- Autor: Różni autorzy
- Tytuł: Wróg w butelce
- Wydawnictwo: Zarząd Główny Związku Młodzieży Polskiej. Wydział Propagandy i Agitacji
- Rok wydania: 1951
- Nakład: 40000
- Recenzent: Robert Żebrowski

Pijaństwo jest plagą społeczną i wymaga społecznych form walki
Recenzowana broszura liczy 30 stron. Sięgnąłem po nią mając w pamięci, zrecenzowane klubowo, opowiadanie pt. „Zdrada Jana” z jednego z tomików „Biblioteki Żołnierza”, i licząc na podobne w niej treści. W nadziei tej utwierdziła mnie okładka, na której dobrze „zrobiona” ofiara jest już w kleszczach, czyli między kułakiem a sługusem zachodniego imperializmu, by wkrótce stać się sabotażystą, dywersantem lub szpiegiem.
Na książeczkę tę składają się trzy opowiadania i trzy wiersze z szeroko pojętej tematyki profilaktyki alkoholizmu, uzupełnione ciekawymi rysunkami, które mają uświadomić wielorakie szkody płynące z nadużywania alkoholu: dla własnego zdrowia i życia, dla zdrowia i życia innych ludzi (przestępstwa, w tym wypadki drogowe), dla dobra społeczeństwa (obniżona wydajność pracy, bumelanctwo) i dla dobra ojczyzny (wykorzystywanie przez wrogów narodu).
„Alkohol jest przyczyną zdziczenia: poraża rozum, krytycyzm, hamulce moralne, zmysł społeczny. Alkohol to największy oszust: daje złudzenie wolności, robiąc człowieka niewolnikiem nałogu, daje złudzenie radości, gotując najsmutniejszy los, daje złudzenie siły i zręczności robiąc z człowieka pośmiewisko, daje złudzenie rozumu, robiąc głupcem”.
Ciekawe fragmenty wierszy:
„45-procentową odrzuć truciznę
Chłopcze z wiosek i miast.
100-procentową pracą dźwigaj ojczyznę
Do gwiazd.”
(Stefania Rajska – „Na frasunek dobry werbunek”)
„Wróg chce twoją pracę zabić.
Wróg różne ma fortele.
Nie dajcie w butelkę się nabić.
Obywatele!”
(Józef Prutkowski – „Wróg i alkohol”).
Najciekawsze, bo „milicyjne”, jest ostatnie, dwustronicowe opowiadanie Stefanii Grodzieńskiej pt. „Mrożąca krew historia”. Kilkukrotnie – zarówno w radiu jak i prasie – podano komunikat specjalny: „Z zakładu dla obłąkanych uciekł niebezpieczny dla otoczenia chory (…) W razie napotkania furiata prosimy dać znać na najbliższy posterunek MO”. Ludzi ogarnął popłoch. Dzieci odprowadzano do szkoły aż pod drzwi. Kobiety bały się same wychodzić po zmroku z domu. Starcy w ogóle nie opuszczali swoich mieszkań. Tak się zdarzyło, że na uciekiniera natrafił idący ulicą lekarz z zakładu dla umysłowo chorych. Widział jak tamten naruszył nietykalność cielesną kilku przechodniów. Doktor pobiegł po milicjanta, razem z którym – w wyniku pościgu – zatrzymał wariata. Milicjant dziwił się, dlaczego ludzie na ulicy z taką obojętnością, a nawet z sympatią podchodzili do napastnika. Wyjaśnił mu to sam zatrzymany: „Bo myśleli, że jestem pijany”.
Wiele od tamtej pory się nie zmieniło: i do pijaków, i do ich „branżowych” gadek, i do nieobyczajnych zachowań dalej niejednokrotnie podchodzi się z uśmiechem i pobłażliwością, a nawet upodobaniem. No cóż, wytłumaczenie tego jest proste. Picie alkoholu sprawia, że w organizmie w zwiększonej ilości wydzielają się opioidy, które są odpowiedzialne za uczucie przyjemności, euforii i odprężenia. Dlatego też własne picie, picie innych i wszystko co się z piciem wiąże miło się ludziom kojarzy i wywołuje uczucie przyjemności i zadowolenia.
Czegoś więcej oczekiwałem od tej książeczki. Wątek milicyjny jest krótki i słaby, a do tego nie szpiegowski. Fabuła trąci myszką, choć czasami z prawdą wcale się nie mija. Nie wiem, kto – wg ZMP – miał być odbiorcą tej pozycji, ale podejrzewam, że chłopi i robotnicy. Wiem natomiast, kto powinien być: towarzysze partyjni, przedstawiciele rządu i dowódcy wojskowi, milicyjni i z bezpieczeństwa. Przecież to oni chlali na umór, niektórzy przez kilka dni nie trzeźwieli, ale byli też i tacy, którzy trzeźwi nie byli nigdy. Ale to była „elyta” władzy i ich takie nakazy nie dotyczyły. Dotyczyły one natomiast motłochu, który na nich musiał długo, ciężko i za pół darmo pracować. I to był właśnie komunizm.
