- Autor: Domański Marek
- Tytuł: Mord w hurtowni. Farsa kryminalna
- Wydawnictwo: Zarząd Główny Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej
- Seria: Biblioteczka Repertuarowa „Inspiracji” nr 11-12 (15-16) XI-XII 1983
- Rok wydania: 1983
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Półtora trupa, czyli hurt w mordowni
Recenzowana pozycja liczy 47 stron, a jej cena okładkowa to 20 zł. Charakteryzuje się ona niespotykanym wymiarem – jest bardzo wysoka. Jest to uwspółcześniona (mówi się w niej o nadchodzącym czterdziestoleciu MO) wersja utworu Marka Domańskiego z lat 60.
Akcja toczy się gdzieś w kraju, w roku 1983.
W hallu biurowym Hurtowni Wielobranżowej, z którego były wejścia do sześciu pomieszczeń, znaleziono zwłoki sekretarza Rady Zakładowej – 43-letniego Stanisława Kipieli. Ujawniła je Józefina Łapka – zaopatrzeniowiec z Gminnej Spółdzielni Wielobranżowej w Turlejówku. Denat leżał na podłodze, a obok niego ciężki dziurkacz do papieru i kawałek materiału. Był tam też rozbity wazonik. Wyglądało na to, że Kipiela zmarł w wyniku uderzenia go dziurkaczem w skroń. To właśnie Łapka telefonicznie powiadomiła milicję słowami: „Mord w hurtowni”. Kiedy na miejsce przybył śledczy w randze kapitana, zwłok już nie było – zostały zabrane na sekcję. Towarzyszył mu sierżant Waszczyk pilnujący wejścia na teren zakładu, którego jedynym zadaniem było wpuszczać wszystkich, a nie wypuszczać nikogo. Łapka nikogo z hurtowni nie powiadomiła o swoim telefonie na MO, więc przybycie dochodzeniowca stanowiło duże i niemiłe zaskoczenie dla dyrektora, księgowej Haliny i magazyniera. Widząc go dyrektor potajemnie zlecił księgowej, żeby szybko zabrała i ukryła listę spółdzielni mieszkaniowej (budującej domki jednorodzinne). Ta zaś zasugerowała mu, żeby przyszykował dla kapitana łapówkę. Dyrektor w kieszeni marynarki miał tego samego typu kawałek materiału jak ten, który leżał przy zwłokach, a który okazał się próbką podszewki. Halina widząc to zabrała go i podrzuciła do torebki Łapki. Magazynier zaś zwierzył się księgowej, że niepotrzebnie dotykał dziurkacza, a nie wytarł z niego zostawionych przez siebie śladów.
Kapitan przystąpił do działania tj. przesłuchania świadków. Na podstawie zeznań okazało się, że przed śmiercią doszło do trzech kłótni z udziałem Kipieli. Magazynier wypominał mu „kompresję etatów”, którą zarządzono z uwagi na zbyt dużą liczbę pracowników w magazynie. Księgowa miała pretensje do sekretarza o rozdział funduszu zakładowego, który Kipiela chciał przeznaczyć na budowę świetlicy, a nie domków dla pracowników. Na koniec pokłócił się też z dyrektorem. Do rozbicia wazonika przyznał się magazynier, a w jakiś czas potem – księgowa. Wyszło też na jaw, że dyrektor trzykrotnie już siedział za manka w zakładach, w których wcześniej pracował, a teraz wspólnie z panią zaopatrzeniowiec przeprowadził szemraną transakcję.
Co się stało z łapówką wręczoną kapitanowi jako „cegiełka na czterdziestolecie milicji”, czego dotyczyła afera z dziurkaczami, jaka była kolejność na liście mieszkaniowej, na czym polegał bluff oficera śledczego i do czego było mu potrzebne aż pięć par kajdanek, no i kto, i z jakiego powodu zamordował sekretarza?
Jak dla mnie to zbyt pokrętna i pokręcona sztuka. Prawdziwa farsa, ale nie w pełni koncentrująca się na tym, co trzeba. „Mord w hurtowni” wystawiono w Teatrze Sensacji „Kobra” (choć bez czołówki z „Kobry”) w dniu 11 maja 1967 roku, w reżyserii Józefa Słotwińskiego, z Czesławem Wołłejko w roli kapitana MO. Nie oglądałem tego spektaklu i już nie mam zamiaru go oglądać.
