- Autor: Paul Olsen
- Tytuł: Ukradziona Madonna (The Virgin of San Gil)
- Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX
- Rok wydania: 1967
- Nakład: 10350
- Recenzent: Robert Żebrowski

Czasami czyjaś śmierć jest impulsem do lepszego życia kogoś innego
Powieść tę po raz pierwszy wydano w roku 1965. Recenzowana pozycja liczy 199 stron, a jej cena okładkowa to 28 zł.
Akcja toczy się w Meksyku, w fikcyjnej gminie San Gil, w prawdziwym stanie Morelos, którego stolicą jest Cuernavaca, prawdopodobnie w latach 50.
Joaquin z El Sagrado był starym, spracowanym, ubogim człowiekiem, który zbierał drewno w lesie, przerabiał je na węgiel drzewny i wozem zaprzężonym w muła woził do Cuernavaca. Żył w stałym konflikcie ze swoimi sąsiadami – wdową Nerudą i jej dwoma dorosłymi synami. Ostatnio ukradł im kurę, a oni w odwecie złamali jego młodą śliwę. Pewnego dnia, kiedy wracał z lasu, przejeżdżając przez most, zauważył w wodzie twarz kobiety. Kiedy wszedł do wody stwierdził, że jest to figura Maryi Panny, w której było kilka dziur, po skradzionych z niej kosztownych kamieniach. Czym prędzej ją wydobył i zawiózł do chaty. Joaquin od dzieciństwa nie praktykował religii. Nie wiedział więc, z jakiego kościoła figura mogła pochodzić. W zamian za duży, składany, kilku ostrzowy nóż z kościanym trzonkiem, wziął od Nerudy kilka świeczek. W chacie ustawił je wokół figury, zapalił i począł się modlić.
Rankiem do chaty wtargnęli dwaj policjanci, którzy przybyli tam jeepem. Zatrzymali chłopa, zabrali figurę i dowieźli do San Gil, na tamtejszy posterunek. Okazało się, że figura została skradziona z miejscowego kościoła La Santissima Virgin, o czym wierni jeszcze nie wiedzieli, a Joaquin był podejrzany o współudział w dokonaniu tego przestępstwa. Przesłuchaniem go zajął się szef policji – Ruiz, a „pomagał” mu w nim policjant Saturnino. Kiedy biedak nie przyznał się do kradzieży, jak również nie wskazał jej sprawców oraz miejsca ukrycia klejnotów z figury, zaczęto go regularnie i długotrwale maltretować, co oczywiście w niczym jego wyjaśnień nie zmieniło.
Policji bardzo się spieszyło, bo za parę dni w San Gil miała się odbyć parafialna fiesta, na którą miał przybyć biskup, i na której oczywiście powinna być wystawiona figura, i to kompletna. Na razie proboszcz – ksiądz Benito Gomes, pod byle pretekstem, zamknął kościół, by nikt nie dowiedział się o tym świętokradztwie. W ramach prowadzonego dochodzenia przesłuchano panią Nerudę, która jak się okazało sama zadenuncjowała sąsiada. Wynikami policyjnego postępowania, poza proboszczem i jego wikarym – księdzem Luisem Guttierezem, zainteresowany był też miejscowy presidente – Angelo Rojas. Nastał on po Aurelio Brincasie, który zmarł po przyjęciu trucizny, a chodziły słuchy, że Rojas „dopomógł” mu do tego, choć oficjalne śledztwo nic takiego nie wykazało. Wkrótce w więzieniu pojawił się kolejny zatrzymany – Martin Silva, który zabił swoją matkę.
Czas nieubłaganie uciekał, atmosfera zaczęła gęstniej, sytuacja dla wszystkich zrobiła się niepewna, a na wierzch zaczęły wychodzić ludzie wady, słabości i złe skłonności. Pojawiły się konflikty, sprzeczki i rozgrywki, zarówno prywatne, jak też polityczne. A w tle przemoc, okrucieństwo i nienawiść. Śledztwo jednak zakończyło się sukcesem.
Powieść ta jest kryminałem, choć więcej miejsca niż samo dochodzenie zajmują w niej dyskusje, wypowiedzi i rozważania teologiczne, filozoficzne, psychologiczne i socjologiczne. Wszystkie występujące w niej postacie są tragiczne, choć każda na inny sposób, a prawie wszystkie relacje interpersonalne – negatywne. W powietrzu coraz bardziej unosiła się zapowiedź jakiegoś dramatycznego zdarzenia, jakiejś tragedii, która zniszczyłaby te wszystkie układy i chory porządek społeczny. Która dałaby tym nędznym wewnętrznie, zdegenerowanym ludziom impuls do zmiany życia i sposobu myślenia. I na końcu do takiego zdarzenia doszło. Trudno się tę książkę czyta, a o wypoczynku przy niej nie ma mowy.
