Wiktor Astafiew – Kradzież (Kraża) 312/2026

  • Autor: Wiktor Astafiew
  • Tytuł: Kradzież (Kraża)
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Rok wydania: 1988
  • Nakład: 10000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

„Szakale! Bandyci! Złodzieje! Dranie!”

Wiktor Pietrowicz Astafjew żył w latach 1924-2001. Recenzowana powieść została przez niego napisana w latach 1961-1965, a wydana w roku 1966. Liczy 242 strony, a jej cena okładkowa to 180 zł.

Akcja toczy się w Związku Radzieckim, w małym fikcyjnym miasteczku Krajeswieck gdzieś na Dalekiej Północy [prawdopodobnie pierwowzorem było położone nad Jenisejem, w północnej części Kraju Krasnojarskiego, miasto Igarka, ośrodek przemysłu drzewnego i rybnego, z portem rzecznym dostępnym dla statków pełnomorskich, gdzie uczył się i wychowywał w domu dziecka autor powieści], najprawdopodobniej w latach 30.

W Krajeswiecku była przystań, stocznia rzeczna, brygada rybacka, tartak, kombinat drzewny i szkoła. Był też dom dziecka kierowany przez dawnego „białego” oficera Waleriana Iwanowicza Riepina, który wcześniej był tam magazynierem i wychowawcą. Na terenie tej placówki znajdowała się budka, w której mieściła się kasa. Któregoś dnia, kiedy kasjerka wyszła gdzieś, zamykając budkę na kłódkę, jeden z wychowanków – Paralityk zarządził włamanie do kasy. Popik skoczył po gwóźdź, a Klin i Baterka stanęli na zeku. „Po jakichś pięciu minutach kłódka jak gdyby nigdy nic wisiała znów na swoim miejscu, tylko osiemset rubli – utarg łaźni za kilka dni – zniknęło z szuflady stołu (…) Wyniesione zostały na strych, owinięte w szmatkę. Popik owiązał paczkę sznurkiem i spuścił do komina starego, od dawna nie używanego pieca. Wyjętą z komina cegłę ustawił na dawne miejsce i przysypał kurzem, a wszystkie ślady zamiótł rękawicą”.

Niedługo potem w domu dziecka pojawił się komendant milicji z towarzyszącym mu funkcjonariuszem. Dokonali oni rewizji pomieszczeń, ale skradzionych pieniędzy nie odnaleźli. Komendant podejrzewał, że hersztem złodziei był znany mu już Paralityk. Faktycznym przywódcą był jednak Losza Diemienkow. „Nigdy nikogo w domu dziecka Diemienkow nie tknął nawet palcem, na nikogo głosu nie podniósł. Ale chłopcy boją się samego wzroku Diemienkowa, kulą się pod nim”. Chłopak był synem złodziei-recydywistów i zabójców inkasenta. Ojca rozstrzelano, a matka zagubiła się gdzieś w łagrach. Zanim trafił do domu dziecka był już w poprawczaku. Planował, że za parę miesięcy stąd ucieknie, napadnie na kogoś lub okradnie, zamustruje się na jakiś zagraniczny statek i w ten sposób trafi zagranicę. Przesłuchiwani przez milicjantów wychowankowie do kradzieży się nie przyznali i nikogo nie zadenuncjowali. Milicja aresztowała kasjerkę z uwagi na to, że nie zdała pieniędzy w terminie. Dwoje jej małych dzieci trafiło do placówki, w której pracowała. To właśnie ich przybycie było przyczyną przełomu w całej w tej sprawie.

Chłopcy tymczasem korzystali ze skradzionych pieniędzy: pili wódkę, jedli cukierki czekoladowe i palili papierosy. Wkrótce pozostało im już tylko 380 rubli. Wówczas do działania przystąpił Tola Mazow, a wraz z nim Żeńka Szornikow, Miszka Bielmiastych, „Malec” i „Globus”. Niepoślednią rolę odegrała też donosicielka z zamiłowania – Maruśka Czerepanowa.

Menu obiadowe: zupa, kasza, kompot i kakao.

Sowietologizmy: papierosy „Kazbeki” i „Rakiety”.

Całkiem porządna jest ta powieść: realistyczna, bez „pudru” czy „lukru”, z fabułą umiejętnie łączącą się z surowym klimatem, z kilkoma bardzo wyrazistymi postaciami i z konkretnymi problemami, wobec których człowiek wydaje się bezsilny. Nie jest to rasowy kryminał, choć akcja cały czas wiąże się z zaistniałą kradzieżą, a dochodzenie wciąż trwa. Uważam, że warto po nią sięgnąć, choćby dlatego, żeby dowiedzieć się jak to w radzieckich domach dziecka bywało.