Ake Holmberg – Latający detektyw 525/2025

  • Autor: Ake Holmberg
  • Tytuł: Latający detektyw (Ture Sventon, privatdetectiv)
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Cykl: Ture Sventon (tom nr 1)
  • Rok wydania: 1975 (wyd. III)
  • Nakład: 20235
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Śledztwo na dywanie

Szwedzki pisarz Ake Holmberg (1907-1991) był twórcą cyklu książek dla dzieci pt. „Ture Sventon”. Cykl składał się z dziewięciu tomów, z czego w Polsce do tej pory wydano pięć, przy czym w czasach PRL – cztery. „Latający detektyw” jest tomem nr 1. W Szwecji po raz pierwszy ukazał się w roku 1948, natomiast w Polsce – w 1967 (kolejne wydania w 1970 i 1975). Recenzowana pozycja liczy 150 stron, a jej cena okładkowa to 11 zł.

Akcja toczy się w Szwecji (w prawdziwym Sztokholmie i fikcyjnym Lingonboda), ale brak jest możliwości ustalenia kiedy.

Ture Sventon (poprzednie nazwisko: Sture Svensson) był „małym, chudym człowieczkiem o ostrym profilu”, a „długi cienki nos upodabniał go do jastrzębia”. W centrum Sztokholmu, przy ul. Królewskiej miał swoje biuro z tabliczką na drzwiach: „T. Sventon Praktykujący Prywatny Detektyw”. Biuro składało się z dwóch pokoi, a pierwszy od wejścia zajmowała sekretarka – panna Jansson, starsza, siwiejąca pani. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że detektyw nie miał żadnych zleceń.

W miasteczku Lingonboda w willi Fredriksro mieszkały dwie poczciwe, sympatyczne stare panny – Sigrid i Fryderyka Fredriksson. Odwiedzała je czwórka dzieci: Liza, Janek, Bjorn i Krystyna, które lubiły bawić się w ogrodzie. Któregoś dnia przybiegła do willi zapłakana Liza. Okazało się, że kiedy wracała z piekarni z zakupami, zaczął ją gonić jakiś mężczyzna, który podstawił jej nogę. Kiedy się przewróciła zabrał jej torebki z zakupami [rozbój w czystej postaci], po czym na miejscu zjadł wszystkie czternaście bułeczek i zabrał się do ciasta biszkoptowego. Sprawca napadu był bardzo duży i szeroki, niczym byk, a na głowie miał białą cyklistówkę z daszkiem.

Po chwili w Fredriksro pojawił się Janek i opowiedział jaka przygoda go spotkała. Otóż gdy z kolegami grał w piłkę pojawił się jakiś mężczyzna, który wykopał im piłkę na teren posesji, na której był groźny pies. Rysopis chuligana pokrywał się z rysopisem pożeracza bułeczek.

Jakby tego było mało wkrótce po tym listonosz przyniósł list adresowany do obu panien. Podpisany był przez nieznanego im Wilhelma Łasicę. „Niżej podpisany byłby wdzięczny, gdyby Panie zechciały dostarczyć mu we czwartek trzy tysiące koron, gdyż tej właśnie sumy potrzebuje. Najpewniejszym i najprostszym sposobem jest włożyć pieniądze do koperty, a kopertę do dużego pustego dębu na stoku Wzgórza Świętojańskiego. W przeciwnym razie nie wiadomo, co się może stać. Na przykład może łatwo zniknąć jakiś srebrny puchar i jeszcze to i owo. W żadnym razie nie powinny Panie dopuścić, by wmieszała się w to policja. Gdyby się tak stało, przeczucie mi mówi, że jeszcze gorsze rzeczy mogłyby się zdarzyć. Słyszałem, że kiedyś cała willa wyleciała w powietrze. To była co prawda czerwona willa, lecz, o ile mi wiadomo, to samo mogłoby się stać z żółtą willą (…)” [tym razem wymuszenie rozbójnicze w czystej postaci].

Obie kobiety bardzo się tym listem wystraszyły. Logicznie powiązały pojawienie się w miasteczku Byka z osobą nadawcy listu, czyli Łasicą. Wpadły na pomysł, że skoro nie mogą mieszać w to policji, to przynajmniej wynajmą detektywa, prywatnego detektywa Ture Sventona. No i zaczęło się śledztwo. Sventon – w odróżnieniu od wielu książkowych kolegów po fachu – nie był ani gamoniowaty, ani denerwujący. Był profesjonalista pełną gębą, sprytnym, pomysłowym i stosującym ciekawe metody, szczególnie w zakresie kamuflażu, obserwacji i zasadzek. Dużą rolę w skutecznym rozwiązaniu sprawy odegrał duży pistolet kawaleryjski, o kolbie inkrustowanej masa perłową, pochodzący z wojny trzydziestoletniej [1618-1648], a stanowiący wcześniej własność przodka panien, a także wykonany z wielbłądziej wełny, arabski, prawdziwie latający dywan.

Nigdy wcześniej nie czytałem książki o tym detektywie i cieszę się, że mogłem teraz tę zaległość nadrobić. Myślę, że recenzowana pozycja za bardzo się nie postarzała i nadal może się dzieciakom podobać.