- Autor: Rokosz Władysław
- Tytuł: Franek. Opowiadanie
- Wydawnictwo: wydano w Krakowie nakładem autora
- Rok wydania: 1945
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Wypadek drogowy i sabotaż
Recenzowana pozycja liczy 64 strony. Bez wątpienia wydano ją już po wyzwoleniu Krakowa, tj. po 23 stycznia 1945 roku.
Akcja toczy się zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami, gdzieś w okresie międzywojennym.
17-letni Franek Zapała – wybitnie uzdolniony ślusarczyk z Brzezinki, dzięki inżynierowi Jerzemu Esperanto, któremu pomógł naprawić motocykl, gdy ten zderzył się w jego wsi z wozem konnym, znalazł zatrudnienie w fabryce Antoniego Brauna. Na spotkanie z inżynierem w sprawie pracy chłopak pojechał rowerem. Już na ulicach miasta został potrącony przez jakiś samochód. Miał złamane kości goleniowe u obu nóg, a także potłuczoną głowę. Na kilka miesięcy wylądował w szpitalu. Wkrótce zjawił się u niego przodownik policji prowadzący dochodzenie w tej sprawie…
Kiedy wyszedł już ze szpitala, z zapałem przystąpił do pracy w fabryce. Montował tam maszynę parową – młockarnię. Franek wszystko umiał, na wszystkim się znał, na wszystko zważał, wszystko robił. U współpracowników – jak to często w życiu bywa – wzbudził tym zazdrość i nienawiść. Któregoś dnia, z polecenia inżyniera, zreperował klapę na kotle z lawą żelazną. W jakiś czas potem powietrzem wstrząsnął ogromny huk, budynek zatrząsł się, a z okien wypadły szyby. Dach odlewni wyleciał w powietrze, a jego szczątki zaścieliły fabryczny plac. Straty były ogromne. Na szczęście wśród pracowników nie było ofiar. Okazało się, że przyczyną zniszczeń było rozerwanie pieca, a konkretnie kotła z klapą, którą naprawiał Zapała. Chłopak domyślił się, że ktoś dokonał sabotażu, odkręcając z powrotem klapę i wprawiając dźwigary w ruch, przez co wypłynęła lawa, a to spowodowało eksplozję. W oczach innych, wszystko zaś wskazywało na winę Franka…
Kilka lat później inżynier Esperanto wraz z pilotem Rarogiem wyruszyli z kraju samolotem na podbój Bieguna Północnego. Tam jednak rozbili się, a z powodu niesprzyjającego klimatu ich życie zawisło na włosku…
Już po przeczytaniu książeczki mogę śmiało przyznać, że nie jest to opowiadanie kryminalne, ale raczej obyczajowo-przygodowe z wątkami sensacyjnymi. Jest ono dość przyjemne i pogodne. Cieszę się, że na tę pozycję w BN trafiłem, gdyż tego typu książek, wydanych w naszym kraju w roku 1945, a do tego raczej w mikronakładzie, zbyt wielu nie ma. Teraz już niektórzy Klubowicze-Bibliofile mogą zacząć polowanie na kolejnego białego kruka do swojej kolekcji, a mnie wypada jedynie serdecznie życzyć im powodzenia.
