- Autor: Tyrmand Leopold
- Tytuł: Zły
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Rok wydania: 1990 (wyd. V)
- Nakład: 200000
- Recenzent: Robert Żebrowski

Ballada o naszej stolicy, czyli warszawskie czarno-białe dni
Leopold Tyrmand (1920-1985) zlecenie na „powieść sensacyjną o chuliganach i bikiniarzach” dostał od wydawnictwa „Czytelnik” w dniu 10 maja 1954 roku. Żeby zrealizować to zamówienie musiał zaprzestać pisania „Dziennika 1954”. „Zły” ukazał się w grudniu 1955 roku.
Autor tworzył go w Warszawie, od maja do grudnia 1954 roku. Na wstępie umieścił dedykację: „Mojemu miastu rodzinnemu – Warszawie”. W ramach honorarium otrzymał talon na samochód marki „Wartburga” [typ 311]. Autorem okładki i ilustracji nie tylko pierwszego wydania powieści był Jan Młodożeniec – sztandarowy grafik wydawnictw „Czytelnik” i „Iskry”. W czasach PRL-u książkę wydano w NRD, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Szwecji, ZSRR, Danii, Norwegii, Francji, Hiszpanii i Jugosławii, a w 2019 w Izraelu. W Polsce – do chwili obecnej – ukazało się czternaście wydań w wersji papierowej. Recenzowana pozycja liczy 655 stron, a ceny okładkowej brak.
Akcja toczy się w Warszawie w roku 1954.
Lekarz Pogotowia Ratunkowego – Witold Halski, na wezwanie XIII Komisariatu MO, udał się do osób pokrzywdzonych w wyniku bójki ulicznej. Ofiarami byli sprawcy naruszenia nietykalności 24-letniej Marty Majewskiej – sekretarki w dyrekcji Muzeum Narodowego. Jedna z ofiar była skopana i miała zmasakrowany podbródek w wyniku niezwykle silnego uderzenia w szczękę, zadanego tak zwanym upper-cutem, czyli ciosem podbródkowym, pięścią wzmocnioną małym kastetem albo dużym pierścionkiem. W ciągu ostatniego tygodnia pracy doktora był to już kolejny tego typu przypadek, w którym ofiara miała takie obrażenia, a sprawca pobicia pojawiał się niespodziewanie i momentalnie znikał. Wcześniejsze takie przypadki zdarzyły się w Rembertowie, na Grochowie, na Ochocie, na dworcu w Podkowie Leśnej i w domu towarowym na Służewcu. O zdarzeniach tych Halski powiadomił redaktor Edwina Kolanko, kierownika działu miejskiego „Expressu Wieczornego”. Ten zaś stwierdził, że podejrzewa, iż w stolicy działa ktoś na podobieństwo Zorro. Świadkowie zdarzeń albo nie potrafili, albo też rozbieżnie opisywali napastnika, jednak kilku z nich stwierdziło, że ma on białe oczy i przenikliwy wzrok.
Redaktor wraz ze swym zaufanym reporterem Jakubem Wirusem postanowili ustalić jego tożsamość. Kolanko dotarł do porucznika Michała Dziarskiego z Komendy Głównej MO, który został właśnie oddelegowany do Komendy Stołecznej jako specjalny pełnomocnik do walki z chuligaństwem na terenie Warszawy. Ten zaś do pomocy miał starszego sierżanta Maciejaka oraz wywiadowcę Klusińskiego, a jak trzeba to i kompanię alarmową MO. Zarówno śledztwo milicyjne, jak i dochodzenie dziennikarskie, ślamazarnie posuwały się naprzód.
Halski natomiast począł smalić cholewki do panny Majewskiej, ta zaś zaakceptowała jego dążenia. Na horyzoncie jednak był hokeista Zenek, którego z Martą również łączyło uczucie. W wyniku skomplikowanego zbiegu okoliczności doktor został pobity na ulicy przez nasłanych łobuzów. Kiedy sprawcy się oddalili, a zanim Halski stracił przytomność, pojawił się nad nim człowiek o jasnych oczach. Nieprzytomnego do szpitala doprowadził inny mężczyzna – facet w meloniku i z parasolem, wyglądający jak zamaskowany przedwojenny szopenfeldziarz, który już wcześniej widywany był na mieście.
Tymczasem Zorro (Nazwa ZŁY pojawia się dopiero na stronie 281), broniąc dwóch uczciwych ludzi, wykosił gwardię sześciu groźnych nożowników bandy Kudłatego. Herszta tego, który swoją siedzibę miał w piwnicy budynku dawnej Centrali Telefonów przy ul. Bagno, znał dobrze tylko jeden jego podwładny – prezes Spółdzielni „Woreczek” Filip Merynos, którego prawą ręką był Jerzy Meteor, zaś lewą – inżynier Albert Wilga. Prezes zarządził wybory uzupełniające do swojej „spółdzielni”, a nawet poszerzające jej kadry. W związku ze zbliżającym się meczem piłki nożnej Polska-Węgry (w latach 1953-1954 takiego meczu nie rozegrano), zaplanował on przejęcie części z puli biletów na to spotkanie, a następnie rozprowadzenie ich, po spekulacyjnych cenach, przez swoich ludzi. Miała to być największa operacja tego gangu w całej jego historii. Na ten tachel zmobilizowano hofty kozaków, kosiorów i przytomnych, które miały wspomóc chewrę. Jednocześnie Merynos szukał odpowiedzi na pytanie, kim jest pogromca jego ludzi, a nie mogąc tego ustalić, zdecydował się zdyskredytować go w oczach mieszkańców Warszawy i uczynić go anty-bohaterem.
Tymczasem samotna jednostka społeczna do walki ze stołecznym i podstołecznym półświatkiem zaczęła organizować grono swoich popleczników, a dziennikarz Wirus, który „pod przykrywką” dotarł do ferajny, był coraz bliżej ustalenia, kim jest Kudłaty. Wkrótce rozegrały się dramatyczne wydarzenia…
Kim jest Zły? Bohaterem teraźniejszości, cieniem z przeszłości, czy zapowiedzią lepszego jutra? Jakie są motywy jego działania? Czy szuka chwały, sprawiedliwości, poważania, zemsty, korzyści materialnych, a może jeszcze czegoś innego?
Czy to jest powieść obyczajowa? Jak najbardziej? Czy to romans? Oczywiście! Czy książka sensacyjna? O, tak! Czy kryminał? Bez wątpienia! A czy powieść milicyjna? Hm, milicjanci są, dochodzenie milicyjne jest, ale głównym elementem walczącym z chuligaństwem i przestępczością jest czynnik społeczny, a prowadzącymi śledztwo – dziennikarze i … ktoś jeszcze. Poza tym jest to porządny – nie tylko gastronomiczny – przewodnik po stolicy. Autor, by dać możliwość czytelnikom złapania oddechu, a przede wszystkim, by zaprezentować wszystkie najważniejsze elementy oblicza Warszawy, co jakiś czas zamieszczał wątki tematyczne. I tak mamy rozważania na temat tramwajów i „warsiaskiej” gwary, opis pracy „koników”, a także apostrofy: do miejscowych fryzjerów, tutejszej mody, stołecznych targowisk, warszawskich peryferii, a nawet bram. Jest też jeden poza warszawski, ba, zagraniczny, ale bliski sercu autora, tuż powojenny „wątek szwedzki”.
Recenzowana książka, jeszcze także na początku lat 90., była zjawiskiem. Na nią się czekało, za nią stało się w kolejkach, jej się poszukiwało, ją się analizowało, o niej się dyskutowało. I nie ma się co dziwić. Ta napisana z epickim rozmachem powieść była przełomowa, prekursorska, przebojowa i bardzo odważna jak na tamtejsze czasy, a jak życie pokazało – także nie do podrobienia. Gdyby w jakiejś gazecie ukazywała się wówczas w odcinkach, z pewnością ogromnie zwiększyłaby nakład i poczytność. Obecnie jest to przede wszystkim swego rodzaju pamiętnik o tej Warszawie, której dawno już nie ma; zapis codzienności życia jej mieszkańców – ich problemów, fascynacji i często niedościgłych marzeń.
Jest to też utwór, który wzbudzał ogromne sentymenty, choć jakby się tak tylko trochę zastanowić to pojawi się pytanie: a za czym ta tęsknota? Za ruinami i zgliszczami, za biedą i niedostatkami, za komunistycznym ustrojem, w którym niby tak wiele rzeczy było za darmo, a faktycznie to nawet za pieniądze niewiele było można kupić? A może za częstym poczuciem zagrożenia i lękami, by nie wychodzić po zmroku, by nie skracać sobie drogi pomiędzy gruzowiskami, by nie paść ofiarą kanciarza, doliniarza, czy rozbójnika, by nie dostać kosy pod żebro, kastetem w szczękę, czy łamigłówką po łepetynie? Raczej nie! To tęsknota za tą Warszawą, w której się uczyło, studiowało, pracowało, zarobkowało i kombinowało, by jakoś przeżyć, którą się odbudowywało, która rozwijała się i dawała nowe możliwości, w której przeżywało się swoją młodość, pierwsze miłości, sukcesy prywatne, zawodowe, czy sportowe, mniejsze i większe radości – podczas spacerów, spotkań z ludźmi, wspólnych kolacji czy zabaw. Tęsknota za tym, co bezpowrotnie minęło.
PRL-ogizmy:
– lokale gastronomiczne: bar kawowy „Pod Kurantami” (MDM), bar „Słodycz” – IV kategorii (ul. Żelazna 64) należący do Warszawskich Zakładów Gastronomicznych, kawiarnie – „Krysieńka”, czyli dawna „Kruszynka” (przy ul. Marszałkowskiej), „Lajkonik”, a właściwie „Krakowiak” (Plac Trzech Krzyży), „Telimena” (Krakowskie Przedmieście róg Koziej), kawiarenka na Rynku Mariensztatu, „Kopciuszek” (Al. Jerozolimskie 31), „Nowy Świat” (ul. Nowy Świat 61/63), restauracje – hotel „Polonia”, „Klub Dziennikarza” (ul. Foksal 3/5), „Klub Literata” (ul. Krakowskie Przedmieście 87/89), „Szwajcarska” (ul. Nowogrodzka), „Krokodyl” i „Pod Bazyliszkiem” (Rynek Starego Miasta), „Rarytas” (ul. Marszałkowska 9/15), „Kameralna” (ul. Foksal 16), „Stolica” (CDT), „Rycerska” (ul. Szeroki Dunaj 11),
– inne obiekty: hotel „Bristol”, ruiny kościoła przy ul. Łazienkowskiej (nowy kościół – z roku 1983 – nosi wezwanie Matki Bożej Jerozolimskiej), ruiny PKO – ul. Świętokrzyska/Marszałkowska, „Gruba Kaśka” (obudowa studni usytuowanej przy obecnej Al. Solidarności), teatr marionetek „Baj” (najstarszy teatr lalek w Polsce, ul. Jagiellońska 28), Centralny Dom Towarowy (ul. Krucza 50, późniejszy „Smyk”), antykwariat „Desa” (ul. Nowy Świat), Biuro „LOT-u” (ul. Hoża), biuro „Orbis” (Al. Jerozolimskie), Park Centralny, Muzeum Wojska Polskiego, korty tenisowe klubu „Spójnia” przy ul. Myśliwieckiej, stadion Wojska Polskiego przy ul. Łazienkowskiej, muzeum Zachęta, Dworzec Główny, ulice – Nowotki (obecnie gen. Władysława Andersa), Gęsia (obecnie Mordechaja Anielewicza), Wielka (nie istnieje, była na terenie obecnego Pałacu Kultury i Nauki oraz Placu Defilad), Plac Warecki (obecnie Plac Powstańców Warszawy), kina – „Ochota”, „Moskwa”, „Palladium”, „Atlantic”, „Polonia”, klub „Paradise”, Aeroklub Warszawski na Gocławiu (lotnisko zlikwidowano w roku 1976), kiosk „Ruchu”,
– urzędy, instytucje, stowarzyszenia, itp.: Ministerstwo Gospodarki Komunalnej (1950-1972), Ministerstwo Skupu (1953-1957), Stołeczna Rada Narodowa, Wydział Komunikacji Drogowej, Warszawskie Towarzystwo Filatelistyczne, Miejskie Przedsiębiorstwo Autobusowe, Przedsiębiorstwo Imprez Sportowych, Zrzeszenie Prywatnego Handlu i Usług, ZMP, Czerwony Krzyż, Liga Przyjaciół Żołnierza, chór „Mazowsze” (od roku 1948), CPLiA („Cepelia”), „Delikatesy”,
– gabloty: Warszawa, Skoda Pogotowia Ratunkowego, milicyjny Citroen, Lublin, Star-20, francuskie: Renault i autobus „Chaussonic”, czyli Chausson (podstawowy autobus warszawskiej komunikacji miejskiej), niemieckie: Mercedes, Opel, Wanderer oraz „Dekawka”, czyli DKW, enerdowska IFA, brytyjskie: Austin, Morris, Hillmann i Humber (z roku 1954), amerykański Chevrolet Deluxe oraz „kanadyjka”, czyli kanadyjskie CMP, a także ciągnik z trzema przyczepami (prawdopodobnie produkowany od roku 1954 Ursus C-451 nazywany saganem na gumowych kołach”,
– cajtungi: „Życie Warszawy”, „Express Wieczorny” (w cenie 20 gr), „Problemy”, „Przyjaciółka”, „Świat”, „Przegląd Sportowy”, „Tygodnik Katolicki”, „Horyzonty Techniki”, „Szpilki”, „Świerszczyk”, „Płomyczek”,
– szlugi: „Sport”, „Wczasowe”, „Poznańskie”, „Żeglarz”, „Dukat”, „Grunwald”, „Siewiernaja Palmyra”, „Lucky Strike”, „Pall-Mall”, „Camel”
– łyżwy: turfy, śniegórki, halifaxy, hokeje i panczeny.
– żarcie: sznycel z groszkiem, schab z kapustą, klops z pysami, parówki z piwem, tort mokka, tort camargo, lody pistacjowe z bitą śmietaną,
– menu kolacji ferajny: ryby wędzone i zimne mięsa, czysta polska wódka, zupa rakowa, filet z jagnięcia z brukselką, wino węgierskie czerwone „Egri Bikaver”, gołąbki z faszerowanej kapusty, kompot mieszany, melba, czarna kawa, likier peperment,
– wypitka: likier „Cointreau”, śliwowica, szkocka whisky „White Horse”, samogon „Siwucha”, nalewka orzechówka, likier „Curacao Orange”, koniak „Hennessy”, koniak „Martel”, łotewski słodki likier kminkowy „Ryski Alasz”, wino „Perliste”, wino „Sherry”, wino „Melba”, wermut „Cinzano”, polska wódka
– popitka: lemoniada, oranżada, woda sodowa, woda mineralna „Dąbrówka”,
– ciuchy: paltot, sakpalto, borsalino, burberry, kurtka kanadyjka,
– pozostałe: milicjant rewirowy (dzisiejszy dzielnicowy), browning „Hiszpan 09”, Wyścig Pokoju na trasie Warszawa-Berlin-Praga (w roku 1954 pierwszy etap – dookoła Warszawy – wygrał Mieczysław Wilczewski, a najlepszym z Polaków w klasyfikacji końcowej był Stanisław Królak, który zajął szóste miejsce, drużynowo zaś Polska była druga), „Vegetal” (preparat na włosy), czeski ołówek „Versatil”, pasta do zębów „Kalodont” (jugosłowiańska).
Ciekawe nazwiska i ksywki: Geniek Śmigło, Fryderyk Kompot, Juliusz Kalodont, Robert Kruszyna, Metody Gwóźdź, Edward Łom, Jan Wcześniak, Olimpia Szuwar, Józef Siupka, Zofia Chwała, Karol Dziura, Franciszek Życzliwy, Antoni Pająk, doktor Dzidziaszewski, Henio „Usypiacz”, Olek „Dżokej”, Jonasz Drobniak.
Cytaty:
Hippohole: „ – Jaka jest różnica między koniem a koniakiem? – Nie wiem. – Taka jak między rumem a rumakiem!”
O poważaniu prasy w wymiarze europejskim: – „Paryżanin skłonny jest posądzać swą prasę o wszelkie bezeceństwa, ale się jej boi, londyńczyk drwi ze swej prasy, ale jej wierzy, berlińczyk niezbyt dowierza swej prasie, ale jej słucha, warszawiak kpi ze swej prasy niemiłosiernie, ale się z nią liczy.”
Człowiek z zahartowanym początkiem układu pokarmowego (gardło, przełyk i żołądek):
– „Pił, łykając bez żadnego wrażenia palący płyn, jakby to było kakao.”
O tych, co z prowincji: – Przyjedzie taki do miasta gdzieś z Kobyłki na robotę, i od razu pysk mu rośnie. Grójeckie nasienie!”
Ubiór Desperatów: – „Desperados … Ci w oprychówkach, w kolorowych dżemprach pod koszulami.”
Pijacki żywioł: – „Dyskusja jest żywiołem dla warszawskich alkoholików w takim stopniu, jak woda dla ryb.”
„Inteligentne” oblicze: – „Miał wyraz twarzy przypominający wołu rozwiązującego zadanie matematyczne z użyciem logarytmów i pierwiastków.”
Detalista: – „Ile już pan dziś wypił? – Drobnostkę. Trochę ponad litr, ale z chęcią się odświeżę przed snem.”
Realna obsesja: – „Pościg za nim już się rozpoczął, nie wiedział tylko kto, jak i na czym go goni.”
BONUS (dla tych, którzy dotarli do końca tej recenzji):
– plakat konkursu na komiks i grę komputerową o „białookim”

– galeria komiksów, które powstały na konkurs, znajduje się na stronie: https://linktr.ee/theevilone .
