platynie’ – cinkciarzu, który wzorował życie na bohaterze „Eugeniusza Oniegina”, a więc zachodzi podejrzenie, że musiał czytać to słynne dzieło Puszkina – a zatem spał do 13.00 i zaczynał dzień od obiadu.
Niezwykle ciekawa jest także powstać pani Haliny, która przebranżowiła się przypadkowo z nauczycieli rosyjskiego w międzynarodową handlarę złotem, a z Grubym Markiem łączyło ich: „upodobanie do wódki, złota i handlu”. Można powiedzieć, ze w pewnym sensie stworzyli państwo w państwie i uzupełniali wszelkie luki oficjalnego systemu. Apetyt wszystkich narastał, transakcji było coraz więcej i na coraz wyższe kwoty. Kiedyś musiało się to skończyć i bohaterowie tekstu Wcisło gdzieś to podskórnie czuli, a zatem trzeba było intensywnie żyć. Nie każdy to umie.
