- Autor: Olczak Janusz
- Tytuł: Znajomi i nieznajomi z ulicy Chłodnej
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie
- Rok wydania: 1976
- Nakład: 20270
- Recenzent: Robert Żebrowski

Pociągiem z zachodu na wschód wprost do baru „Wschód-Zachód”, czyli witamy w Lublinie
Janusza Olczaka (1941-1991) znam z książki – choć nie kryminalnej – „Szeryf”, z roku 1976. Recenzowana pozycja wydana była w tym samym roku, liczy 175 stron, a jej cena okładkowa to 20 zł.
Akcja toczy się w: 9-tysięcznym miasteczku gdzieś na zachodzie Polski (prawdopodobnie lubuska Skwierzyna, gdzie się wychował), przejazdem w Radomiu i Pionkach, a wreszcie – w lwiej części – w Lublinie, w połowie lat 70.
Historyk sztuki, kustosz w muzeum, doktorant i numizmatyk w jednym wyruszył w podróż pociągiem do starego kolekcjonera monet, który przed śmiercią chciał przekazać swoje zbiory w dobre (czyt. fachowe) ręce, by w ramach spadku nie trafiła w łapy kompletnych ignorantów. Po dłuższej rozmowie doszło do transakcji. Stamtąd kustosz udał się na nocleg do swojego kolegi Salcesona. Będąc w mieście spotkał koleżankę Marię K. Sowę zamieszkałą przy ul. Chłodnej 50 [w rzeczywistości takiego adresu w Lublinie nie ma], kolegę Mazura, Poetę, Awanturnika, Długiego i Ciocię Basię.
Spotkał też – w knajpie – mężczyznę z fałszywą czarną opaską na oku, którego nazwał Barrakudą, a który w rzeczywistości nosił ksywę Szambelan (kiedyś pracował przy wywozie szamba). Z tymże człowiekiem popił wódki, a następnie – jak to czasami w życiu bywa – przeniósł się na ciąg dalszy do mieszkania swego kompana. Doktorant, kiedy obudził się, nie był już w mieszkaniu, lecz na przyulicznej ławce, lżejszy o zegarek i ślubną obrączkę. Na szczęście numizmaty leżały bezpieczne w domu Salcesona. Historyk ruszył na posterunek milicji, gdzie sierżantowi złożył zawiadomienie o przestępstwie. Ten zaś poinformował go o śmierci – tej właśnie nocy – starego kolekcjonera, którego psa zarąbano siekierą, a mieszkanie ograbiono. Sytuacja kustosza zrobiła się nieciekawego. Niezależnie od prowadzonego dochodzenia, rozpoczął ona na własną rękę poszukiwania Barrakudy.
Dawno już nie czytałem książki o niczym, a właściwie powieści o wszystkim, tylko nie o tym co potrzeba. Z uwagi na to, że na jej kartach zaistniały przestępstwa, postanowiłem dobrnąć do końca. Zmęczyłem się przy tym i poirytowałem. Pozycja ta jednak nie zasłużyła na mój wysiłek i ewidentną stratę czasu. Nawet „oczko” więcej w tabeli recenzentów nie jest w stanie mi tego zrekompensować. Główny bohater snuje się po mieście, spotyka dziwne osoby (jestem przekonany, że miały one odbicie w świecie rzeczywistym), snuje jakieś dysputy na mało ciekawe tematy, czasami płynie w nich nie tam gdzie trzeba, a o dochodzeniu i sprawcy długo, długo nic. Dobrze, że choć pod koniec milicjant dosłownie w kilku zdaniach opowiedział o wynikach prowadzonego postępowania. Z plusów: jest kilka peerelogizmów, ciekawostka z Węgier i … ranking polskich pisarzy. Raczej nikomu tej książki nie polecam, a na pewno nie numizmatykom! Jedynie Lublinianie mogą coś w niej dla siebie znaleźć.
PRL-ogizmy: radomskie – Zakłady Przemysłu Skórzanego „Radoskór”, Zjednoczenie Przemysłu Precyzyjnego „Predom”, Zakłady Metalowe „Łucznik”, lubelskie – lokale gastronomiczne – bar „W-Z” („Wschód-Zachód”) na osiedlu Klin, restauracje „Litwa” i „Błyskawica”, cukiernia „Marcepan”, Dom [Kultury] Kolejarza (przy ul. Kunickiego 35), wycieczka z Lublina do Puław i Kazimierza, czasopismo literackie „Kamena”.
Ciekawostka z Węgier: „Węgrzy ofiarują swym żonom nie tylko nazwisko, ale i imię. Skoro mąż nazywa się Kotsis Janos, to jego żona jest Kotsis Janosne, czyli Janowa”.
Lista dwudziestu największych polskich pisarzy wg numizmatyka: Mickiewicz, Kochanowski, Rej, potem Słowacki, Norwid, Sienkiewicz, Kraszewski, Krasiński, Prus, Gombrowicz, Żeromski, a dalej Morsztyn, Pasek, Wyspiański, Krasicki, Trembecki, Przybyszewski, Orzeszkowa, Konopnicka i Witkacy.
