Zeydler-Zborowski Zygmunt – Śmierć w samochodzie 205/2026

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Śmierć w samochodzie
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Radia i Telewizji
  • Seria: Teatr Polskiej Telewizji (nr 1/76)
  • Rok wydania: 1976
  • Nakład: 410
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Fałszywy manekin, fałszywa tożsamość i prawdziwa morfina

Recenzowana pozycja liczy 55 stron, z czego 27 przypada na „Śmierć w samochodzie”. Spektakl swoją premierę miał w dniu 31 października 1974 roku, w ramach Teatru Sensacji „Kobra”. Powstał na podstawie powieści ZZZ wydanej w roku 1968 w „Jamniku” – „Gość z Londynu” (w roku 2012 ukazała się w „Serii z Warszawą” z dodatkiem „Tajemniczy turysta”).

Akcja toczy się w Warszawie, Leśnej Podkowie (czyli … Podkowie Leśnej) i Białej Podlaskiej, w roku 1966 (wtedy to 15 listopada wypadał we wtorek).

Na Mokotowie, w garażu jednorodzinnego budynku znaleziono zwłoki mężczyzny. Był to – przybyły niedawno gość z Londynu – Edward Sosnowski. Zginął od mocnego uderzenia w tył głowy tępym narzędziem. Zwłoki znalazł właściciel domu – inżynier Marcin Werner, kiedy wraz z żoną powrócił z kolacji w Podkowie. Sosnowski adres Wernera dostał od jego przyjaciela w Londynie, a inżynier wynajął mu pokój i garaż.

Na miejsce wezwano milicję. Zespołowi śledczemu przewodził major Downar z KG MO. Kiedy funkcjonariusze pogrzebali w Volkswagenie denata, odkryli skrytkę, a w niej dwa pierścionki z dużymi brylantami. Znaleźli też klucz francuski ze śladami krwi, jaką miała ofiara, oraz odciskami Wernera. Sekcja zwłok wykazała jednak, że śmiertelne uderzenie zadane zostało kastetem. W marynarce Sosnowskiego był rachunek ze „Świtezianki” – restauracji na Marszałkowskiej, a na jego odwrocie zapisany numer telefonu służbowego … Downara. Sekretarka majora – Monika – rozpoznała charakter pisma swojej koleżanki – Heleny Wirskiej. I tym tropem ruszył Downar. Po nitce do kłębka doszedł do zdarzenia z przeszłości tj. tajemniczego wypadku drogowego samochodu marki Skoda, w którym zginęły dwie osoby. A w teraźniejszości wkrótce zamordowano kolejną osobę. I to znów kastetem.

Mocno namieszał autor w fabule i trzeba dobrze się skoncentrować, by wszystko pokapować. A jeśli się nie uda z czytaniem, to nic straconego, zawsze można spektakl ten obejrzeć na YouTube.

Na chwilę obecną to koniec mojej przygody z „Teatrem Polskiej Telewizji”. Wg informacji z Biblioteki Narodowej w sumie ukazało się – w latach 1966-1981 – 51 numerów tego czasopisma, a dostęp miałem tylko do 35. Teraz kolej na „Teatr Polskiego Radia” – bliźniacze „TPT” czasopismo.