- Autor: Selmowicz Jan, Książopolski Ryszard, Rychta Zdzisław
- Tytuł: Niezwykłe przygody Józka Kwapienia. Opowiadania
- Wydawnictwo: Zarząd Polityczny Wojsk Ochrony Pogranicza
- Rok wydania: 1959
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Ramię w ramię z żołnierzami z zielonymi otokami na czapkach
Trzeba przyznać, że Zarząd Polityczny WOP troszczył się o przyszłość swojej formacji i dbał o to, by cieszyła się ona szacunkiem i przedstawiała się atrakcyjnie dla potencjalnych kandydatów do służby w niej. W ramach tej polityki wydano trzy książki dla dzieci i młodzieży: w roku 1953 „Żołnierze WOP, dwaj chłopcy i pies Mars”, w 1957 „Żołnierz WOP twój druh i przyjaciel” i w 1959 „Niezwykłe przygody Józka Kwapienia”.
Ta ostatnia poszła chyba najdalej, bo morał z niej taki, że nawet będąc w dzieciństwie łobuzem, można zostać żołnierzem WOP. Trzeba tylko najpierw przestać łobuzować, wziąć się do nauki, zgłosić akces do harcerstwa i sprawić, by zapałała w sercu chęć szczera, która nie tylko zrobi z ciebie szeregowego, ale być może nawet oficera. Recenzowana pozycja liczy 78 stron, a składają się na nią trzy opowiadania.
Tytułowe opowiadanie autorstwa Jana Selmowicza. Banda „Mężnego Billa”, czyli Zenek, Zdzisiek, Maciek i Felek pod wodzą 13-letniego Józka Kwapienia, specjalizowała się w chuligance. Ostatnio napadli na gromadę zuchów, w wyniku czego Hela (siostra … Józka) trafiła do szpitala. Chłopcy, widząc, że przesadzili, postanowili ukrywać się w ruinach zamku. Tam jednak wytropił ich czworonożny wopista – Azor prowadzony przez dowódcę pobliskiej strażnicy – porucznika Józka Krzepickiego, który w czasie wojny w I Armii WP był w jednej drużynie z ojcem „Mężnego Billa” – Staśkiem Kwapieniem, który jednak końca wojny nie dożył. Porucznik przeprowadził z chłopakiem męską rozmowę, a na jego korepetytora wyznaczył kaprala Ziółkowskiego. Jednocześnie młody Kwapień zgłosił akces do harcerstwa. Zmiana stylu życia doprowadziła chłopaka do pierwszego życiowego sukcesu – wytropienia przestępcy granicznego.
„Kłamczuch” autorstwa Ryszarda Książopolskiego. Jasio Funke oznajmił kolegom w szkole, że niedługo wyjedzie na stałe do wujka, który mieszka w Niemczech Zachodnich. Tak zachwalał życie w Enerefie, że wzbudził w Antku Sztachelskim niepohamowaną zazdrość. Kiedy przyszły wakacje Jasio pojechał do Niemiec, Antek zaś na obóz harcerski nad polskie morze. Tam zakolegował się z wopistą Frankiem Kowalskim, z którym co jakiś czas rozmawiał. Którejś nocy, Sztachelski wymknął się z obozu, ukradł kajak i ruszył nim na Zachód. Wg prawa stał się w tym momencie przestępcą granicznym. Wkrótce na morzu pojawiły się wzburzone fale…
„Zielony otok” autorstwa Zdzisława Rychty. Kapral Konopka z WOP w Ustrzykach Górnych w roku 1958 wspominał wydarzenia ze swojej służby. W roku 1947 w Bieszczadach, NSZ i UPA napadły na Wołkowyję. Kiedy przybyli tam wopiści z Ustrzyk Górnych, jeden z nich – sierżant Kocząb znalazł 12-letniego Zenka Drożdża, który po śmierci matki w tym napadzie został sierotą. Żołnierze zabrali go ze sobą i postanowili, że zostanie synem oddziału. Po paru latach odnaleziono siostrę matki chłopaka. Mieszkała ona we wsi Dubiele położonej tuż nad Odrą. Zenek opuścił strażnicę, pojechał do ciotki i zamieszkał u niej na stałe. Której nocy, a było to latem 1951 roku, 16-letni już wówczas młodzieniec wracał do domu z zabawy w mieście. Idąc przy lesie zauważył jakieś światła i usłyszał warkot samolotu. Po chwili zobaczył na niebie spadochron. Kiedy spadochroniarz znalazł się na ziemi, Zenek postanowił go śledzić. Dotarł za nim na stację kolejową, a później wsiadł do tego samego pociągu, który jechał do Konarzewa. Chłopak liczył, że trafi tam na jakiegoś milicjanta, żołnierza lub wopistę…
Wszystkie opowiadania są dziecinne i dorosły czytelnik nic w nich ciekawego nie znajdzie. Nie przetrwały one próby czasu i teraz dzieciaków by nie zainteresowały. Nie znaczy to jednak, że w latach 50. i 60. były do niczego.
PRL-ogizm: „Kronika Filmowa WOP”,
