Francis Clifford – Różnie to bywa oraz inne opowiadania 536/2025

  • Autor: Francis Clifford
  • Tytuł: Różnie to bywa oraz inne opowiadania (Ten Minutes on a June Morning and Other Stories)
  • Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX
  • Rok wydania: 1979
  • Nakład: 20330
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Jeden nie chciał, a został mordercą, drugi chciał, a nie mógł

To trzecia recenzowana przeze mnie książka Brytyjczyka Francisa Clifforda (1917-1975). Tym razem jest to zbiór 20 opowiadań, z których 2 mieszczą się w ramach zainteresowań naszego Klubu. W Wielkiej Brytanii wydano je w roku 1977. Książka liczy 146 stron, a jej cena okładkowa to 30 zł.

„Co poleci do góry, musi spaść” liczy tylko trzy strony. Akcja toczy się w Londynie, w roku 1955.

Narratorem jest sprawca zabójstwa. Jemu to w roku 1946, niejaki Soames uwiódł żonę. Dwa lata się nią pobawił i porzucił, gdy była już strzępkiem człowieka. W miesiąc potem kobieta popełniła samobójstwo. Jej mąż spotkał uwodziciela dopiero po dziewięciu latach, czysto przypadkowo, kiedy na skróty, przez opłotki wracał z Wesołego Miasteczka, gdzie za zręczną grę w mini-bilard wygrał nóż do chleba. Gdy zobaczył drania wybuchła w nim dawna nienawiść. Bez zastanowienia wbił mu nóż prosto w gardło. Soames skonał na miejscu. Po pięciu dniach policja wezwała zabójcę na przesłuchanie. Tylko dlatego, że zabity wymieniony był jako współwinny w jego procesie rozwodowym. Przesłuchiwany zeznał, że Soamesa nie widział od roku 1946, a w czasie kiedy popełniono morderstwo przebywał w swoim pokoju, w pensjonacie, gdzie zamieszkiwał, co może potwierdzić właścicielka, która – dodajmy – nie widziała jak wychodził i wracał. Tylko w jeden sposób można mu było udowodnić winę. Ale o tym przeczytajcie sami.

„Dziesięć minut w pewien czerwcowy poranek” liczy 18 stron. Akcja toczy się w jakichś dwóch państwach Ameryki Łacińskiej. W przypisie mamy taką informację: „Za opowiadanie to Francis Clifford otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie Crime Writers Association. Zostało napisane w roku 1963 tuż przed zabójstwem prezydenta Kennedy’ego. Zdaniem Autora z racji tematu nie nadawało się ono wtedy do publikacji, ale później zmieniając tło i postacie przerobił nieco treść i w ten sposób powstała ciesząca się wielką poczytnością powieść „The Naked Runner” [czyli „Nagi posłaniec”]”.

Manuel Suredez został zatrzymany i uwięziony przez Ludową Milicję. Szesnastu jego towarzyszy rozstrzelano. Jego pozostawiono przy życiu z uwagi na niezwykłe umiejętności strzeleckie, których dowiódł zabijając tuż przed zatrzymaniem pięciu milicjantów. Docenił to milicyjny pułkownik. W zamian za pozostawienie go przy życiu, mając na uwadze dodatkowy motywator w postaci jego matki, ojca i siostry pojmanych przez milicję jako zakładnicy, miał odbyć podróż przez dwie granice, do odległego o około tysiąc kilometrów, miasta o nazwie Villanueva [miasta o tej nazwie znajdują się w Hondurasie, Nikaragui, Meksyku i Kolumbii, choć żadne nie odgrywa jakiejś znaczącej roli], by tam – dokładnie za tydzień, czternastego czerwca – zabić osobistego wysłannika prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na miejsce przybył jako Manuel Rodriguez. Zamelinował się u niejakiej Domingi, z której zrobił kochankę, a to tylko dlatego, że okna jej pokoju wychodziły na trasę z lotniska do Pałacu Zwycięstw, którą miał przejeżdżać gość z USA. Suredez do realizacji zadania dostał sztucer, który czekał na niego ukryty w futerale, w schowku na Poczcie Głównej. W dniu, w którym miał dokonać zamachu, niespodziewanie pojawił się problem. I to z najmniej oczekiwanej strony.

Najbardziej jednak palącym pytaniem – po przeczytaniu tego opowiadania – jest to: na terenie jakich państw dzieje się akcja? Mamy tu kilka wskazówek od autora: państwa nie leżą na wyspie, bo pomiędzy nimi Suredez poruszał się pociągiem (odpada więc Kuba, Haiti, Dominikana i pozostałe wyspy Antyli Wielkich i Antyli Małych). W pierwszym z nich rządzi Milicja Ludowa, czyli musi to być któreś z tego grona: Wenezuela, Boliwia, Chile, Peru, Kolumbia, Gwatemala, Nikaragua, Salwador. W drugim państwie mamy policję, czyli nie jest to żadne z wcześniej wymienionego grona, a może to być: Meksyk, Belize, Honduras, Kostaryka, Panama, Gujana, Ekwador, Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj. W drugim z tych państw leży miasto Villanueva, czyli w grę wchodzą: Honduras, Nikaragua, Kolumbia i Meksyk. Udając się z państwa A do państwa B Suredez musiał przekroczyć dwie granice, a więc państwa te nie są sąsiadami (choć paradoksalnie nie musi to być prawda, a taki manewr mógł być konieczny dla uzyskania połączenia kolejowego), a pomiędzy nimi leży ni mniej ni więcej tylko jedno państwo. Należy pamiętać, że pomiędzy obozem a Villanueva jest odległość około tysiąca kilometrów. Myślę, że nie popełnię błędu stwierdzając, że autor pisząc te opowiadanie w roku 1963, osadził je w tym samym czasie albo niewiele wcześniej, by było aktualne, a przez to bardziej atrakcyjne. Należy więc sprawdzić, w którym z krajów Milicja Ludowa jako organ sił rewolucyjnych funkcjonowała na początku lat 60. W roku 1962 w Wenezueli wystąpił Rewolucyjny Ruch Lewicy, w Boliwii w tym okresie panował pokój, ale u władzy był Rewolucyjny Ruch Nacjonalistyczny, w Chile był pokój, w Peru w roku 1962 rozpoczęła swą działalność Armia Wyzwolenia Narodowego, w Kolumbii było spokojnie, w Gwatemali walczył Ruch Rewolucyjny 13 Listopada, w Nikaragui w roku 1961 utworzono Sandinistowski Front Wyzwolenia Narodowego, w Salwadorze w tym czasie nic podobnego się nie działo. Na placu boju pozostały więc: Wenezuela, Boliwia, Peru, Gwatemala i Nikaragua. Niestety nie znam tak bardzo historii, a by stwierdzić które z tych państw mógł, a których nie mógł w tym okresie odwiedzić jakiś wysłannik z USA. Podejrzewam też, że miasto Villanueva nie musi faktycznie być na terenie poszukiwanego państwa. Z tego, co wiem to w Ameryce Łacińskiej słabo było z połączeniami kolejowymi międzynarodowymi, ale niewiele konkretów znam. Z uwagi na moje dyletanctwo w tych kwestiach nie chcę prowadzić jakichś dywagacji i muszę się poddać. Podejrzewam jednak, że autor nie zastanawiał się nad tym tak jak ja i podał sprzeczne informacje odnośnie obu tych państw.

I w ten sposób z 21 stron przeczytanego tekstu, zrobiła się czasochłonna, przydługa i nudnawa recenzja. Kończę jednak optymistycznym akcentem: i fabuła, i forma, i zakończenie obu tych opowiadań są niebanalne. Dlatego też powinny one zostać w czytelniczej pamięci.