- Autor: Frey Danuta
- Tytuł: Wyrzucili go jak psa (w: Pęknięte lustra Temidy. Reportaże sądowe)
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Prawnicze
- Rok wydania: 1988
- Nakład: 25000
- Recenzent: Robert Żebrowski

Dobrze wychować własne dziecko to najtrudniejsza rzecz na świecie! A co dopiero cudze.
„Pęknięte lustra Temidy” tworzy 21 prac nagrodzonych w corocznym konkursie „Prawa i Życie” na reportaż sądowy, głównie z lat 1983-1986. Książka liczy 206 stron, a jej cena okładkowa to 450 zł. Postanowiłem wybrać z niej tylko jeden reportaż, i to takiego autora, którego Klubowicze-MOrdowicze powinni znać najlepiej.
Szybko i łatwo padło na Danutę Frey (-Majewską, 1945-2023), gdyż pozostałych autorów po prostu nie znałem. Autorka najwięcej swoich kryminałów opublikowała w serii „Ewa wzywa 07”, ale pojawiła się też w „Kluczyku” i „Labiryncie”. Zmarła nie tak dawno, bo około dwóch i pół roku temu. Szkoda, że nasz Klub nie podjął się dotarcia do tak znanej pisarki.
„Wyrzucili go jak psa” liczy tylko 15 stron. Głównym bohaterem jest Andrzej Rogalski (rocznik 1965), syn węglarza i wykolejonej pijaczki, zamieszkały na warszawskiej Pradze-Północ, na ul. Kowieńskiej. W październiku 1972 roku, gdy ojciec już nie żył (popełnił samobójstwo), Sąd Powiatowy dla Warszawy-Pragi wydał postanowienie o pozbawieniu matki władzy rodzicielskiej, w wyniku czego 7-letni Andrzejek trafił do domu dziecka, dzieląc tym samym los swoich dwóch sióstr. Miał jednak to szczęście, że zainteresowali się nim małżonkowie Kowalscy (bezdzietni naukowcy w wieku 47 i 49 lat), którzy już rok później adoptowali go.
Problemy z chłopakiem zaczęły się w roku 1977 od nieuctwa, udziału w szkolnych bójkach i krótkotrwałych ucieczek z domu. W roku 1980 (miał już wtedy 15 lat) Andrzej zaczął uciekać w Polskę i dokonywać drobnych przestępstw. Po ukończeniu szkoły podstawowej trafił do liceum elektronicznego, stamtąd jednak spadł do zawodówki, aż wreszcie wylądował w Ochotniczym Hufcu Pracy. Chłopak zaczął okradać rodziców adopcyjnych, a na gigancie w Iławie dokonał włamań do domków letniskowych i do sklepu. Kolejne włamania były w M. – do domków letniskowych i willi. Sąd zdecydował o umieszczeniu go w schronisku dla nieletnich (placówka analogiczna do aresztu śledczego dla dorosłych) w Oryszewie [powiat żyrardowski, gmina Wiskitki, położony nad rzeką – o najpiękniejszej dla mnie w Polsce nazwie – Pisią Gągoliną]. W grudniu 1981 roku wobec nieletniego orzeczono umieszczenie w zakładzie poprawczym w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora. W następnym roku, wspólnie z kolegą, włamał się do mieszkania rodziców adopcyjnych, zabierając stamtąd dwa radiomagnetofony, zegarki i kilka butelek wódki. Po trzech miesiącach ukrywania się został zatrzymany mając przy sobie jedynie 5 zł. W międzyczasie małżeństwo Kowalskich wystąpiło do sądu o rozwiązanie adopcji i powrót Andrzeja do poprzedniego nazwiska.
Z uwagi na to, że ostatniego włamania dokonał po ukończeniu 17 roku życia, przed Sądem Rejonowym dla m. st. Warszawy odpowiadał już jako dorosły. Dostał wyrok dwóch lat pozbawienia wolności, który został zatwierdzony przez Sąd Wojewódzki. Andrzej trafił do Zakładu Karnego Warszawa-Białołęka. To jednak nie był koniec jego kariery kryminalnej.
Przytoczę jeszcze fragmenty z dokumentacji dotyczącej w/w. Opinia z Oryszewa: „Na rozwój zachowania przestępczego wywarło prawdopodobnie wpływ zaburzone środowisko rodzinne, z którego Andrzej się wywodzi. Trudności te mogły pogłębić niewłaściwe metody wychowawcze rodziców adopcyjnych, stawianie chłopcu wysokich wymagań, nieokazywanie w pełni uczuć miłości”. Opinia z Dzielnicowej Poradni Wychowawczej: „Chłopiec od początku był niezwykle silnie przywiązany do swoich drugich rodziców, bał się utraty obecnego dom, ale jego niezaspokojona potrzeba bezpieczeństwa była stale na nowo frustrowana przez ojca. Za każde przewinienie straszono go odesłaniem do domu dziecka. Ojciec stosował bardzo oschłe metody wychowawcze. Był zawsze wobec chłopca bardzo oschły, nigdy go nie chwalił (…) Rodzice rozmawiają z chłopcem, tak jakby nie umieli mu okazywać uczucia miłości. Oceniają go raczej pod kątem umiejętności radzenia sobie w życiu, aspiracji, dążenia do zdobycia wysokiej pozycji”.
Cieszę się, że udało mi się trafić na ten reportaż. Autorka wybrała bardzo trudny temat, łączący w sobie kilka elementów samych w sobie już wymagających: patologie społeczne, odebranie matce dziecka, adopcja, problemy wychowawcze, przestępczość osoby nieletniej, relacja, a właściwie brak jakiejkolwiek relacji, małoletniego z matką naturalną, rozwiązanie adopcji, los młodego człowieka bez domu, nieudana resocjalizacja. Trzeba przyznać, że udało jej się stworzyć poruszające, miejscami przerażające, a na pewno dające dużo do myślenia opowiadanie. Nie boję się postawić hipotezy, że reportaż ten jest wartościowszy od każdego kryminału, który Danuta Frey napisała. Trudna to literatura, ale potrzebna i konieczna, uświadamiająca jak naprawdę wygląda życie niemałej przecież grupy ludzi i jaki skutek na to ich życie wywierają przyczyny zaistniałe w dzieciństwie.
