Wróblewski Zbigniew – Tajemnica węgierskiego huzara 249/2026

  • Autor: Wróblewski Zbigniew
  • Tytuł: Tajemnica węgierskiego huzara
  • Wydawnictwo: MAW
  • Rok wydania: 1979
  • Nakład: 30000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Prawie ormowiec

Książek Zbigniewa Wróblewskiego (1920-1989) do tej pory nie czytałem. Recenzowana pozycja liczy 214 stron, a jej cena okładkowa to 19 zł. Wydana jest, co widać na skanie, w przedziwnym formacie.

Przy ognisku na biwaku harcerz Maj, uczeń Liceum im. Erazma z Rotterdamu, opowiedział o historii ducha węgierskiego huzara, który pojawiał się w jego miasteczku. Na przedmieściach, na wysokiej górze stały ruiny dawnej warowni kasztelańskiej. W ich piwnicy znajdowały się pomieszczenia teatru „W warowni”. W mieście był też drugi teatr, a właściwie młodzieżowy zespół teatralny o nazwie „Jajo”, który tworzyła siódemka harcerzy-licealistów. W realizacjach spektakli pomagał im miejscowy rzemieślnik – Optat Spirydion Szpagat, który prowadził własny sklep. Któregoś dnia, wracający z zajęć zespołu Hugo zobaczył na murach stojącą nieruchomą postać wąsatego huzara w czaku, opartego na szabli. Kiedy postać przywołała go ruchem ręki, chłopak uciekł.

Znajomością z duchem szczycił się profesor Szumski, nauczyciel z liceum. Mówił, że często raczą się razem tokajem. Okazało się, że widmo po raz pierwszy pojawiło się nazajutrz po potyczce, jaką stoczył tutaj szwadron węgierskich huzarów z kozakami. Poległ w niej major huzarów i to on, od tamtej pory, pojawia się w ruinach.

Któregoś dnia widmo przepędziło dwóch robotników z brygady budowlanej prowadzącej prace na zamku. Informacja o tym dotarła do władz milicyjnych, a konkretnie do porucznika Malinowskiego. Zapytał on dzielnicowego – sierżanta Jasia Bryłę, co sądzi o tym widmie. Ten powiedział, że wg niego huzar pilnuje mienia społecznego przed rozkradzeniem. „Huzar to prawie ormowiec”. Porucznik podjął decyzję o wszczęciu dochodzenia w sprawie napaści na robotników.

Członkowie zespołu „Jajo” postanowili sami wyjaśnić tę tajemnicę. Wkrótce odnaleźli zamaskowany tunel prowadzący na zamek…

Jak to często w powieściach młodzieżowych bywa, z upływem czasu z wątku sensacyjno-kryminalnego pozostał tylko sensacyjny, ale nie można zaprzeczyć, że podejrzenie popełnienia przestępstwa jednak było, tak jak i milicja, i oficjalne dochodzenie. Dziś z tej książki wieje nudą, ale w czasach PRL-u na pewno była atrakcyjna dla dzieciaków w wieku 10-14 lat.

Na koniec zostawiłem sobie to, o czym w recenzjach piszę na początku tj. miejsce i czas akcji. Odnośnie miejsca akcji to mamy tak naprawdę trzy informacje: że jest to bardzo z dala od Poznania (wypadałoby na Suwalszczyznę lub Rzeszowszczyznę, a biorąc pod uwagę węgierskich huzarów, to tylko ta druga opcja), że mieściło się tam liceum im. Erazma z Rotterdamu (nie znalazłem w internecie takiego liceum) oraz że „Koniec wojny, wolność!” nastąpiły tam w dniu 14 kwietnia 1944 roku (wydaje mi się, że żadna z obecnie polskich miejscowości nie została tak szybko wyzwolona). Jeśli chodzi o czas akcji to mamy tylko jeden PRL-ogzim, a mianowicie samochód Syrena, który produkowany był od roku 1957, a więc akcja nie może się dziać wcześniej. Nie lubię takich niedookreślonych sytuacji, ale cóż na to poradzić? Dla wielu czytelników nie ma to żadnego znaczenia.