Lewandowska Anna – Ostatnie spojrzenie 12/2014

  • Autor: Lewandowska Anna
  • Tytuł: Ostatnie spojrzenie
  • Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”
  • Seria:
  • Rok wydania: 2014
  • Nakład:
  • Recenzent: Ewa Helleńska

TRZY MORDERSTWA Z KRZEŚLARZEM W TLE

Tak się złożyło, że moje dotychczasowe recenzje (a trochę się już ich nazbierało) dotyczyły wyłącznie kryminałów z czasów PRL, tak zwanych „milicyjniaków”, czyli utworów, które najbardziej nas interesują. Są to więc już utwory historyczne, napisane co najmniej dwadzieścia kilka lat temu. Dzisiaj chcę odejść na chwilę od utworów z minionej epoki i zająć się kryminałem zupełnie nowym, którego akcja rozgrywa się w czasach nam współczesnych. Jeśli w PRL-u były milicyjniaki, to kryminały współczesne wypada chyba nazwać policyjniakami. Ale w polskich przedwojennych kryminałach czy też w utworach zagranicznych też mamy policję. Czy da się jakoś zróżnicować to nazewnictwo? Muszę się zastanowić.

Jest jeszcze jeden trudny do rozstrzygnięcia problem. Utwór, który postanowiłam zrecenzować, to powieść „Ostatnie spojrzenie” pióra naszej klubowej koleżanki, Anny Lewandowskiej. I co mam z tym fantem zrobić? Jeśli recenzja będzie w jakimś stopniu negatywna (to znaczy, jeśli będę się czepiać) – wyjdę na osobę nielojalną wobec koleżanki, którą lubię, chociaż nie spotkałyśmy się jeszcze osobiście. Jeśli będę chwalić – ktoś może posądzać mnie o kumoterstwo i podlizywanie się autorce, a i prezesowi, który już pochwalił tę powieść. Postanowiłam napisać to, co naprawdę myślę, czyli utwór pochwalić. A jeśli ktoś będzie mieć jakieś podejrzenia i wątpliwości, to niech sobie myśli, co chce.

Powieść Anny Lewandowskiej jest kryminałem napisanym w sposób klasyczny. Już na początku mamy trzy morderstwa, których dokonano w nieznacznych odstępach czasu. Od razu wiadomo, że we wszystkich tych przypadkach mordercą jest ta sama osoba. Początkowo nie wiadomo jednak, jaki mógł być motyw zbrodni i co łączy ofiary, poza tym, że są to osoby związane ze służbą zdrowia. W jednym przypadku to stwierdzenie może wydać się nieścisłe, bo pierwszą ofiarą jest właścicielka zakładu kosmetycznego, ale jest to lekarka, specjalistka od medycyny estetycznej . Kolejnymi ofiarami są chirurg i pielęgniarka. Autorka nie ułatwia zadania czytelnikom, i słusznie – bo czy może być ciekawy kryminał, którego czytelnik po przeczytaniu trzech stron już domyśla się, kto jest mordercą, a po dziesiątej stronie ma już pewność, kogo należy aresztować, z następnie skazać na dożywocie (chyba trudno dziś liczyć na łagodniejszy wyrok za trzy okrutne morderstwa z premedytacją). Śledztwo prowadzą dwaj oficerowie – komisarze Kamil Jackowski i Gustaw Męczyk – i razem z nimi dowiadujemy się o kolejnych, często zaskakujących szczegółach sprawy. Akcja toczy się początkowo wyłącznie w Warszawie, ale już okładka przedstawiająca wsiową starą chałupę mówi nam, że na Warszawie się nie skończy. I tak jest rzeczywiście.

Myślę, że zaletą książki jest przedstawienie wielu szczegółów naszej rzeczywistości, jakże innych niż te, które znamy z kryminałów z minionej epoki. W Warszawie mamy metro, luksusowe apartamentowce i biurowce o korytarzach niczym pas startowy sporego lotniska, nie mówiąc już o monitoringu. Dawnego ciecia zastąpili portierzy urzędujący w przestronnym pomieszczeniu. Bohaterowie swobodnie posługują się komputerami, telefonami komórkowymi i czytnikami ebooków, posiłki dostarcza im firma cateringowa, krótko mówiąc – żyć, nie umierać. Mamy też przejawy nowego warszawskiego folkloru – zamiast orkiestry z Chmielnej spotykamy dziewczynę zarabiającą graniem na gitarze w stacji metra, koncertujących na ulicach muzyków z Ukrainy lub z Ameryki Południowej, no i krześlarza. Nie zdradzę, kim jest ów krześlarz – kto ciekaw, niech sięgnie po książkę. Pisząc o Warszawie, autorka wykazuje się bardzo dobrą znajomością miasta, dość dokładnie określa miejsca, w których toczy się akcja i trasy, którymi przemieszczają się bohaterowie. Zmieniła się nam stolica, oj zmieniła, choć pozostało jeszcze sporo starych kamienic. Nawet nieśmiertelny pałac Mostowskch jest odmieniony i jakiś bardziej przyjazny niż dawniej. Czy zastanawialiście się kiedyś, co działo się w tym budynku dawniej, w czasach przedmilicyjnych? Nie? Z książki Anny Lewandowskiej możecie dowiedzieć się i tego.

Oczywiście panowie komisarze dopadną mordercę, choć nie będzie to zadanie łatwe. Jak to często bywa, niekiedy pomoże w rozwiązaniu zagadki przypadek, ale też trzeba będzie przesłuchać wiele osób, poszperać w dokumentach, pojechać poza Warszawę. Bo taka właśnie jest praca ludzi z pałacu Mostowskich (i nie tylko), bez względu na to, czy nazwiemy ich milicjantami, czy policjantami.

W porządku, Aniu. Tak trzymać.