Wirpsza Witold – Pracownik Bezpieczeństwa 503/2025

  • Autor: Wirpsza Witold
  • Tytuł: Pracownik Bezpieczeństwa w: Stary tramwaj i inne opowiadania
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1955
  • Nakład: 5176
  • Recenzent: Robert Żebrowski

„Eirene znaczy pokój”

Witold Wirpsza (1918-1985) to kolejny autor, z którym wcześniej nie miałem do czynienia. Recenzowane opowiadanie, napisane w roku 1954, liczące 46 stron, znajduje się – pośród ośmiu innych – w zbiorze „Stary tramwaj i inne opowiadania” liczącym w sumie 147 stron, z ceną okładkową 5 zł.

Akcja toczy się w nieznanym mieście wojewódzkim, a także w okolicach Ostródy, gdzieś na przełomie lat 40. i 50.

„Bolesław Kornacki, spiker rozgłośni radiowej w jednym z miast wojewódzkich, otrzymał trzy dni przed wyjazdem na urlop anonim, piąty już z kolei. Pismo było tym razem energiczniejsze w tonie. Użyto zwrotów: „ostrzegaliśmy już wiele razy”, „ostatni raz” oraz „nie będzie skrupułów wobec człowieka, który złamał przysięgę żołnierską”. Zakończenie brzmiało: „Będziesz musiał, zdrajco, któryś zaglądał przed laty razem z nami w wyloty nieprzyjacielskich luf, zajrzeć tym razem w wylot naszej lufy – na sekundę przed śmiercią – Obrońcy Polski””. Przepisaną na maszynie kopię anonimu Kornacki zaniósł do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie przekazał go bezimiennemu porucznikowi. Następnie samotnie udał się, zabierając ze sobą rower i namiot, w okolice Ostródy, na lipcowy urlop.

Miasteczko – położone 20 km od Ostródy – z którego zamierzał uczynić punkt wypadowy leżało otoczone przez cztery podłużne jeziora. Będąc tam poznał Irenę, liczącą niewiele ponad 20 lat studentkę medycyny w Gdańsku, aktywistkę ZMP. Dowiedział się od niej, że jej narzeczony jeszcze przez 20 lat będzie siedzieć w więzieniu, skazany za szpiegostwo, sabotaż i dywersję. Bolek razem z Ireną uskuteczniali wycieczki rowerowe i długie spacery. Pewnego dnia, kiedy Kornacki kąpał się w jeziorze, a Irena przebywała w swoim namiocie, z drugiej strony akwenu padł strzał. Bolek trafiony kulą, padł w wodę. Irena widząc to wyciągnęła go z wody, ale okazało się, że strzał był śmiertelny. Studentka wyjęła ze zwłok pocisk, jak się później okazało pochodzący z karabinu Mauser, wsiadła na rower i ruszyła stamtąd. Oddany w chwilę potem w jej kierunku strzał był niecelny. Dziewczyna dotarła do powiatowego urzędu bezpieczeństwa, gdzie złożyła zawiadomienie o tragicznym zdarzeniu. Rozpoczęło się śledztwo …

Mimo, że śledztwo to było niezbyt długie i nie bardzo skomplikowane, a chyba najważniejszym wątkiem były dalsze losy dziewczyny, chcącej za wszelką cenę wziąć udział w procesie wykrywczym, to jednak miło się to opowiadanie czytało.