- Autor: Platówna Stanisława
- Tytuł: Darek i pięciu
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Rok wydania: 1965
- Nakład: 10254
- Recenzent: Robert Żebrowski

Akcja „Czarny Wartburg”
To czwarta i ostatnia już powieść dla młodzieży Stanisławy Platówny, którą recenzuję. Liczy 207 stron, a jej cena okładkowa to 15 zł.
Akcja toczy się we Wrocławiu i w województwie jeleniogórskim, w roku 1962 (tego roku właśnie 3 VIII wypadał w piątek, o czym jest mowa w książce).
Adam Ostrowski z Wrocławia wyjechał na wakacje do stryja, który razem z żoną i przysposobionym chłopcem o imieniu Piotrek, cierpiącym na chorobę Heine-Medina mieszkał w leśniczówce położonej gdzieś pod Karkonoszami. W Jeleniej Górze spotkał swoich znajomych, uczniów „ogólniaka”: Staszka Rachwała, Janka „Długiego” i Tadka Szperkę ps. „Pomidor”. Dowiedział się od nich, że należą oni do „Stowarzyszenia Czterech”, a ich szefem jest Stefan Siwicki. Chłopaki przyprowadzili Adama na spotkanie z szefem i zagłosowali, by przyjąć go w ich grono. Stefanowi nie spodobało się to, obraził się i zrezygnował z udziału w stowarzyszeniu.
Piotrek stryja był bardzo zafiksowany swoją chorobą. Żeby podnieść jego morale, Adam załatwił mu psa „Darusia” – szczeniaka rasy collie. Stefan myślał, że to pies Adama i kiedy szczeniak zawieruszył się na mieście, a zainteresowali się nim pasażerowie czarnego wartburga, chcąc się zemścić powiedział im, że to bezpański pies i mogą go zabrać. Tak też uczynili. Kiedy Adam z kolegami zorientowali się, co się stało z „Darusiem”, postanowili go odnaleźć. Z uwagi na to, że wartburg, który przypadkowo kontrolowany był przez kaprala Derkacza z MO, miał tablice rejestracyjne rozpoczynające się literami „XW”, na poszukiwania właściciela pojazdu udali się wprost do Wrocławia. Tam, w Wydziale Komunikacji, sposobem „na wujka”, ustalili dane personalne i adres zamieszkania poszukiwanej przez nich osoby. Wartburgowicz – Adrian Nowak oświadczył im jednak, że nic o żadnym szczeniaku nie wie, i że w ogóle nie był w Jeleniej Górze. Sprawa się mocno skomplikowała, ale chłopcy nie dali za wygraną. Postanowili rozpracować właściciela. A skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy dwaj z nich wpadli w ręce „Grubego” i jego szefa – „Wysokiego”, i zostali uprowadzeni gdzieś w okolice Bardo. Do sprawy włączyła się milicja, a w tle pojawiła się też sprawa napadu na bank w Tomaszowie Mazowieckim.
Książka jest nie najgorsza i nawet teraz powinna się spodobać „podstawówkowiczom” ze środkowych klas, choć mogliby oni zbyt mocno przeżyć brak w niej laptopów, komórek i smartfonów, a także elektrycznych hulajnóg, quadów i dronów. Jednak przy odpowiednim wsparciu mentalnym ze strony dziadków, a może i pradziadków, może udałoby się im przejść przez wszystkie strony bez jakiegoś szwanku psychicznego.
PRL-ogizmy: Wrocław – hotel „Monopol” i kąpielisko „Morskie Oko”, samochody – Wartburg, Octavia, Mercedes, Citroen, Plymouth, Wołga, Star i gazik MO, motocykl SHL, maszyna do pisania „Torpedo”.
