Kwiatkowski Tadeusz – Igła w stogu siana 92/2026

  • Autor: Kwiatkowski Tadeusz
  • Tytuł: Igła w stogu siana
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Rok wydania: 1972
  • Nakład: 20275
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Zmowa milczenia, panna fatalna i piekielny układ

Tadeusz Kwiatkowski (1920-2007) znany jest Klubowiczom jako Noël Randon, pod którym to pseudonimem wydał pięć kryminałów (a też jedno opowiadanie jako Wigiliusz Randoński), a szerszemu ogółowi z tego, że był autorem scenariusza serialu i filmu (a także komiksu) pt. „Janosik”.

Recenzowana pozycja liczy 218 stron, a jej cena okładkowa to 14 zł.

Akcja toczy się głównie w roku 1946 we wsi Boruty i okolicy, a znacznie krócej w roku 1966.

Pułkownik MO opowiedział dziennikarzowi o swojej pierwsze poważnej sprawie, jaką prowadził dwadzieścia lat wcześniej. 17 kwietnia 1946 roku, gdy był komendantem posterunku we wsi Boruty, w czasie, gdy u Michałów odbywało się wesele, dokonano zabójstwa jednego z jego uczestników, a mianowicie 23-letniego Franka Potoka. Przestępstwo miało miejsce na łące, jakieś sto metrów od domu weselnego. Tam właśnie odnaleziono jego ciało, ubrane w zakrwawioną na piersi koszulę. Dokonana w późniejszych dniach sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił w wyniku uszkodzenia serca poprzez cios zadany pomiędzy żebrami jakimś ostrym narzędziem. Narzędzia tego jednak nie odnaleziono.

Komendantowi w prowadzonym dochodzeniu pomagał jedyny jego podwładny – milicjant Antczak, a doradzał kapitan Walczak z powiatówki, która miała przejąć sprawę już po ustaleniu osoby podejrzanej. Czynności zaczęto od rozmów z sołtysem, rodzicami denata oraz gośćmi weselnymi. Wszyscy jednak nabrali wody w usta: nic nie wiedzieli, nic nie pamiętali, nikogo nie podejrzewali. Przełom nastąpił, gdy komendant uzyskał informację, że na łące Potoka widziany był w towarzystwie pięciu wymienionych z nazwiska osób. Czterech z nich aresztowano, sprawę przejęła komenda powiatowa, a ostatecznie dwóch zostało oskarżonych: jeden o dokonanie zabójstwa, a drugi o nieudzielenie pomocy, do czego też obaj się przyznali.

Komendant tymczasem dostał urlop zdrowotny, a w jego trakcie był na rozprawie sądowej. Żadną miarą nie mógł uwierzyć w winę tego młodzieńca, których przyznał się do morderstwa. Sąd odroczył sprawę o tydzień, a komendant uświadomił sobie, że w tym czasie musi ustalić faktycznego zabójcę. W tym celu postanowił spędzić urlop w miejscowości, w której jeszcze niedawno komenderował, czyli w Borutach. Czas poświęcał na chodzenie po wsi i „prywatne” rozmowy z jej mieszkańcami. A wiadomo, że jak się rozmawia, to zawsze znajdzie się ktoś, kto świadomie czy przypadkiem z czymś siebie lub kogoś sypnie. To, co milicjant ustalił było przerażające aż do szpiku kości.

No, no, no. Dawno już nie czytałem kryminału z tak świetnie prowadzoną psychologiczną rozgrywką. Milczenie, łgarstwa, zmyłki, układy, a do tego wszystkiego fatalna panna Głąbikówna – miss wsi i okolicy. Klimatem książka podobna jest do filmu „Zmowa” z roku 1988. Ją naprawdę trzeba przeczytać!

PRL-ogizmy: papierosy „Giewont” i nagroda „Złota Patelnia” (w branży gastronomicznej i kulinarnej).