- Autor: Kasprowicz Antoni
- Tytuł: Przygoda w: Złodzieje owoców
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
- Rok wydania: 1964
- Nakład: 8274
- Recenzent: Robert Żebrowski

Ćwiartka, pinda i granaty – mieszanka iście wybuchowa
Penetrując zasoby BN, a konkretnie zbiory opowiadań z czasów peerelowskich, trafiłem na książkę o intrygującym tytule „Złodzieje owoców” napisaną przez Antoniego Kasprowicza (1908-1981). Liczy ona 138 stron, a jej cena okładkowa to 10 zł. Zawiera 13 opowiadań, z których tylko jedno – dwunastostronicowa „Przygoda” – zawiera wątek sensacyjny. I od razu dodam, że nie dotyczy on kradzieży owoców.
Akcja toczy się w kilku miejscach na terenie kraju, od Łodzi po Oleśnicę, pod koniec 1945 roku.
Przewodniczący rady zakładowej jednej z łódzkich fabryk wysłał konwój sześciu ciężarówek do Wałbrzycha po węgiel. Pięć pojazdów miało przyczepy, a jeden – pochodzący z demobilu – nie miał. Jechali nim Scibor i Wawrzocha. Przed wyjazdem przewodniczący polecił, by kierowcy unikali postojów, kielicha i łebków, szczególnie łebków. Wojskowa ciężarówka była zdezelowana, więc szybko pozostała z tyłu. Przejeżdżając przez Syców, obaj kierowcy postanowili zatrzymać się przy restauracji „Pod Zielonym Koniem”. Zamówienie w lokalu było szybkie, krótkie i konkretne: „Bigos, piwo i ćwiartka na dwa oblicza”. Czy to bigos był nieświeży, czy też może za mało alkoholu, ale po obiedzie coś chłopakom odbiło i wzięli na pakę „dwóch łebków i pindę z ciężką walizką”. Chcieli oni wysiąść w drodze do Oleśnicy, pięć kilometrów za Widawą. Okazało się, że wszyscy troje stanowili groźną i uzbrojoną bandę, ostatnimi czasy terroryzująca okolicę. Doszło do strzelaniny…
Najciekawszy chyba moment tego opowiadania był wtedy, gdy na posterunku MO w Oleśnicy ujawniono zawartość walizki. W sumie całkiem fajny tekst, mogący służyć do powstania noweli filmowej.
