- Autor: Georges Simenon
- Tytuł: Maigret i wyższe sfery
- Przekład: Włodzimierz Grabowski
- Wydawnictwo: C&T
- Seria: Maigret (tom 56)
- Rok wydania: 2018
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Dyplomaci, piwo i czar krągłych pośladków
Tym razem komisarz Maigret musi prowadzić śledztwo w środowisku dyplomatów i ludzi wysoko urodzonych i nie czuje się z tym dobrze, ale cóż, taka robota. Tam gdzie trup, tam i Maigret. Całe szczęście akcja książki „Maigret i wyższe sfery” rozgrywa się w maju, co ma swoje pozytywy, bo można się chłodzić piwem podczas pracy oraz zastanawiać nad wdziękami kobiet różnych proweniencji.
Czytając ten tytuł miałem niedoparte wrażenie, że Maigret wyraźnie czuje powiew wiosny, a za Maigretem czają się potężne erotyczne pragnienia samego Georgesa Simenona, który twierdził, że obcował cieleśnie z kilkoma tysiącami kobiet, nie stroniąc zresztą od dam oczywistej konduity. Jego żona utrzymywała oczywiście, że przesadza i że tych kobiet było na pewno mniej niż tysiąc. Szkoda, że (jak dotąd) nie ma żadnej biografii Simenona dostępnej po polsku.
Armand de Saint-Hilare robił w dyplomacji i tułał się po całym świecie jako mniej lub bardziej ważny urzędnik, a na starość siadł do pamiętników, z których dwa tomy już wyszły, a pracę nad trzecim przerwała nagła śmierć. Oto pana dyplomatę znaleziono przeszytego kilkoma kulami we własnym gabinecie. A zatem zachodzi podejrzenie, że strzelać musiał ktoś, kogo Armans znał osobiście. Sprawa jest o tyle dziwna, że nic nie zginęło, niczego nie skradziono. Co intrygujące śmierć dyplomaty zbiegła się w czasie ze śmiercią innego mężczyzny – hrabiego Huberta. A warto wspomnieć, że obu panów łączył afekt do jednej i tej samej kobiety – Isabelle. Z tym, że Armand kochał się bardziej korespondencyjnie, a hrabia Hubert dzielił realne życie – i spore partie „Maigreta i wyższych sfer” to epistolograficzne wynurzenia, które Maigret i jego podwładny Janvier czytają z rosnącym zdziwieniem, jak w ogóle można kochać kogoś latami na odległość i prawie w ogóle się nie widywać.
Po raz kolejny obyczajowość Francuzów każe Maigretowi tu i ówdzie zadawać pytania o kochanki i kochanków, jakby obowiązkiem niemal każdego obywatela było prowadzić dwa albo i trzy życia. Proszę bardzo: „-A jej mąż? – Również katolik. – Miał kochanki? – Tak mówią”. Tu od razu przypomina się oferta z pewnym bogobojnym posłem, który nocując z kochanką w domu pielgrzyma brał fakturę na biuro poselskie. A zatem wszyscy obywatele składali się na jego uciechy. W dalszym toku śledztwa Maigret rozpytuje na okoliczność długoletnią służącą denata Armanda: „-Miała pani jakieś przygody.-Niby, że co?” Oczywiście pan Armand nie żył wyłącznie korespondencją: „I Armand rzadko kiedy takiej przepuścił, nie próbując szczęścia, gdy miał ją w zasięgu ręki. Robił to poniekąd jako esteta ” Tak, Maigret tym razem krąży głównie wokół estetów i trochę go to męczy, a trochę onieśmiela.
Sam też ujawnia komisarz swoją skłonność do estetyki. Zwraca uwagę na takie rzeczy jak: „czarny jedwab”, „krągłe pośladki”, „pełne gładkie policzki”, „pulchne ciało”, „tęgie Holenderki”, „piersi wylewające się z fałdów koszuli”. Jak widzimy ten tom opowieści o komisarzu Maigret z cała pewnością do typowych nie należy. Tyczy to także rozwiązania, które jest tyle zaskakujące, co mnie jako samo zostaje komisarzowi podsunięte pod nos. No a poza tym Maigret wspomina dzieciństwo w małej miejscowości (wspomnimy tu „Sprawę Saint Fiacre”) oraz po raz nie wiadomo który zastanawia się, co poda pani Maigret, jak uda mu się wpaść na obiad. Pewnego wieczoru jadł ślimaki na mieście i pani Maigret była pełna niepokoju, czy to aby właściwe, czy mu nie zaszkodzą. Ze stałych fragmentów gry mamy tu także wizytę u Pardonów. Wszystko to napomknięte w jednym zdaniu rzuconym ot tak. Simenon pozostaje mistrzem stylu i obserwacji, nawet gdy wykorzystuje znane już nam bardzo dobrze wytrychy fabularne. Zawsze jednak potrafi te standardy nieco zmodyfikować i nadać im własny sznyt, rozpoznawalny po kilku zdaniach lektury. Dlatego kolejne tomy czytam z przyjemnością bez specjalnego różnicowania jakościowego intrygi kryminalnej, która zawsze w daje mi się raczej tłem do opisania psychologii postaci i meandrów relacji. „Maigret i wyższe sfery” wyszły w roku 1960, a zatem był to dojrzały już czas maigretowskiej serii.
