- Autor: Grodziński Juliusz
- Tytuł: Tajemniczy łowca szczurów
- Wydawnictwo: Pojezierze
- Rok wydania: 1978
- Nakład: 90000
- Recenzent: Robert Żebrowski
LINK Recenzja Marzeny Pustułki

„Star of Sea” wzywa pomocy!
Juliusza Grodzińskiego polubiłem za – przeczytaną i zrecenzowaną przeze mnie niedawno – książkę „Numer służbowy 1895”. Dlatego też postanowiłem sięgnąć po inną jego pozycję – „Tajemniczego łowcę szczurów”, wydanego 11 lat później. Powieść liczy 262 strony, a jej cena okładkowa to 40 zł.
Akcja toczy się na Atlantyku, na pokładzie statku „Star of Sea” oraz w Nowym Jorku, w latach 70. [jeden z marynarzy czytał książkę „Wyspy na Golfstromie” Ernesta Hemingwaya, którą po raz pierwszy wydano w roku 1970].
Należący do Polskiego Ratownictwa Okrętowego holownik „Trygław” [nazwa nawiązuje do pływającego po Odrze holownika parowego wybudowanego w roku 1949 w Holandii, jednego z dziewięciu tzw. „dużych holendrów”] pod dowództwem kapitana Stanisława Sawickiego wyruszył w rejs z Nowego Jorku przez Atlantyk, mając na holu wrak promu pasażerskiego dla tysiąca pięciuset osób – t/s (czyli parowiec turbinowy) „Star of Sea”, który miał być dostarczony do Kadyksu w celu pocięcia na żyletki. Na wraku tym płynął tylko jeden Polak – oficer łącznikowy Krzysztof Napora. Poza nim byli tam też: dawny kapitan promu – Gerhard von Modrov, jego żona – Janey, pierwszy oficer – Michael Finsbury, drugi oficer – Peter Collings, trzeci oficer Alan Wrait, oficer mechanik George Harrow, ochmistrz John Smith, steward Selim Monk, elektryk Paul Reese, a także wachtowi oraz kucharz Tom i kuchcik.
Po niespełna trzech tygodniach rejsu zmarł von Modrov, a dwa dni później Reese. Były kapitan, wcześniej zdrów jak ryba, źle się poczuł, osłabł i niespodziewanie zszedł z tego świata. Wyglądało to tak, jakby jego – starego wilka morskiego – wykończyła choroba morska. Śmierć elektryka była jeszcze bardziej nagła i nie mniej niespodziewana. Zginął od strzału prosto w głowę, oddanego z odległości kilku metrów, z pistoletu Colt model 1914 (11,25 mm). Samozwańczym detektywem w sprawie zabójstwa swojego kolegi – Paula, został Collings, który był synem szeryfa. Nie pytając nikogo o zgodę, połączył się – przez nieużywaną od dawna radiostację – z Francisem Dixonem z redakcji „Evening Telegraph”. W zamian za relację z czynności śledczych, które na bieżąco miały ukazywać się w gazecie, dziennikarz zgodził zebrać dla Petera szereg niezbędnych mu informacji o załodze promu. Miały one pierwszorzędne znaczenie dla sukcesu w „śledztwie”. Jednak z początku utwierdziły Collinsa w hipotezie, że większość osób na pokładzie miała motyw, żeby pozbyć się von Modrova, bo odnośnie morderstwa Reese’a uważał, że było ono wynikiem lęku mordercy Gerharda przed zdemaskowaniem. Okazało się, że jakiś czas przed śmiercią starego kapitana „Gwiazdy Morza”, ktoś na promie, w części dla pasażerów, rozstawił pułapki na szczury, które później gdzieś zniknęły. Natomiast Paul tuż przed swoją śmiercią czytał kryminał zatytułowany „Morderca myli się raz”. Czy to tu należy szukać klucza do rozwiązania zagadki?
Nie wszystko mi w tej książce się podobało, ale trzeba przyznać, że intryga kryminalna jest w niej solidna, a finał – nomem omen – „gorący”. Collins rzeczowo prowadził swoje „śledztwo”, ale nie osiągnąłby żadnego sukcesu, gdyby nie pomoc z lądu redaktora Dixona i … spod pokładu – wachtowego Jima i kucharza Toma. Jeśli chodzi o styl oraz scenerię (m.in. statek będący „wyspą”, huraganowy sztorm, tajna radiostacja i niejawny kontakt z lądem, wątek związany z II WŚ) to troszkę przypominają mi powieści Alistaira MacLeana, choć zabrakło niektórych istotnych dla książek tego autora elementów (np. ważna strategicznie broń, masowe zagrożenie życia ludzi, dramatyczne zdarzenie z przeszłości głównego bohatera). Podsumowując: powieść Grodzińskiego jest niezła i raczej szybko z pamięci nie uleci.
