Erben Václav „Śmierć utalentowanego szewca” – Pierwsza seta 24

  • Autor: Erben Václav
  • Tytuł: Śmierć Utalentowanego Szewca
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: seria z Jamnikiem
  • Rok wydania: 1988
  • Nakład: 100320
  • Tytuł oryginału: Smrt talentovaného ševce
  • Tłumacz: Cecylia Dmochowska
  • Recenzent: Maciej Szwedowski
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

Funkcjonariusz Vlczek, funkcjonariusz Beranek

Tytułowi Vlczek i Beranek to oficerowie VB (czeskiego odpowiednika MO), rozwiązujący zagadkę morderstwa w miasteczku Opolno na pogórzu Gór Orlickich. Prawdę powiedziawszy, nie sprawdziłem, czy to rzeczywiście istniejąca miejscowość.

W rzeczywistości obaj funkcjonariusze o biblijnych nazwiskach to jedynie statyści w toczącym się śledztwie – pierwsze skrzypce gra tu stały bohater powieści Vaclava Erbena „kapitan doktor obojga praw” Michal Exner. Stanowi on krzyżówkę kapitana Borewicza i Pana Samochodzika – tego pierwszego przypomina dowcipem i powodzeniem u kobiet, tego drugiego – stopniem naukowych (choć pan Tomasz był chyba tylko magistrem) oraz tym, że porusza się niezwykłym jak na realia CSRS pojazdem. Tutaj jest to czarny „gestapowski” mercedes z lat trzydziestych. Co do kobiet, dużą część powieści zajmuje opis romansu kapitana ze studentką Lidą Murszówną, o jego podbojach opowiadają również z zazdrością inni milicjanci. Powodzeniu kapitana u kobiet trudno się dziwić, bo i gablotę ma niezłą i ubiera się elegancko[1], umie też nawijać makaron na uszy. Budzi więc kapitan Exner uwielbienie kobiet starych i młodych oraz zrozumiałą zazdrość mężczyzn, zwłaszcza kolegów milicjantów, na których lubi zwalać czarną robotę.

Tytułowym utalentowanym szewcem jest niejaki Boleslav Rambousek, miejscowy oryginał, domorosły malarz i rzeźbiarz, uznany w kraju i za granicą przedstawiciel nurtu prymitywizmu. Òw twórca pewnego ranka zostaje znaleziony w pałacowym parku z głową rozłupaną siekierą. Zdarzenie to sprowadza na miejsce kwiat czechosłowackiej milicji, z bliska i z daleka. Jak w amerykańskim filmie najpierw śledztwo prowadzi miejscowy „szeryf” podporucznik Szlajner, później dowództwo przejmuje porucznik Czarda z komendy powiatowej, następnie przyjeżdża do Opolna ekipa ze stolicy – owi Vlczek i Beranek, na końcu zaś wkracza na scenę sam kapitan Exner. Od milicji zatem aż się roi, bo mamy też rozmaitych sierżantów, chorążych i kaprali. Jak widać, w latach siedemdziesiątych zabójstwo było w Czechosłowacji niezwykle rzadkim zdarzeniem. Sam kapitan działa początkowo incognito, nie chcąc spłoszyć zabójcy. Prowadzi to do szeregu nieporozumień gdyż niestandardowe metody śledcze kapitana Exnera (polegające między innymi na przesłuchiwaniu dwudziestoletniej panny Lidy na tylnym siedzeniu swojego mercedesa) nie znajdują zrozumienia u miejscowej milicji. Swoją drogą Exner traktuje wszystkich swoich kolegów po fachu jak półgłówków i drwi z nich przy lada okazji, nie wyłączając swoich bezpośrednich podwładnych z Pragi, wspomnianych V. i B. Biedni funkcjonariusze nie bardzo mogą się na nim odegrać (bądź co bądź kapitan i to ze stolicy), pozostaje im więc jedynie biadolenie nad swoim losem i ostrożne wymówki („- Było panu wiadomo, że do parku nie wolno wchodzić? – Tak. – I mimo to wszedł pan? Dlatego, że jest pan wścibski. Dlatego, że jest pan prowokatorem. Chce pan kawy?”).

Akcja powieści toczy się niespiesznie, leniwie. Poznajemy życie notabli miasteczka Opolno, ze szczególnym uwzględnieniem sfer artystycznych – zamordowany był wszak uznanym ludowym twórcą, chlubą miasteczka (a przynajmniej tak mogło się wydawać). Dużo miejsca poświęca autor opisom kulinarnym, dużo kwestiom erotycznym (choć bez pikantnych szczegółów). Z drugiej strony bardzo niewiele tu wtrętów polityczno-wychowawczych, tak częstych na przykład w powieściach radzieckich – wszystkiego chyba tylko raz pada jakaś uwaga o własności socjalistycznej, a i to wypowiedziana żartem. To chyba główna zaleta powieści, bo rozwiązanie zagadki rozczarowuje – od biedy można było się domyślić, kto i za co nie lubił Rambouska, choć autor starał się wprowadzać fałszywe tropy, mające zmylić czytelnika. Śledztwo, jak to zwykle bywa, zmierzało początkowo w złym kierunku. Milicja aresztowała oczywistego podejrzanego bez alibi – był nim drwal Josef Kolarz, alkoholik, uprzednio karany, mieszkający z prostytutką. Oczywiście kapitan Exner nie uwierzył w jego winę i oczywiście ostatecznie zabójcą okazał się być zupełnie kto inny, oczywiście mający pozostawać do tej pory poza wszelkim podejrzeniem. Struktura powieści jest zatem zupełnie standardowa. Można ją przeczytać, bo napisana jest sprawnie, aczkolwiek dosyć sztampowo – ot, taki wakacyjny kryminał.

Kilka cytatów:

„Pani Kalabowa przyniosła mu butelkę ciepłej wody mineralnej. Promile alkoholu we krwi uskrzydlały ją niczym anioła.”

„-Chyba nie myślisz, że śpię? Robisz raban jak banda lancknechtów po splądrowaniu żeńskiego klasztoru. – Dlaczego akurat żeńskiego? – zainteresował się Exner.  – Gdybyś ty był lancknechtem, braliby cię ze sobą wyłącznie na plądrowanie żeńskich klasztorów. Jako specjalistę.”

„Czuł się jak kopnięty pies, ale nie wyglądał na to.”

„Ludzie utalentowani – powiedział sentencjonalnie – są jak zazębiające się tryby pracującej pełną parą maszyny.

– Dzięki Bogu, ja w tym względzie – rzekł Exner, popijając ostatni kęs – nie mam żadnych osobistych doświadczeń.”

„Gdyby chociaż sprali go po gębie. Coś by się wyjaśniło. Przynajmniej stosunek człowieka do człowieka.”

„Toteż na krótko przed zjawieniem się kapitana Exnera Rambousek dojrzał już do tego, że rozważał alternatywę: czy wyskoczyć przez zamknięte okno, czy przespać się w rozchwierutanym fotelu.”

[1] „Owego słonecznego ranka stanęła w drzwiach jakaś zjawa rodem znad Lago Maggiore. Nad zamszowymi butami jasnobeżowe spodnie, nad szerokim paskiem ciemnowiśniowa koszula z kołnierzem na stójce.”(to oczywiście o kapitanie Exnerze).