- Autor: Seidler Barbara
- Tytuł: Dziś na wokandzie
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Rok wydania: 1966
- Nakład: 10820
- Recenzent: Robert Żebrowski

Przypadek Walka traktorzysty, czyli granica między świadczeniem sobie usług a łapówką jest płynna
Kolejny zbiór reportaży Barbary Seidler liczy 193 strony, a jego cena okładkowa to 10 zł. Składa się na niego 14 reportaży, a wśród nich jest m.in. „Mięso i inne sprawy” opisujący słynną aferę mięsną (peerelowska literatura dotycząca tej sprawy jest podejrzanie nieliczna).
„Mów pan do ręki” liczy 10 stron. W prasie reportaż ten został opublikowany w marcu 1964 roku. Autorka opisała w nim sprawę korupcji w Rejonowej Spółdzielni Pracy, Usług i Handlu Sprzętem Motoryzacyjnym. Znacznie ciekawsza jednak jest wstawka dotycząca innej sprawy łapówkarskiej. Otóż w jednym z POM-ów (Państwowy Ośrodek Maszynowy, powstały w miejsce Stacji Maszynowo-Traktorowych) województwa warszawskiego zepsuł się traktor. Warsztat państwowy w pobliskim mieście powiatowym był przeciążony reperacjami, dlatego traktorzyście podano bardzo długi termin wykonania naprawy. Problem ten pracownik zgłosił kierownikowi. Ten zaś był nie w ciemię bity i znał życie. „Poskrobał się za uchem, pomyślał o wiosennych orkach i powiedział do traktorzysty: „Wypij no z którymś z mechaników z warsztatu wódkę, niech ci zrobi poza kolejnością”. Tak też się stało. Kolacyjka była skromna, na miarę powiatowej „Popularnej”: literek, biała kiełbasa, bigos, ogórki, w sumie 150 zł”. Za dwa dni traktor był gotów. Pojawił się jednak inny problem – kto ma zwrócić traktorzyście za tę kolacyjkę. Niestety księgowy nie mógł tego zaksięgować, a kierownik nie kwapił się, by zapłacić ze swojej kieszeni. Tym razem łebski pomysł miał dyrektor. „Jedź Walek, po godzinach, i zrób lewy kurs. Odbijesz sobie”. Tak też chłop uczynił. A dzięki uprzejmości kolegi z pracy, z którym się wcześniej pokłócił, zajechał Walek aż na salę sądową. Przynajmniej jednak w doborowym towarzystwie.
Tego typu reportaże, jak dla mnie, są najbardziej cenne. Najlepiej oddają ówczesną rzeczywistość, opisują najpospolitsze przestępstwa, ukazują spryt i pomyślunek społeczeństwa, a ponadto wskazują na alkohol jako na najwartościowszy środek zaradczy i płatniczy zarazem.
Ciekawe, czy teraz, w tych czasach, jakby tak przyszedł do BUW-u, do Prezesa urzędującego w „Książce Dla Każdego”, z literkiem w kieszeni i zawiniętą w „Gazetę Wyborczą” biała kiełbaską, to czy w zamian odpaliłby spod lady jakiegoś „białego kruczka”?
