Georges Simenon – Maigret i sobotni klient 76/2026

  • Autor: Georges Simenon
  • Tytuł: Maigret i sobotni klient
  • Przekład: Włodzimierz Grabowski
  • Wydawnictwo: C&T
  • Seria: Maigret (tom 59)
  • Rok wydania: 2011
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Komisarz Maigret spogląda w przeszłość

Georges Simenon mawiał, że jego zadaniem w literaturze jest przede wszystkim opisanie „nagiego człowieka”. Widać to także w cyklu powieści o komisarzu Maigret. Z upływem lat widzimy w kolejnych tomach (a było ich 75), że intryga schodzi powoli na drugi plan i staje się coraz prostsza, na rzecz przyglądania się ludziom, ich motywacjom, charakterom, ambicjom. W powieści „Maigret i sobotni klient” mamy właśnie taką sytuację. Intryga jest przyczynkowa, natomiast refleksji egzystencjalnej dużo.

Niejaki Leonard Planchon przychodzi do Maigreta i wyjawia, że żona związała się z kochankiem, a męża lekceważy i w zasadzie chciałaby, żeby się oddalił na zawsze. Póki co mieszkają jednak…we czwórkę, bo jeszcze jest córka Planchonów. Co więcej, pan Planchon jest w desperacji i pragnie zabić rywala. I co w tej sytuacji może uczynić Maigret? Czyżbyśmy mieli po raz kolejny kronikę zapowiedzianej śmierci? Oczywiście czytelnik jest świadom, że skoro czytamy powieść kryminalną, to ktoś winien zginąć. Ktoś z tej trójki. Tylko nie wiemy kto i na tę wiedzę przyjdzie poczekać niemal do końca utworu, co jest nietypowe, nawet jak na Simenona. Trzon powieści to w zasadzie próba zapobieżenia rozwojowi sytuacji, a przede wszystkim rozterki komisarza (jest zresztą inny tom o rozterkach Maigreta) i jego rozmyślania.

„Są pewne wspomnienia, które uparcie, bez współudziału naszej woli tkwią w naszym umyśle, mimo że nie dotyczą żadnych ważnych wydarzeń, i nawet nie zdajemy sobie sprawy, kiedy nasza pamięć je zarejestrowała. Komisarz Maigret mógłby również po wielu latach zrekonstruować w najdrobniejszych szczegółach przebieg pewnego popołudnia, podczas którego właściwie nie zdarzyło się nic specjalnego”. To pierwszy akapit „Maigreta i sobotniego klienta”. Każdy z nas ma drobne wspomnienia sprzed lat, które nie wiedzieć czemu, tkwią w pamięci. Ja na przykład pamiętam, jak w pierwszych klasach podstawówki kupiłem notes w kiosku pana Przybyłki, a było to we wsi Stara Wiśniewska, gdzie uczęszczałem do początkowych klas. Czemu taki obraz pozostał w pamięci, skoro nie było to nic ważnego?

Cykl o komisarzu Maigret powstawał przez ponad 40 lat. „Maigret i sobotni klient” należy do ostatniej dekady i wyraźnie widać przechył refleksji i wspomnień nad bieżącą akcją. Oczywiście autor nie zapomina o stałych fragmentach gry, czyli pieczeni jagnięcej przygotowanej przez panią Maigret, kieliszku grogu czy rozmyślaniach o calvadosie. Coraz bardziej jednak komisarz widzi upływ czasu , zmiany realiów i zasad działania policji. Podczas gdy on sam za żadną cenę nie chce ulec zmianom, nie chce się uwspółcześniać, dostosować do zmieniających czasów. I o tym przede wszystkim jest ta książka. Jak się komisarza pytają: „Co pan myśli o sprawie, to odpowiada, podobnie jak wiele razy wcześniej czynił: „Jeszcze nic…Wszystko jest możliwe”. Czytałem spokojnie, nieśpiesznie, w rytm myśli komisarza Maigret. Była lektura bardzo refleksyjna, interesująca, jak spotkanie ze starym znajomym. Serdecznie polecam. W szczególności czytelnikom, którzy są już nieco zaznajomieni ze stylem Simenona. Jak ktoś szuka natomiast żywej akcji, to polecam bardziej wcześniejsze tytuły cyklu. Uważam, że należy smakować powoli, dostrzegając powtarzające się elementy. Komisarz na przykład wspomina młodość, kiedy więcej czasu spędzał na ulicy, krążąc po kafejkach i odwiedzając dozorcówki. Pamiętajmy, że zaczynał karierę w Lotnej Brygadzie policji i pracował także na prowincji. Teraz ma kilku współpracowników (Lucas, Janvier, Torrence, w późniejszych latach młody Lapointe) i większość roboty zleca, zatrzymując dla siebie kojarzenie faktów i budowanie hipotez, które w końcu zaprowadzą go do rozwiązania sprawy. W tej powieści jest jednak inaczej. Maigret jest nieco bezradny. Musi bowiem czekać, aż sprawa zechce się pojawić. Wie, że w końcu się pojawi i że on, komisarz policji, nie będzie w stanie jej zapobiec, choć chciałby. Pozostanie mu jednak jedynie zająć się skutkami. Tak jest urządzony świat i nie jesteśmy w wstanie nic z tym zrobić. Taki mógłby być wniosek autora pochylającego się na kondycją ludzką.