- Autor: Orwid-Bulicz Roman
- Tytuł: Strach. Opowiadanie
- Wydawnictwo: Officina Typografica (Anglia)
- Rok wydania: 1953
- Nakład: 100
- Recenzent: Robert Żebrowski

Uciekinier z grobu
To druga książka R.O-B., którą recenzuję, i kolejny skarb, na który natrafiłem w czeluściach archiwum BN. Jej nakład – 100 egzemplarzy – na czytelnikach musi robić wrażenie, u antykwariuszy wzbudzać nierealne marzenia, a kolekcjonerów przyprawiać o palpitację serca. Na szczęście mnie akurat nic z tego nie dotyczy. Jest natomiast satysfakcja ze skuteczności poszukiwań i zadowolenie, że mogę tę pozycję przedstawić Klubowiczom, szczególnie, że raczej niewielu z nich o tej książce wiedziało, jeszcze mniej ją widziało, rzadko kto czytał, a czy ktoś ją posiada – śmiem wątpić.
Najwięcej przyjemności sprawia mi jednak nie tyle czytanie, czy recenzowanie takich perełek, co ich odnajdywanie. Śledztwa czy dochodzenia w sprawie popełnionych pozycji sensacyjno-kryminalnych i poszukiwania białych kruków są zajmujące i czasochłonne, w pewnych sferach podobne do analitycznych czynności policyjnych. Najbardziej pomocne mi w tym są wyszukiwarki na stronie BN i Allegro. Dobrym źródłem informacji o treści książek jest portal „Lubimy czytać”, gdzie zazwyczaj zamieszczane są też ich okładki, a to ważna rzecz. Niestety największa skarbnica książek i ich okładek – Archiwum Allegro – kilka miesięcy temu została bezpowrotnie zlikwidowana. Do tej pory czuję z tego powodu irytację i niezadowolenie. Niestety nawet i wyszukiwarka BN nie podaje książek o nieznanych mi jeszcze tytułach na tacy, co więcej nie wszystkie książki są w Bibliotece Narodowej, czy też w innych bibliotekach. Korzystając z wyszukiwarek trzeba robić zawężenia po okresie wydania (1945-1989), formie (książka), autorach, wydawnictwach (oczywiście trzeba też odnajdywać wydawnictwa, których do tej pory się nie znało, przede wszystkim te tuż powojenne i efemeryczne), a w rubryce „tytuły” wpisywać słowa klucze (np. morderstwo, zabójstwo, śmierć, proces, paragraf – oczywiście nie tylko w mianowniku). Na Allegro zaś analizuję tytuły i okładki książek, bo część z nich zdradza ich fabułę, a co za tym idzie – gatunek. Bardzo ważne są też osobowe źródła informacji, szczególnie Ci bardziej uświadomieni i zaangażowani Klubowicze publikujący na klubowej stronie FB. Uzyskaną ciekawą informację staram się wycisnąć na wszelkie możliwe sposoby (zarówno podmiotowo jak i przedmiotowo). Podobnie jak organy ścigania zbieram takie informacje, przechowuję, analizuję, przetwarzam i wykorzystuję w poszukiwaniach książek, co później finalnie przekłada się na recenzje, opracowania i posty. No, ale czas wracać do książki.
Liczy ona jedynie 18 stron. Nie jest kryminałem, w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale raczej pozycją sensacyjną. Akcja toczy się w Rosji Sowieckiej, w czasie II wojny światowej, choć nie na terenach objętych walkami, nie później niż w roku 1942.
Jest to opowieść polskiego Żyda, który razem z Drugim Korpusem gen. Andersa wyjechał z Rosji [ewakuacja miała miejsce wiosną i latem 1942 roku]. U Sowietów znalazł się w roku 1939, jako przymusowo wywieziony z Polski, prawdopodobnie za to, że jego ojciec miał tartak koło Baranowicz [obecnie w obwodzie brzeskim w zachodniej Białorusi]. Przez Kaukaz trafił na Syberię. Najpierw był w łagrze, później w więzieniu, aż znalazł się na wolności. Znalazł zatrudnienie, a zamieszkał w komórce w domu, w którym przebywały dwie kobiety – matka z córką. Mąż tej starszej został aresztowany przez NKWD, osadzony w miejscowym więzieniu, gdzie oczekiwał na rozstrzelanie. Którejś nocy w domu pojawił się jakiś mężczyzna, z raną postrzałową. Kobiety nie wiedziały co z nim zrobić. Polak namawiał jej do wezwania lekarza, gdyż wg niego rana zagrażała życiu tego człowieka. Gdyby jednak NKWD dowiedziało się o miejscu pobytu mężczyzny, zostałby rozstrzelany nie tylko on, ale też i ci, którzy udzielili mu schronienia i pomocy.
Czy był to jakiś przestępca, aresztowany mąż, czy może ktoś inny? W jaki sposób doznał obrażeń? Jak zachowały się kobiety? Tego oczywiście nie mogę zdradzić. Jednak odpowiedzi na te pytania są zaskakujące, a finał zupełnie nieoczekiwany. Spodobało mi się to opowiadanie, a najciekawszy z niego cytat to wg mnie ten: „Takich kobiet, które się boją, każdy się musi bać”.
PS UWAGA SPOJLER !!!
Mając świadomość, że niewiele osób dotrze do tej książeczki, zdradzę z niej kilka szczegółów i jej zakończenie. Mężczyzną, który pojawił się w domu był mąż/ojciec. Wraz z innymi więźniami został rozstrzelany, ale … nieskutecznie, bo jego rana nie była śmiertelna. Padł i udawał martwego. W nocy wydostał się z miejsca egzekucji i dotarł do domu. Wezwano lekarza, ale ten zorientował się w sytuacji i nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Kobiety po cichu naradziły się i coś postanowiły. Młodsza skrycie udała się po pomoc, która szybko nadeszła. Byli to enkawudziści, którzy wyciągnęli chłopa z domu i zastrzeli go – tym razem skutecznie – na jego własnym podwórku, informatorki oczywiście pozostawiając przy życiu. Męża i ojca pewnie zastąpiła im Partia. Choć spośród kobiet nie cierpię tych rozwydrzonych, wyuzdanych i aroganckich, które w rozwiązłości, pijaństwie i wulgarności próbują dorównać facetom, to jednak chyba te dwie były równie podłe.
