Joe Alex – Piekło jest we mnie 149/2026

  • Autor: Joe Alex (Maciej Słomczyński)
  • Tytuł: Piekło jest we mnie (wcześniej scenariusz dla telewizyjnej „Kobry”)
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
  • Cykl: Joe Alex (tom 7)
  • Rok wydania: 1979
  • Recenzent: Wiesław Kot

LINK Recenzja Iwony Mejzy

Chała na wysokościach

Żeby przydać głębi dość prostej krzyżówce kryminalnej Alex-autor zawiesza całość – jak zwykle – na patetycznym tytule, tym razem na „Raju utraconym” Miltona, wziętym z regionów literatury bardzo odległych od kryminału. A i ponury król Lear będzie miał tu nieco do powiedzenia.

Przełknijmy dziwaczność wstępną. Tę mianowicie, że autor powieści nazywa się Joe Alex (choć wiemy, że to Maciej Słomczyński) i głównym bohaterem tejże jest również Joe Alex. Tak więc Joe Alex pisze o Joem Aleksie, choć przecież nie jest to autobiografia. Zakładamy jednak, iż Joe Alex – autor – będzie miał na tyle przyzwoitości, by pokazywać bieg zdarzeń z punktu widzenia Joego Aleksa – postaci. I tak początkowo jest, ale my tylko czekamy, kiedy narrator pęknie i zacznie pokazywać coś, o czym Joe Alex nie mógł mieć pojęcia. Nie czekamy długo. Już podczas oczekiwania na lotnisku w Johannesburgu na spóźniający się lot do Londynu z międzylądowaniem w Nairobi słyszymy głosy. To jednak nie omam, lecz wtręt niewiadomego pochodzenia: „Alex nie wiedział jeszcze, że przeznaczenie rozpoczęło nieuchronny marsz, a on sam został już wplątany w zdarzenie najbardziej ponure i zdumiewające spośród tych, z jakimi zetknął się dotąd”. Skąd ten głos? Drugi, piętrowy narrator, który wie więcej niż ten, który prowadzi Joego Aleksa? Skoro tyle wie, to niech wali od razu, a nie bawi się w punkty widzenia, choćby nawet bardzo inteligentne. Ale nie – ten narrator ujawnia się wtedy, kiedy jest mu to wygodne, by sztukować narrację. Bo np. Joe śpi twardym snem, a narrator opowiada o czymś, o czym biedak nie może mieć pojęcia: „Nagle ostrze uniosło się wyżej i opadło w dół. Skurcz ściągnął rysy leżącego człowieka. Otworzył oczy, a usta chrapliwie zaczerpnęły powietrza dla wydania okrzyku”.

Więc samolot, w samolocie trup i zagadka zamkniętego pokoju: nikt z zewnątrz nie mógł tu przeniknąć, więc mordercą jest jeden z nas. Nawet Joe Alex – jak go szybko rozszyfrowują – ekspert Scotland Yardu. Wokół samolotu szaleje burza, za godzinę międzylądowanie i Alex musi się zmieścić w tym limicie. Wydatnie pomaga mu podświadomość na sposób, o którym czytaliśmy tysiąc razy: jakaś ważna informacja czai się w podświadomości, ale chwilowo nie umiemy ją stamtąd wyjąć. Ale w pewnej chwili zaczął doznawać uczucia niepokoju… Musiało to chyba dotyczyć czegoś, co stało się tuż po odkryciu zbrodni albo w czasie przesłuchiwania tych dwojga… Coś, na co świadomość nie zareagowała, ale co zostało zanotowane w mrocznych komnatach podświadomości”. Tak długo przed Joem działa panna Marple i Hercules Poirot. Kiedy już jednak podświadomość ujawniła się na pożądanym odcinku „… o mało nie podskoczył do góry! Wiedział już! Wszystko pojawiło się przed nim niespodzianie, jak gdyby ktoś rzucił snop światła na leżącą w mroku otwartą książkę”. Teraz pozostaje już tylko zbieranie dowodów. „- Ale to jeszcze nie są dowody – mruknął. – To nie są żadne dowody…” Zaczyna się więc przesłuchanie, w którym jeden z wypowiadających się autorów powieści stosuje metodę qui pro quo, czyli odsłania kim kto – z siedmiorga pasażerów nie wliczając załogi – jest naprawdę. Joe Alex tłumaczy jak dziecku: „Na podstawie prostego, logicznego rozumowania należy uwolnić wszystkie pozostałe osoby od zarzutu morderstwa z premedytacją. Trzeba udowodnić, że morderca odbyć się w pewien ściśle określony sposób, dla ściśle określonych przyczyn, które musiały wywołać ściśle określone skutki, a z nimi i ściśle określone ślady, świadczące bezspornie o pani winie”. To także okazja do zaprezentowania parady dziwaków. Pewna wiekowa dama „została zaproszona jako gość honorowy na Światowy Kongres Unii Teozofów Wyzwolonych”. Natychmiast zresztą wyłania się problem zasadniczy: czym różnią się teozofowie wyzwoleni od tych bezprzymiotnikowych. Na szczęście rozważań nie podjęto. Z sukcesem podjęto za to dalsze indagacje, w rezultacie których sprawca został – co za niespodzianka! – zdemaskowany, a nawet sam sobie wymierzył karę skacząc samolotu (w biegu).

Jeszcze element ówczesnego kolorytu. Mówi menedżer boksera: „Musimy lecieć do Europy. Te przeklęte przepisy, które nie pozwalają u nas / RPA/ białym walczyć z kolorowymi”.

I rzucona ot tak, od niechcenia, złota myśl Joego Aleksa: „Kobieta jest stworzeniem, o które nie należy przesadnie dbać, gdyż świetnie potrafi sobie radzić”.

Pełna zgoda.