Krauze Witold – Przez śniegi północy 156/2026

  • Autor: Krauze Witold
  • Tytuł: Przez śniegi północy
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Seria: Żółta Okładka
  • Rok wydania: 1954
  • Nakład: 30176
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Czerwoni i czerwonoskórzy

Witold Krauze to pseudonim literacki Miry Michałowskiej (1914-2007). Recenzowana pozycja liczy 58 stron, a jej cena okładkowa to 1,50 zł.

Akcja toczy się w Polsce na początku lat 50., a dotyczy wydarzeń, które rozegrały się w Ameryce Północnej w drugiej połowie lat 40.

Nauczyciel i instruktor oświatowy – Bałucki, który przybył do miasteczka przed czterema laty, opowiedział o zdarzeniach, w których brał udział. W czasie II wojny światowej razem ze swoim kolegą Staśkiem Koźlakiem trafił do Stanów Zjednoczonych. Tam zmobilizowano ich do wojska. Ich jednostka stacjonowała w Fort Ramport nad Yukonem, na Alasce. Nie brała ona udziału w walkach, ale jedynie w regularnych ćwiczeniach. Kiedy nasi rodacy dowiedzieli się o zakończeniu wojny, złożyli podania o zwolnienie ich do cywila. Pozostały one jednak bez odzewu. Tymczasem w jednostce zaczęły się szkolenia o tematyce antyradzieckiej, a na obu Polaków zaczęto patrzeć podejrzliwie. W Sylwestra 1946 roku powzięli oni postanowienie o ucieczce z wojska. Niepostrzeżenie zdobyli namiot, śpiwory, strzelby myśliwskie i amunicję do nich. Kiedy od osoby zaufanej, pracującej w kancelarii, dowiedzieli się, że dowództwo podjęło decyzję, by ich w najbliższym czasie rozdzielić i Koźlaka przenieść do bazy lotniczej w Nome, postanowili nie czekać do wiosny, czyli do końca maja, ale uciec już w marcu. W tym celu na ochotnika zgłosili się do dziesięcioosobowego oddziału, który wyruszył na północ, na kilkudniowe ćwiczenia. Tam pod osłoną nocy prysnęli z obozowiska.

Ruszyli w kierunku Kanady. Po jakimś czasie dopatrzyli się, że sześciu żołnierzy ruszyło za nimi w pościg. Dwaj pozostali prawdopodobnie pojechali, by powiadomić dowództwo o dezercji. Uciekinierzy mieli zapas żywności tylko na trzy dni. Starali się nie dopuścić ścigających na dystans skutecznego strzału karabinowego. Dystans zmniejszył się, ale w pościgu pozostało już tylko czterech żołnierzy. Na szczęście rozszalała się śnieżyca, która zasypała ślady dezerterów, przez co pościg przerwano.

W niedługo potem Polacy uratowali życie pewnemu Indianinowi, który wraz ze swoim zaprzęgiem został osaczony przez wilki. Jako wyraz wdzięczności uratowany zaprosił ich do swojej wioski w rezerwacie, gdzie zamieszkali. Któregoś dnia wracając z polowania natknęli się w wiosce na wojskowego jeepa, którym przyjechało dwóch oficerów i dwóch żołnierzy amerykańskich. Był to patrol lotnictwa amerykańskiego, który za zezwoleniem władz kanadyjskich przygotowywał teren pod budowę lotnisk wojskowych „na wypadek ataku czerwonych”. Po kilku tygodniach zjawiły się dwa jeepy z czterema umundurowanymi funkcjonariuszami Kanadyjskiej Konnej Policji. Aresztowali Polaków i przewieźli do kwatery w Yellowknife. Tam inspektor Brown zaproponował im pracę w kopalni uranu w Port Radium. Nasi rodacy mieli inne plany niż dać się napromieniować…

To kolejna książeczka z serii „Żółta Okładka”, która zaskoczyła mnie swoją tematyką. Z przestępstwem dezercji, i to zagranicą, nie miałem jeszcze do czynienia. Surowa sceneria, egzotyczne miejsca, dynamiczna i dramatyczna akcja – czegóż chcieć więcej? Polecam, bo naprawdę warto to przeczytać.