- Autor: Friedrich Durrenmatt
- Tytuł: Sędzia i jego kat (Der Richter und sein Henker)
- Wydawnictwo: PIW
- Rok wydania: 1972
- Nakład: 30290
- Recenzent: Robert Żebrowski

Maigret na wsi
Friedrich Durrematt (1921-1990) to szwajcarski, niemieckojęzyczny dramaturg i prozaik, z którym wcześniej nie miałem do czynienia. Spośród jego dorobku w zainteresowaniu naszego Klubu pozostaje pięć opowiadań: „Sędzia i jego kat” (1950), „Podejrzenie” (1951) – kontynuacja „Sędziego …”, nieprzetłumaczona na język polski, „Kraksa” (1956), „Obietnica” (1958) i „Organa sprawiedliwości” (1985).
Recenzowana pozycja liczy 83 strony, a jej cena okładkowa to 12 zł. Ciekawostką tego wydania jest to, że w tekście zastosowano cztery rozmiary czcionek, na szczęście nie naprzemiennie, ale w dłuższych fragmentach. Wygląda to jednak po prostu okropnie.
Akcja toczy się w Szwajcarii, w kantonie berneńskim, w roku 1948, a zaczyna w dniu 3 listopada.
Alfon Clenin – policjant z wiejskiego posterunku w Twann – zauważył, że na poboczu szosy biegnącej z Lamboing koło Tessenberga stoi niebieski mercedes. Kierowca, pojazdu leżał głową na kierownicy. Miał przestrzeloną skroń. Drzwi od strony pasażera były otwarte. Okazało się, że denat to Ulrich Schmied – porucznik berneńskiej policji. Clenin przesunął zwłoki na miejsce pasażera i udał się samochodem do Biel, gdzie znajdowała się siedziba policji okręgowej. Szef policji z Berna – doktor Lucius Lutz zlecił prowadzenie śledztwa przełożonemu Schmieda – komisarzowi Barlachowi oraz jego podwładnemu – Tschanzowi. Komisarz zaczął od wizyty w mieszkaniu denata, w którym znalazł teczkę z jego zapiskami. Następnie razem z Tschanzem udał się na miejsce zdarzenia, gdzie odnalazł kulę rewolwerową. W notesie pozostałym po nieboszczyku, pod datą, kiedy zginął, widniała literka „K”. Znajdowała się ona też pod kilkoma innymi datami. Mając na uwadze to, że Schmied w chwili śmierci ubrany był we frak, Barlach wydedukował, że jechał on na jakieś przyjęcie. Policjanci ustalili, że odbywało się ono w posiadłości niejakiego Kostmanna w Lamboing, u którego zbierali się artyści i przemysłowcy, a także przedstawiciele obcego państwa, z którymi pertraktowano nowy układ handlowy. Porucznik bywał tam pod przykrywką, jako doktor Prantl z Monachium – docent historii kultury amerykańskiej. Barlach z Tschanzem postanowili udać się tam. Ledwo zbliżyli się do budynku, komisarz o mało co nie stracił życia. Od niechybnej śmierci uratował go celny strzał podwładnego.
- Cytaty:
Komisarz o sobie: „Jestem starym, dużym, czarnym kocurem, który chętnie pożera myszy” - Tschanz o śledztwie: „Wszystko, czegokolwiek się dowiadujemy, pomaga nam w prowadzeniu śledztwa” , „Przypuszczenia istnieją w naszym zawodzie po to, aby za nimi podążać”.
- Policjant Charnel z Lamboing o filozofach: „Filozof to taki człowiek, co dużo myśli i nic nie robi”.
Jak dla mnie opowiadanie to jest genialne, jedne z najlepszych z tego gatunku, jakie w ogóle czytałem. Tytuł książki podobny jest do innego kryminału, a mianowicie „Sędzia i jego ćpun”. Czytając przedmiotowe opowiadanie warto pamiętać o jego tytule, bo niesie on ze sobą duży bagaż informacji. Warto też pamiętać, co Barlach wyżej powiedział o sobie i nie dać się zwieść pozorom. To, co mnie się najbardziej w tej książce spodobało to psychologiczna rozgrywka, a raczej psychologiczne rozgrywki, jakie prowadził komisarz. Bardzo też spodobała mi się współpraca obu policjantów. W książce mamy jeden ślad prowadzący w przeszłość, konkretnie nad Bosfor. Mamy też podwójny kamuflaż i potrójne zakończenie. Brzmi niejasno? I o to chodzi! Nie mogę przecież odkryć zbyt dużo kart, a jedynie zainteresować tą książką. A skąd taki tytuł recenzji? To pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi po jej przeczytaniu.
