- Autor: John Ball
- Tytuł: W upalną noc
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Klub Srebrnego Klucza
- Rok wydania: 1970
- Nakład: 50257
- Przekład Tadeusz Szafar
- Recenzent: Mariusz Młyński

Upalnej, sierpniowej nocy przeprowadzający rutynowy patrol policjant Sam Wood znajduje zwłoki Enrico Mantolego, dyrygenta i organizatora festiwalu muzycznego w okolicznym mieście. Woodowi szybko udaje się zatrzymać na dworcu kolejowym podejrzanego; okazuje się nim Virgil Tibbs, rutynowany detektyw policyjny z Pasadeny. Tamtejszy komendant wyraża zgodę na to, by Tibbs został w mieście i pomógł w śledztwie swoim doświadczeniem – problem tylko w tym, że akcja toczy się na amerykańskim Południu, jest połowa lat sześćdziesiątych, a Virgil Tibbs jest czarnoskóry.
„W upalną noc” to jedyna wydana w Polsce książka Johna Dudleya Balla juniora (1911 – 1988) i pierwsza część z liczącej siedem powieści i cztery opowiadania serii o Virgilu Tibbsie. Książka jest dobra i pasjonująca ale trochę zero-jedynkowa; trudno, żeby było inaczej, ale momentami ociera się to o łopatologię. Pamiętać jednak trzeba, że książka napisana jest 60 lat temu, a panująca w USA atmosfera nie sprzyjała jakimś analizom tylko prostemu przekazowi – i tutaj wszystko jest właśnie takie proste: inteligentny Virgil Tibbs przeciwstawiony jest kołtuńskiemu społeczeństwu oraz ograniczonemu komendantowi policji będącemu na pasku rady miasta.
Ogólnie jest jednak dobrze; książka jest pewnego rodzaju manifestem ale też i ponadczasowym ostrzeżeniem – nawet dziś często widzimy w rozmaitych sytuacjach sprzyjającą atmosferę do tworzenia stref wolnych od czegoś niewygodnego. W rozmowie z Samem Woodem Virgil Tibbs tłumaczy mu, że potępianie go za to, co nie jest jego winą można porównać do potępiania kogoś za mówienie odmiennym, choć naturalnym dla niego, akcentem – to zdanie mogłoby posłużyć jako swego rodzaju hasło. Ale to jest temat na odrębną dyskusję; ciekawi mnie tylko jedna rzecz: gdyby tę książkę wznowiono dziś, to czy w imię politycznej poprawności zmieniono by słowo „Murzyn” na „czarnoskóry” albo „Afroamerykanin”?
Na podstawie tej książki powstał w 1967 roku głośny film nagrodzony pięcioma Oscarami z Sidneyem Poitierem w roli Virgila Tibbsa, z muzyką Quincy’ego Jonesa i z tytułową piosenką wykonywaną przez Raya Charlesa; powstały też dwa sequele i serial telewizyjny. I w książce i w filmie mamy taki dialog: komisarz policji kpi z Tibbsa i pyta go: „Virgil to bardzo wymyślne imię dla takiego czarnego chłopca, jak ty. Jak cię wołają tam, skąd pochodzisz?” i w odpowiedzi słyszy: „Mówią do mnie: panie Tibbs”. I zdanie „They call me Mister Tibbs” zostało użyte jako tytuł sequela, a także znajduje się na 16. miejscu na liście stu najsłynniejszych cytatów w amerykańskich filmach obok „Uwielbiam zapach napalmu o świcie”, „Niech Moc będzie z tobą”, „Louis, myślę, że to początek pięknej przyjaźni” albo „I’ll be back”.
