- Autor: Hołuj Tadeusz
- Tytuł: Jeden stamtąd
- Wydawnictwo: Iskry
- Rok wydania: 1962
- Nakład: 10250
- Recenzent: Robert Żebrowski

Nie bez Kozery
Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z książkami Tadeusza Hołuja (1916-1985), a trochę ich napisał. Recenzowana pozycja – okładka z lewej – liczy 258 stron, a jej cena to 15 zł.
Akcja toczy się w Krakowie, w kwietniu 1960 roku (tego właśnie roku 19 kwietnia wypadał we wtorek).
W dniu ludowego święta „Emaus” [odpust obchodzony na krakowskim Zwierzyńcu w Poniedziałek Wielkanocny] dokonano zabójstwa Kazimierza Franka, naczelnika jednego z wydziałów poczty. Zginął on – w wynajmowanym przez siebie pokoju – w wyniku pchnięcia nożem w klatkę piersiowa. Technik kryminalistyczny zabezpieczył na miejscu zdarzenia ślady traseologiczne pochodzące od czterech osób oraz ślady daktyloskopijne. Śledztwo w tej sprawie prowadzili: kapitan Kozera oraz porucznik Majewski. Osobami podejrzanymi stali się: emerytka Zofia Vogel, która wynajmowała Frankowi pokój, mężczyzna w mundurze majora milicji oraz sympatia Franka z czasów wojny i towarzyszka broni – Mania, którzy oddzielnie odwiedzili go w czasie świąt, a także Alina – jego weekendowa kochanka, pochodząca tak jak Kazik z Tatarowa.
Franek na dwa dni przed śmiercią odebrał w Warszawie nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych jako laureat literackiego konkursu czytelników „Gazety Ilustrowanej” za opublikowany w niej w odcinkach pamiętnik – wspomnienia z kampanii wrześniowej trzydziestego dziewiątego roku, którą przebył w stopniu kaprala, oraz działalności w konspiracyjnym oddziale „Wisła” dowodzonym przez „Kmicica”, czyli podchorążego Malinę. W trakcie oględzin pokoju denata pieniędzy z nagrody jednak nie znaleziono. Co było motywem zabójstwa? Napad rabunkowy? Rozliczenia z przeszłości? Zazdrość? A może jeszcze coś innego? Sposób prowadzenia śledztwa w żaden sposób nie odbiegał od standardowego. Trzeba jednak przyznać, że zostało ono zakończone sukcesem przede wszystkim z uwagi na pomoc, jakiej udzieliła kapitanowi pewna osoba o nietuzinkowym, matematycznym, a konkretnie analitycznym umyśle.
Książka ta jest typowym kryminałem, choć lwią jej część zajmują wspomnienia z wojny opisane przez kaprala Franka. Powieść ta w latach 60. musiała być niezła, skoro – nie zawierając ideologicznej propagandy – doczekała się, w latach 1962-1966, trzech wydań. Teraz nie jest już tak atrakcyjna, ale do czytania się wciąż nadaje.
PRL-ogizmy: kiosk „Ruchu” i cywilna milicyjna „Warszawa”.
