- Autor: Daleszak Bogdan
- Tytuł: Zagrozić miastu
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Klub Srebrnego Klucza
- Rok wydania: 1980
- Nakład: 100300
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Norberta Jeziolowicza
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

W gąszczu wrocławskich odmętów
Bogdan Daleszak był przede wszystkim wrocławskim dziennikarzem zajmującym się przez wiele lat tematyką kryminalną w wielu pismach, ale na plan pierwszy wysuwa się „Trybuna Robotnicza”. Napisał sześć książek, które można umieścić na półce z kryminałami, choć formalnie tylko trzy z nich – „W ubraniu skocz do jeziora”, „Śmierć podróżowała stopem” oraz omawiana tu – „Zagrozić miastu” (wszystkie wyszły w Klubie Srebrnego Klucza).
Pozostałe uchodzą za reportaże kryminalne, ale granica jest ty płynna. Przede wszystkim dlatego, że Daleszak fabularyzował po prostu materiały dziennikarskie i przetwarzał je na krótsze lub dłuższe formy narracyjne. Zawsze jednak można było w nich od razu wyczuć dziennikarskie pochodzenie i odniesienia do faktycznych przestępczych wydarzeń Wrocławia. Pozostaje bowiem Daleszak przede wszystkim piewcą wrocławskiego podburza – zapyziałych podwórek, zatęchłych piwnic, zmurszałych strychów, ciemnych uliczek i lokali najniższej kategorii, w typie „Baru Wrocławskiego”.
Akcja rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Oto dwaj milicjanci z patrolu usiłują wylegitymować dwóch mężczyzn. Ci jednak nie mają na to ochoty i salwują się ucieczką. Pogoń przynosi dramatyczne skutki. Kapral Kielar, w wyniku szamotaniny z bandytą (jak się rychło okazuje) zostanie śmiertelnie ugodzony nożem i pozbawiony broni służbowej. Szybko zostaje utworzona specjalna grupa K-18, która ma wyjaśnić tę zbrodnie i pochwycić sprawców. Jednak wspomniane tu tragiczne wydarzenie to dopiero początek działań bezwzględnej grupy przestępczej, która w szybkim czasie pozyskuje kolejne jednostki broni, napadając na strażników i ochroniarzy oraz organizując szereg napadów na kioski i sklepy. Autor prowadzi narrację dwutorowo. Z jednej strony szczegółowo referuje działania milicji, przede wszystkim porucznika Goronia i jego zwierzchników, a równolegle poznajemy działania przestępczej szajki dowodzonej przez Porożaka oraz Retmaniuka i kilkorga jego krewnych. Nieco poboczny, ale istotny jest wątek Anny Bonieckiej, u której kamufluje się Porożak i przedstawiając fałszywy życiorys zyskuje uczucie naiwniej do granic możliwości kobiety. I ten rys obyczajowy jest tu bardzo silny.
Nie ukrywam, że lektura książki była dość żmudna i wymagała sporo cierpliwości. Przede wszystkim dlatego, że Daleszak wszystkie opisywane wydarzenia uznał za równie ważne i koniecznie chciał pomieścić je w utworze. W efekcie otrzymaliśmy bardzo dużo narracyjnej sieczki, która zapewne niezbędna jest w milicyjnych protokołach i kolejnych tomach akt, ale nie w reportażu, a tym bardziej powieści. Dokładność, skrupulatność i drobiazgowość opisu czasem bywa zabójcza, jeżeli spotykamy się z kolejnymi wyliczankami działań przestępców. Weźmy taki akapit: „Seria groźnych przestępstw trwała. W dwie noce po napadzie na taksówkarza nieznani sprawcy włamali się do magazynów Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Remontowego Przemysłu Ciężkiego przy ulicy Szczecińskiej , skąd skradziono narzędzia ślusarskie oraz urządzenia miernicze i elektryczne wartości ponad trzydzieści siedem tysięcy złotych”. Brzmi to jak surowy materiał, który dopiero należało przerobić na potrzeby fabuły. No dobrze, jeden czy dwa podobne passusy możemy znieść, ale przy dziesiątym czytelnik zaczyna się nużyć. W zasadzie bowiem „Zagrozić miastu” to bardziej sprawozdanie niż powieść. Dziesiątki nazwisk, wydarzeń , nazwisk, nazw ulic i wszystko to jako tako zanurzone w fabule. Podobnie zresztą skonstruowana była powieść Daleszaka „W ubraniu skocz do jeziora” i przypuszczam, że tak wygląda cała twórczość pozadziennikarska tego autora. „Zagrozić miastu” to fajny tytuł, podobnie jak tytuł filmu „Strach nad miastem” (luźne skojarzenie), interesująca jest także prosta okładka z typem w oprychówie (projekt Juliusza Rybickiego), natomiast powieść należałoby znacznie odchudzić, wyrzucając wiele powtarzających się elementów. Wówczas mógłby to być niezły kryminał, a tak pozostaje raczej pozycją dla zagorzałych miłośników Wrocławia, badaczy spraw kryminalnych z PRL, no i zagorzałych fanatyków powieści milicyjnej jako gatunku.
