- Autor: Ratajczak Józef
- Tytuł: Łzy świętego Wojciecha. Kradzież sarkofagu z katedry gnieźnieńskiej
- Wydawnictwo: Księgarnia św. Wojciecha
- Rok wydania: 1990
- Nakład: 20200
- Recenzent: Robert Żebrowski

Świętokradztwo
Recenzowana pozycja liczy 121 stron, ceny okładkowej brak.
„Trzy narody czczą św. Wojciecha jako swojego patrona: Polacy, Czesi i Węgrzy. Trzy katedry stoją na straży jego niebywałego kultu: gnieźnieńska, praska i ostrzyhomska”. Biskup praski zginął jako męczennik za wiarę 23 kwietnia 997 roku na terenie Prus. W katedrze w Gnieźnie wybudowano mu grobowiec, w którym złożono trumnę z relikwiami świętego.
Najazd czeski w roku 1038 księcia Brzetysława zniszczył grób i ograbił go z relikwii. Ale czy na pewno? Jest możliwe, że duchowni opiekujący się świątynią, zdążyli ukryć prawdziwe relikwie, a na ich miejsce podłożyć coś innego. Grobowiec budowany był od nowa albo przebudowywany przynajmniej osiem razy, trumnę zmieniano pięć razy, a relikwiarz dwa razy. Trzy razy okradano katedrę: w roku 1038 Czesi, w 1655 Szwedzi i w 1923 n/n sprawcy. Do naszych czasów przetrwał sarkofag wybudowany w roku 1662.
W nocy z 19 na 20 marca 1986 roku do katedry dokonano włamania i skradziono figurę z wieka trumny – półleżącą postać w stroju biskupim, siedem figur aniołów oraz inne srebrne elementy o łącznej wadze kilkunastu kilogramów. Przestępstwo ujawnił ksiądz proboszcz. W tym okresie w katedrze prowadzone były prace budowlane przez brygadę remontowo-budowlaną Komitetu Odbudowy Katedry i Konserwacji Zabytków. Podwykonawcami był szereg firm prywatnych. Informację o zdarzeniu szybko przekazały radio, telewizja i prasa. Zbulwersowani byli nie tylko katolicy, ale i niewierzący, gdyż skradzione przedmioty były cennym dobrem kultury narodowej. W społeczeństwie zaczęła krążyć plotka, że była to robota Służby Bezpieczeństwa.
Śledztwem kierował kapitan K., nazywany przez ludzi „Klosem”. W toku oględzin okazało się, że w kracie jednego z okien kościoła odgięty został pręt, a na ścianie i gzymsie były otarcia tynku. Sprawca dostał się do środka wykorzystując tzw. rusztowanie warszawskie wykonane z rur. Na zewnątrz na podłożu ujawniono fragmentaryczne ślady obuwia i ślady opon samochodowych, wewnątrz ślady obuwia, linii papilarnych i dłoni. Sprawca plądrował nie tylko grobowiec, ale też inne miejsca w katedrze. Sprowadzony na miejsce pies służbowy podjął trop i poprowadził trasą około 600 metrów do ul. Św. Jana.
Dnia 20 marca w Warszawie milicjanci dokonali przeszukania mieszkania braci bliźniaków, znanych złodziei, w trakcie którego znaleziono butle gazowe, palnik, piłkę do metalu, linę taterniczą i wagę domową ze śladami drobin srebra. Braci jednak w domu nie zastali. 26 marca Sekcja Kryminalna z Gdańska uzyskała informację o przetapianiu w jednym z garaży przy ul. Dąbrowszczaków srebrnych figurek aniołków. Przybyli na miejsce funkcjonariusze nikogo nie zastali. Znaleźli natomiast fragmenty z jasnego metalu i zabezpieczyli ślady kryminalistyczne. Fragmenty te księża z katedry rozpoznali jako pochodzące z sarkofagu. Tego samego dnia bliźniaków Krzysztofa i Marka M. zatrzymano w pociągu „Stoczniowiec” relacji Warszawa – Gdynia i przekazano ich do dyspozycji WUSW w Gdańsku. 1 kwietnia ksiądz z katedry powiadomił milicję o odkryciu w pryzmie żwiru, na placu przykatedralnym obok baraków robotników, fragmentu z sarkofagu. Odkrycia dokonały dzień wcześniej dzieci.
Zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie zarzutów czterem osobom: 20-letnim bliźniakom, 22-letniemu Waldemarowi i 33-letniemu Piotrowi, który był „mózgiem” grupy. Złożyli oni ciekawe wyjaśnienia, a niedługo potem trafili na ławę oskarżonych Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu. Ale o tym przeczytajcie sami.
Bulwersująca sprawa, solidna relacja z jej przebiegu, dobry wybór materiałów procesowych – warto sięgnąć po tę książkę.
