Kuczyński Maciej – Katastrofa 5/2026

  • Autor: Kuczyński Maciej
  • Tytuł: Katastrofa
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Rok wydania: 1986
  • Nakład: 100200
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Inspektor Browicz i projekt kryptonim „Pułapka”

Maciej Kuczyński (1929-2019), autor ponad 30 książek, chyba najbardziej znany jest ze swojej powieści z roku 1967 pt. „Atlantyda, wyspa ognia”. „Katastrofa” ukazała się po raz pierwszy rok później. Wydanie, którym dysponuję liczy 174 strony, a jego cena okładkowa to 125 zł. Na stronie przedtytułowej ma logo: „Lektura szkolna VI”.

Akcja toczy się w różnych miejscach na kuli ziemskiej (m.in. Amsterdam, Budapeszt, San Francisco, Grenoble) w przyszłości.

Świat poszedł bardzo naprzód, aż za bardzo. Otóż nie mamy już na nim żadnych unii kontynentalnych, zjednoczonych stanów, związków republik, wspólnot państw, czy konfederacji. Mamy za to Świat Zjednoczony, który obchodzi właśnie trzecią rocznicę Powszechnego Zjednoczenia, a któremu przewodzi Rząd Światowy, którego członkami jest pięciu Szefów, każdy z innej strefy świata.

Inspektor Robert Browicz ze Światowej Służby Pokoju – za pośrednictwem Lemersiera z Wydziału Śledczego – został wezwany do swojego przełożonego komisarza Holdena. Ten zlecił mu przeprowadzenie śledztwa w sprawie nieuprawnionego podłączenia się do światowego kanału telewizyjnego i podprogowego nadania tekstu o treści „Posłuszeństwo”. W niedługo potem nadano w ten sam sposób kolejny tekst: „Budapeszt, 5 sierpnia”. Tego dnia miała się tam odbyć 25 Sesja Rządu Światowego. Funkcjonariusz „bezpieczeństwa” rozpoczął swoją pracę od uzyskania ekspertyzy pisma, po czym niezwłocznie udał się do byłej stolicy dawnych Węgier. Do swojej dyspozycji miał Wydział Operacyjny Służby, brygady śledcze i grupy ekspertów. Inspektor zakładał, że miasto, a konkretnie miejsce obrad, zostanie zaatakowane. W grę wchodziły następujące możliwości: „wysadzenie w powietrze przez zainstalowaną w budynku bombę, przez bombę zrzuconą z powietrza, bombę dostarczoną rakietą, następnie wskutek strzału promieniem lasera, wskutek trucizny, gazu trującego, a także ataku fala i radiowymi”. I faktycznie doszło tam do pokazu siły, ale w wodach Dunaju i tak, że nikt nie został skrzywdzony. Oczywiście miejsce eksplozji zostało poddane oględzinom, a zebrane próbki przekazane do badań.

Kolejnym ruchem Browicza była analiza ciekawszych wydarzeń ze świata. Zestawienia przygotowywała mu Virna Matti z wydziału Informacji Służby. Były tam m.in. informacje o NOL, czyli Niezidentyfikowanych Obiektach Latających, a także „magnetycznych” chrząszczach grupujących się w pobliżu pól magnetycznych. Następnym zaś ruchem przeciwnika, którego nazwano Zero-Jeden, było przekazanie wiadomości o wyłączeniu 7 sierpnia elektrowni w Copacaribe, dodajmy mega-elektrowni. Oczywiście Browicz wraz ze swoimi ludźmi udał się tam niezwłocznie. To co najgorsze czekało inspektorem jednak jeszcze później i w innym miejscu globu.

Kim jest Zero-Jeden? To człowiek czy automat? Pojedyncza istota czy grupa? Swój czy Obcy? Działający z Ziemi, z Księżyca, czy z Kosmosu? Wróg czy … Przyjaciel? Co się wydarzy na naszej planecie? Co spotka inspektora? Jakie będą końcowe wyniki śledztwa?

Bardzo trudno ocenić mi tę książkę. Teraz już trąci ona myszką, choć nie wszystkie przewidywania autora już się ziściły. Od tamtej pory wydano już tak wiele książek sf, że powieść aktualnie niczym nie zachwyca, w niczym nie jest wyjątkowa, z niczym nie przeszła do kanonu. Ale sytuacja się zmienia, gdy wykona się podróż nie w przyszłość, ale w przeszłość, do roku 1968, kiedy miała swoje pierwsze wydanie. Wtedy mogła być naprawdę atrakcyjna, mimo jakichś tam swoich wad. Pokazywała ciekawą przyszłość i opisywała dość interesująco prowadzone śledztwo. Myślę, że dobrze się stało, że wpisano ją na wykaz lektur. Nie było w niej nadmiernego epatowania przemocą, erotyzmów, wulgaryzmów i wstawek ideologicznych (przynajmniej wyraźnie rzucających się w oczy).

Futurologizmy: coleopter (latające stanowisko dowodzenia), heliplan (helikopter bez śmigieł), rakietoplan (samolot rakietowy, którym na przykład szlak powietrzny Paryż – Hawana pokonywany był w 35 minut), ślizgi odrzutowe, vifon (nie marka zup i przypraw wietnamskich, ale videofon), aparat do beztaśmowego zapisu dźwięku (czyli dyktafon), radionadajnik osobisty, broń laserowa, płyn „Maxit-s” (jedna porcja zastępowała całodniowe pełnowartościowe pożywienie, a także usuwała zmęczenie i senność), stymulator snu PSS (20-minutowa „kuracja” zastępowała wielogodzinny sen).