Naszyjnik z hebanu – Grzegorz Cielecki 41/2010

  • Autor: Sekuła Helena
  • Tytuł: Naszyjnik z hebanu
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1967
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Ewy Helleńskiej
LINK Recenzja Doroty Wizner

Major Korosz kontra mężczyzna w zielonym lodenie

„Naszyjnik z hebanu” jest chronologicznie cztwartą powieścią Heleny Sekuły i już tu widzimy, że autorce nie wystarcza sama intryga kryminalna, że ciągie Sekułę ku psychologii i sprawom obyczajowym, a sama materia kryminalna schodzi na dalszy plan.

Zaczyna się mocno — grupa przestępców przygotowuje się do napadu na bank, potem krótki opis samego napadu — ginie dwóch ludzi. Zaczyna się śledztwo prowadzone przez niezawodnego majora Andrzeja Korosza. Trafiamy do środowiska muzyczno-baletowego, gdzie naszą uwagę skupiają dwie kobiety. Mistrzyni fachu — Róża Larst oraz adeptka  Joanna Morąg. Wkrótce ta druga zostaje postrzelona podczas próby. Atmosfera się zagęszcza. Obie panie przez przypadek widziały napad na  bank, obie łączy nić bliskości nie tylko lirycznej, z jednym i tym samym mężczyzną, jak raz szanowanym ordynatorem. Nie bardzo wiadomo kto dybał na życie Joanny. Czy chodzi tu o zadzrość, czy może sprawa ma związek z napadem? I tak, znienacka „Naszyjnik z hebanu” przestaje być kryminałem a staje się romansem, a także thrillerem medycznym (mamy cały rozdział poświęcony szczegółowemu opisowi operacji). Major Korosz pozostaje w tle, by pojawiać się chwilami jako zwornik akcji, która tonie w opisach stanów psychicznych obu pań. Róża Larst udaje się nawet do wróżki Bianki Riess (autorka nie ma dobrego zdania o wróżkach), by dowiedzieć się, jakimiż to torami potoczy się jej życie intymne w kolejnych pięciolatkach. Te partie powieści są zdecydowanie słabsze, gdyż tempo siada.  Ale jak tylko trafiamy na jakiś dialog, powraca dobra mocna Sekuła, np. przesłuchanie taksówkarza: – Wyglądała jak dama — kwili kierowca. – Futra z nurków, suardepari manicur na metry, pierścionki, złota bransoleta… – Panie, za kilkaset złotych obwieszę pana biżuterią z Jablonexu jak choinkę. – Pięćset złotych dała mi jak pięć złotych” (str. 91).
Od uroku Róży Larst nie jest wolny i sam major Korosz, skoro pułkownik Lis mówi do niego: „Piłuję cię tak, żeby się zorietnować, w jakim stopniu padła ci na mózg uroda tej kobiety” (str. 134).
Autorka jest także mistrzynią detalu opisowego: „Sierżant przykłada dwa palce do daszka czapki, której lakierowany pasek ciasno opina podbródek” (str. 106).
Tytuł jak zwykle u Sekuły ma znaczenie symnoliczne. Naszyjnik („Hebanowe prostokąty, łączone między sobą pięcioma ogniwami łańcuszka z ciemnego, cyzelownaego srebra, oplataja szyję”, str. 157)  został wręczony  przez ukochanego ukochanej i znamionuje tu psychologiczny węzeł gordyjski, patową sytuację, z której nie sposób się wyplątać. A wszystkie te  napady na banki, milicjanci i bandyci nie mają znaczenia. Liczy się tylko wielka miłość, która powinna przezwyciężyć wszystko. No, a jeśli nie przezwycięży, to znaczy że nie była wielka. Tu leży rzeczywista intryga „Naszyjnika z hebanu” i każdy  musi sam znaleźć jej rozwiązanie. I jeszcze jedno. Czytelnik nie powinien czuć się oszukany, że dostał coś innego niż oczekiwał. Mamy tu raczej wartość dodaną. Swoisty nadkryminał, nie tylko zaś melanż gatunkowy.   Tak czy inaczej czyta się gładko i z zainteresowaniem.
Wykończenie jest oczywiście kryminalne. Domyślamy się, że w bankową aferę zamieszany jest mężczyzna w zielonym lodenie — taki jest zresztą tytuł całego rozdziału. Gdy człowiek w zielonym lodenie wysiada z nocnego pociągu w Ostrowiu, w ślad za pewnym mężczyzną, czujemy że zaraz będzie kolejny trup. Jednak nie, trup później. Powrót do Warszawy i kolacja — anchois, sardynki, kawior. Tak, co i raz ocieramy się o wielki świat, będąc w głębokim PRL.
Możemy także zazdrościć pewnemu krytykowi muzycznemu, którego plan dnia zaczyna się od wiedeńskiego śniadanka w „Bristolu” (dziś pewnie ok. 50 zł), obiad w Małej Kameralnej na Foksal, spotkanie w lokalu Związku Muzyków na Kruczej. Prawie cała akcja rozgrywa się w Warszawie, ale tak naprawdę topografia bardzo zdawkowa. Warszawy oczekiwałem więcej. Ale w zamian otrzymałem złotą myśl pułkownika Lisa: „- Nie ma genialnych przestępców, są tylko nieudolni milicjanci” (str. 260). Ostro.