Konopnicka Maria – Z włamaniem 176/2026

  • Autor: Konopnicka Maria
  • Tytuł: Z włamaniem
  • Wydawnictwo: Książka i Wiedza
  • Seria: Mała Biblioteczka Książki i Wiedzy (nr 35)
  • Rok wydania: 1951
  • Nakład: 30500
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Sąd idzie … z armatą na muchy, czyli prezesa teoria kradzieży

Marię Konopnicką (1842-1910) niby wszyscy znają, i to od szkoły podstawowej, bo była autorką przerabianych w szkole licznych utworów: „Nasza szkapa”, „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, „Na jagody”, „Co słonko widziało”, „Szkolne przygody Pimpusia Sadełko”, „Stefek Burczymucha”, „W piwnicznej izbie”, czy wreszcie „Rota”. W czasach PRL-u przedstawiana była jako jedna z najwybitniejszych polskich pisarek, wielka patriotka występująca przeciwko polityce germanizacyjnej i zagorzała bojowniczka w walce z niesprawiedliwością społeczną.

O jej życiu prywatnym nikt nic nie mówił. Kiedy w wieku mocno dorosłym przeczytałem jej biografię, myślałem, że to jakiś okropny sen. Trudno mi było uwierzyć, że ta stawiana nam za wzór pisarka, kobieta, matka, Polka miała tak bardzo kontrowersyjne, zarówno w sferze rodzinnej, jak też obyczajowej i religijnej, życie, do tego pełne skandali. Nie mnie jednak ją osądzać i nie to jest celem tej recenzji.

Nowela (dziś byłby to reportaż sądowy) „Z włamaniem” powstała około roku 1892. Liczy 43 strony.

Akcja toczy się na terenie Imperium Rosyjskiego, gdzieś na Polesiu, nie potrafię jednak powiedzieć kiedy.

Przed sądem powszechnym stanęła piątka dzieci w wieku od 10 do 14 lat: Chwiedoś, Benedyś, Ustim, Kilim i Poleszuk (wydaje się, że narodowości białoruskiej lub ukraińskiej). „Głodni poganiacze wiejscy razem pasący gęsi i cielęta, którzy pod wpływem burczenia w pustych żołądkach i drażniącego je zapachu świeżych serów, dopuścili się nagannego wykroczenia”. Doprowadzono ich z więzienia, do którego byli wtrąceni. W trakcie pobytu na sali sądowej, jedynym ich zmartwieniem było, czy dostaną tu chleba. Rozprawie przewodniczył prezes, który był Gruzinem lub Czerkiesem, a poza nim uczestniczyło w niej czterech sędziów, ławnicy, prokurator i obrońca, a wszystkiemu przysłuchiwał się woźny. Sprawa dotyczyła wspólnie dokonanej przez chłopaków kradzieży trzech serów i ponad funta (około pół kilograma) masła, które wspólnie też zjedli. Dowodem rzeczowym był długi patyk, zakrzywiony z jednego końca, tzw. kulka, którym oskarżeni otworzyli drzwi zamknięte skobelkiem, prowadzące do schowka znajdującego się w przybudówce, z którego ukradli jedzenie.

Pierwszy wystąpił prokurator, który przemawiał dość długo, a który stwierdził m.in.: „Bezprawie, jakiego się w tym wypadku dopuścili oskarżeni, jest tak występne i potępienia godne, iż samo jedno wystarczałoby do zwrócenia przeciw nim całego ostrza karzącej sprawiedliwości”. Po oskarżycielu wystąpił obrońca, adwokat pochodzący z ludu. Sprytnie zawnioskował on o przesłuchanie oskarżonych, zanim jeszcze odda się im głos przed wydaniem wyroku, uzasadniając to koniecznością wyjaśnienia pewnej istotnej okoliczności, a mianowicie, czy masło zjedli samo, czy też z chlebem. Najodważniejszy i najrezolutniejszy z chłopaków powiedział, że chleba nie jadł od dwóch jarmarków, co należałoby przetłumaczyć jako od wielu tygodni. Nic to jednak sędziego nie ruszyło. Wreszcie przemówił i on. Stwierdził, że oskarżeni to nie kupka zalęknionych i zabiedzonych dzieci, ale szajka złodziejska zorganizowana w celach przestępczych, inaczej mówiąc banda małoletnich hultajów. Przedstawił też teorię przestępstwa kradzieży, na podstawie której zrodziło się w nim bardzo istotne pytanie, które skierował do ławników, a właściwie dwa: czy kradzież spełniona przez podsądnych jest kradzieżą prostą i czy jest kradzieżą z włamaniem? Ławnicy udali się na naradę. Jak zakończyła się rozprawa, tego nie zdradzę.

Tę nowelę naprawdę warto przeczytać, ba, warto ją mieć na półce. Dla mnie jest ona wprost rewelacyjna. Z jednej strony reportaż sądowy, a z drugiej komediodramat. Gdybym nie wiedział, kto jest autorem tego utworu, to obstawiłbym, że Czechow! Bo sąd carski, podsądni – biedni jak myszy carscy poddani, wypowiedzi z wtrąceniami rosyjskimi, styl przemówień głupio-mądry, czyli typowo rosyjski, prywata stawiana nad obowiązkiem państwowym. Wciąż jestem pod wrażeniem tej nowelki.