Jeannot Leon – Zespół Realizatorów Filmowych „Studio” – Kryptonim „Nektar”. Scenopis 255/2026

  • Autor: Jeannot Leon – Zespół Realizatorów Filmowych „Studio”
  • Tytuł: Kryptonim „Nektar”. Scenopis
  • Wydawnictwo: Universum
  • Rok wydania: 1962
  • Nakład: 72
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Dziennikarz „Echa Warszawy” na tropie gwiazd podziemia gospodarczego

O różnicach pomiędzy scenopisem a scenariuszem można poczytać w internecie. Recenzowany scenopis liczy 285 stron maszynopisu i podzielony jest na 106 scen i 292 ujęcia. Powstał on na podstawie scenariusza autorstwa Leona Jeannota i … Edmunda Niziurskiego, który w sumie był autorem scenariuszy do 6 filmów.

Na jego podstawie zaś, rok później, czyli w 1963, wyprodukowano film – komedię kryminalną, niemal pod tym samym tytułem: „Kryptonim Nektar”, w reżyserii L. Jeannota, który swoją premierę miał w dniu 11.10.1963r. Główna rolę – dziennikarza Jacka – zagrał w nim Bogumił Kobiela, a towarzyszyli mu m. in.: Bożena Kurowska, Jarema Stępkowski, Janusz Kłosiński i Zbigniew Józefowicz jako kapitan MO. Filmu tego jednak nie oglądałem.

Akcja toczy się w Warszawie i we Wrocławiu, ale trudno mi powiedzieć, kiedy dokładnie.

Na warszawskim rynku pojawił się nowy napój orzeźwiający – nektar zdrojowy „Pola Manola”. Dla wielu klientów – z uwagi na ohydny smak – były to zwykłe popłuczyny, ale nabywców nie brakowało. Zniesmaczony nim Jacek – redaktor meteorologii z dziennika „Echo Warszawy” – bardzo chciał wiedzieć, kto uprawia tę szemraną produkcję. Kiedy poszedł na rozmowę do naczelnego, odnośnie przenosin do działu kryminalnego, szef zaproponował mu, by zajął się sprawą właśnie „Poli Manoli”.

Dziennikarz przestudiował etykietę na butelce nektaru. Był tam m. in. taka informacja: „Wytwórnia Wud Gazo. W. Fagas, Pratkowa 5”. Kiedy udał się pod ten adres, przyjęto go uprzejmie, lecz bardzo ostrożnie. Jacek pożalił się, że w nektarze nie ma ani gazu, ani cukru. Nie domyślił się jak blisko jest prawdy, gdyż z jednej oranżady powstawały dwie „Pole Manole”. Poczęstowano go napojem, który był smaczny, ale zupełnie inny niż ten w sprzedaży. Po powrocie do redakcji wypuścił artykuł pt. „Tajemnica napoju o dwóch smakach”.

Produkcją napoju zarządzało trzech mężczyzn: Struć, Kapuściński i Czaplin ps. Fagas. Bardziej od wizyty redaktorka, oszustów zdenerwowała ich informacja o tym, że z ula przedterminowo wyszedł Dziekan, który będzie dochodził swego po tym, jak go wykiwali. Pamiętali, że do swoich działań wykorzystuje on kobiety, w tym swoją siostrzenicę. Byli pewni, że będzie chciał im odebrać cały zysk, który ulokowali w walucie i precjozach. Żeby do tego nie dopuścić postanowili umieścić biżuterię w … rekwizytorni Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu, gdzie jakiś czas temu działał Fagas. Na podstawie zdjęć tamtejszych rekwizytów będących imitacją biżuterii, zlecili wyprodukowanie z ich precjozów takiej samej biżuterii i podmianę jej w wytwórni. Podmiany miał dokonać zubożały hrabia Feliks Dymek, który z precjozami otrzymanymi od Strucia wyruszył do Wrocławia.

Tymczasem artykułem Jacka zainteresował się kapitan Jary z Komendy Stołecznej MO. Wezwał do siebie dziennikarza i rozpytał go na okoliczność osób widzianych przez niego w wytwórni. W celu identyfikacji pokazał mu też parę zdjęć. Wspólnie doszli do tego, że Jacek pojedzie do Wrocławia, by tam przyjrzeć się wytwórni, w której Fagas kręcił się przy filmach. Kapitan obiecał Jackowi, że od teraz będzie się z nim kontaktował porucznik Kruszyna.

No i zaczęło się kręcić. Hrabia nawiązał kontakt z dentystą Teodorem Brylczym, Jacek zatrudnił się w „Zespole Rampa”, gdzie próbował poderwać jedną z aktorek – Agnieszkę, którą zdawać by się mogło znało pół Wrocławia, a do tegoż miasta wyruszył też Kapuściński, który znał prawdziwą tożsamość dziennikarza. Wbrew zapowiedziom kapitana, porucznik nie skontaktował się z redaktorem, a o Dziekanie i jego tajemniczej siostrzenicy zaczęło się robić coraz głośniej. Zaczęło się też robić coraz bardziej gorąco…

Dużą frajdę sprawia mi czytanie scenopisów: początek, a potem prawy dół skos i lewy dół skos, i tak na przemian aż do końca strony. A następna apiać to samo. I tak do końca. Recenzowany scenopis jest dość sympatyczny. Fabuła – choć irracjonalna – kupy się trzyma. Nie wszystko jest podane jak na tacy, a więc czegoś tam trzeba się domyślić, i można się w tych domysłach pomylić. Film mam zamiar obejrzeć, ale jeszcze nie teraz. Najlepiej jakbym zrobił to wtedy, kiedy już większość z przeczytanego maszynopisu zapomnę.

PRL-ogizmy: gazety – „Życie i Prawo”, „Przyjaciółka”, „Film”, „Trybuna Ludu” i „Przekrój”, wrocławskie – Hotel Grand, restauracja „Cristal” i kawiarnia „Meduza”, a także papierosy „Extra Mocne”.