- Autor: Szott Rajmund
- Tytuł: Hotel „Polonez”
- Wydawnictwo: Wielki Sen
- Seria: Seria z Warszawą (wolumin # 133)
- Rok wydania: 2024
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Nad Narwią i Biebrzą
Rajmund Szott to Anonim, choć na pewno nie Gall, a być może Łomżanin. Recenzowana pozycja liczy 221 stron. Drukowano ją w odcinkach w tygodniku „Kontakty” w latach 1987-1988. Prawidłowy zapis jej tytułu to „Hotel „Polonez”” – na okładce książki jest po prostu błąd, choć w środku, we wszystkich miejscach, jest już prawidłowo. Ale tylko jeśli chodzi o hotel, bo mamy też kryptonim, a raczej hasło milicyjne „Hotel Polonez” (tak właśnie pisane).
Akcja toczy się w Łomży i okolicach (Piątnica, Grajewo, Zambrów, Radziłów), a także fikcyjnym Kobelnie, w roku 1985, a zaczyna w czerwcu. Czas akcji nie jest przypadkowy, bo w dniu 31 stycznia 1985 roku ogłoszono w Polsce ustawę o zapobieganiu narkomanii (co ciekawe, choć nie powinno to dziwić, kolejne polskie ustawy dotyczące narkomanii w nazwie mają już nie słowo zapobieganie, a przeciwdziałanie!), a książka porusza tę tematykę.
Koparka pracująca na terenie zajętej przez państwo – pod inwestycję – posesji starowinki Weroniki Szemiotowej, odkopała ludzkie zwłoki. Denatem był syn w/w – Stasio zwany Pięknym, który – jak wykazała ekspertyza – leżał w ziemi od ponad siedmiu lat. Matka nie dała wiary milicji i uparcie twierdziła, że jej syn żyje, mieszka we Francji i regularnie od sześciu lat przysyła do niej listy – ostatni przyszedł do niej pod koniec maja. Co więcej, przysyłał jej też paczki i przekazy pieniężne, a i ona do niego pisała. Ekspertyza grafologiczna potwierdziła, że listy z Francji były sporządzone ręką Stanisława.
Pułkownik Warzyński, szef Wydziału Kryminalnego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Łomży, przydzielił do prowadzenia tę sprawę porucznikowi Zbigniewowi Kuźmickiemu. Poza nimi w książce pojawiali się też inni oficerowie: major Kobeszko oraz kapitanowie: Warejko, Kurzawka, i Różycki, a także trzech sierżantów.
Kuźmicki postanowił iść tropem listowym, czyli ustalić, w jaki sposób listy pani Weroniki nie docierały do Francji, a konkretnie nie wychodziły z Łomży. O pomoc w tej kwestii poprosił dziennikarza miejscowej gazety – Jerzego Grzymka [nawiązanie do Jerzego Grzymkowskiego, recenzowanego w naszym Klubie?], z którym spotkał się w najlepszej restauracji w mieście, znajdującej się w hotelu Polonez”, a który zgodził się na wizytację poczty, o której to później miał napisać w swoim tygodniku [bez wątpienia był to tygodnik „Kontakty” z siedzibą przy Al. Legionów 7 w Łomży, ukazujący się od roku 1980].
Tymczasem odkryto kolejnego trupa, tym razem na powierzchni. Był nim Henryk Gil, który samotnie, po wymagającej wysiłku wspinaczce na wzgórze fortowe, zapił się na śmierć ćwiartką czystego alkoholu metylowego pitego prosto z gwinta. Już średnio aktywny konsument „procentów” z miejsca zorientuje się, że coś tu nie gra.
W niedługo potem pojawiły się jeszcze jedne zwłoki, tym razem na wodzie. Listonosz Józek Senda, zwany „Kopertą”, który odbierał listy do Francji od Szemiotowej, wysadził się dynamitem na Biebrzy, gdzie z pontonu dopuszczał się kłusownictwa. Nieco wcześniej „Koperta” widziany był w polonezie, ale nie hotelu, lecz samochodzie tej marki, koloru czerwonego.
Oczywiście Kuźmicki domyślił się, że wszystkie te zgony nie tylko nie były naturalne, ale też łączyły się ze sobą. Wyglądało to tak, jakby ktoś zacierając za sobą ślady, chciał na zawsze uciszyć niewygodnych wspólników. Decyzją pułkownika, porucznik miał prowadzić swoje sprawy pod bezpośrednią komendą kapitana Adama Andruckiego z Komendy Głównej, specjalisty od … narkotyków. A tymczasem kolejne trupy były już w drodze, a i milicjanci nie mogli się czuć bezpieczni.
Trzeba przyznać, że dużo się w tej książce dzieje. Mnóstwo trupów, kilka zagadek, tajemnicze relacje, fałszywe tożsamości, a do tego cinkciarze, bimbrownicy, narkomanii i „farmaceuci”, no i Danka – sympatia Zbyszka. W finale zaś mamy milicyjne: łódź motorową i helikopter, choć nie tak wyeksponowane, jakby można było tego oczekiwać. A wszystko to na tle pięknej Ziemi Łomżyńskiej oraz wód Narwi i Biebrzy, w klimacie odpowiadającym temu regionowi i postawach charakterystycznych dla miejscowej ludności. W sumie – nie najgorzej.
PRL-ogizmy: hotel „Polonez” w Łomży (Ogólnokrajowej Spółdzielni Turystycznej Gromada, oddany do użytku w roku 1975, obecnie hotel „Gromada”, ul. Rządowa 1A) zakłady – „Bawełna”, czyli Łomżyńskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego „Narew”, Zambrowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego, Pabianickie Zakłady Farmaceutyczne, restauracje – „Satyr” w Łomży (róg Dwornej i Krótkiej), restauracja „Nadbiebrzanka” w Goniądzu (w budynku GS), restauracja „Jubilatka” w Zambrowie (Wojska Polskiego 39), sklep „Pewex”, samochody – „maluch” zwany mikrobusem i Polonez (MR’78 lub 83), wino „Baba Jaga”, gazety – „Życie Gospodarcze” i „Veto” (Tygodnik Każdego Konsumenta), loteria pieniężna „Błyskawica”,
Cytat: „Mieć w rodzinie księdza – szczęście, wojskowego – honor, lekarza lub inżyniera – zaszczyt. A milicjanta?”
