- Autor: Pająk Henryk
- Tytuł: W samo południe w: Zerwanie
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie
- Rok wydania: 1976
- Nakład: 5270
- Recenzent: Robert Żebrowski

Bestialstwo
Z twórczością Henryka Pająka (ur. 1937) nie miałem wcześniej do czynienia. Książka liczy 159 stron, jej cena okładkowa to 14 zł. Zawiera 11 opowiadań, a „W samo południe” liczy 11 stron.
Akcja toczy się w środę 6 czerwca 1945 roku we wsi Wierzchowiny w powiecie krasnostawskim na Lubelszczyźnie.
W południe, do wsi zajechało kilkadziesiąt furmanek zbrojnej watahy „Sokoła” z NSZ. Kiedy odjechali przy życiu pozostało tylko kilka rodzin. Spieszyli się, bo od Krasnegostawu i Chełma ruszyło z odsieczą wojsko. Wcześniej „zatankowali się” w miejscowej gorzelni. Autor przytoczył relacje świadków, których pozostawiono przy żuciu. Ja ich jednak przytaczać nie będę.
„Sztandar Ludu”: „Szajka morderców Wierzchowin zlikwidowana. Zabito 116 bandytów, dowódcę „Sokoła” oraz zastępcę jego mianującego się kapitanem „Szarym”. 41 bandytów ujęto”.
Przypis redakcji: „Zbrodniczy napad na Wierzchowiny był jednym z terrorystycznych aktów podziemia reakcyjnego, wymierzonych we władzę ludową i mieszkańców z nią współdziałających. Rozkaz zlikwidowania wsi wydał szef PAS NSZ Zygmunt Wolanin („Zenon”). Informacje prasy, na które powołuje się autor reportażu są błędne. „Szary” nie był zastępcą „Sokoła”. Bojówki Pogotowia Akcji Specjalnej lubelskiego okręgu Narodowych Sił Zbrojnych (”Romana”, „Jacka”, „Zemsty” i „Sokoła”) organizacyjnie podlegały „Szaremu”. Podczas napadu NSZ na Wierzchowiny wymordowano 194 osoby. W wyniku natychmiastowej akcji WP i UBP bandę rozbito”.
Wstyd się przyznać, ale wcześniej o masakrze w Wierzchowinach nie słyszałem. Reportaż jest dobrze napisany i dobrze, że został napisany. Jako jego uzupełnienie warto przeczytać w Wikipedii artykuł „Zbrodnia w Wierzchowinach”.
