- Autor: Mikołaj Leonow
- Tytuł: Czekajcie na telefon (Żditie mojego zwonka)
- Wydawnictwo: MON
- Rok wydania: 1977
- Nakład: 20330
- Recenzent: Robert Żebrowski

Bolszewiccy detektywi i bandycka odyseja
Mikołaj Leonow (1933-1999) zasłynął jako twórca postaci inspektora-detektywa Lwa Gurowa (książek z tym bohaterem w Polsce nie wydano). Powieść tę wydano w ZSRR po raz pierwszy w roku 1968. Książka liczy 190 stron, a jej cena okładkowa to 15 zł.
Akcja toczy się w Moskwie w pierwszej połowie lat 20. XX wieku.
„Szary”, czyli Igor Rybin, wraz ze swoją bandą napadał i grabił na potęgę. A to jakiś sklep, innymi razy lombard i komis, a ostatnio inkasenta. Co gorsze, zostawiali po sobie trupy. Teren, na którym działała banda, podlegał naczelnikowi dzielnicowej komendy milicji, którym był Wasyl Wasiliewicz Klimow zwany „Koniarzem”. Z uwagi na to, że „Szaremu” wciąż udawało się wymykać z zastawianych na niego zasadzek, naczelnik domyślił się, że bandzior ma w komendzie swojego człowieka. Podejrzenia skierował na swojego zastępcę – Zajcewa, który trafił do komendy po uprzednim sprawdzeniu przez Czeka. W tym samym czasie „Szary” stwierdził, że z uwagi na to, że w ostatnim czasie spotykały go częste niepowodzenia, w jego bandzie musi działać milicyjna wtyka. Sporządził listę dziesięciu osób, które podejrzewał, i przekazał ją do sprawdzenia 17-letniemu doliniarzowi, a był nim Paweł Paszka Antonow ps. „Ameryka”.
Klimow, wiedząc, że twarze jego podwładnych są dobrze znane przestępcom, zwrócił się do swojego przyjaciela z wydziału kryminalnego w Kijowie o wypożyczenie mu dwóch ludzi. W ten sposób trafili do Moskwy milicyjni wywiadowcy – Mikołaj Panin i Michał Ławrow. Mieli oni przeniknąć do bandy „Szarego” i ustalić kto stoi nad nim oraz z kim z milicji współpracuje. Tylko jeden z nich mógł mieć broń, i to tylko miniaturowy mauzer. Klimow poprosił też o pomoc Saszkę Falina – milicjanta z Komendy Głównej. Wszystkie działania dzielnicowej milicji ukierunkowały się na knajpę „Trzy schodki”, gdzie zbierała się banda. A w knajpie jak w knajpie: opary alkoholu, dym z „Luksów” i ferajniane rozrywki, a do tego planowanie bandyckiej roboty, rozgrywki operacyjne milicji i … śmierć czyhająca na nieostrożnych.
Powieść jest dość dobra, sporo się w niej dzieje, mamy w niej ciekawe postacie skrywające swoje tajemnice i zaskakujące między niektórymi powiązania. Jest napięcie, jest dramatyzm, jest szczęśliwe zakończenie. Niektórych rzeczy możemy się domyśleć, niektórych nie.
