- Autor: Banaszczyk Eugeniusz
- Tytuł: Między niebem a ziemią
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Seria: Klub Siedmiu Przygód
- Rok wydania: 1964
- Nakład: 30254
- Recenzent: Robert Żebrowski

Zgodnie z prawami aerodynamiki i balistyki
Eugeniusz Banaszczyk (1923-1990) był podpułkownikiem LWP, a służył w Siłach Powietrznych jako fototechnik. Jest autorem około 10 książek o tematyce lotniczej, które wydane były m.in. w takich seriach jak: „Miniatury Lotnicze” i „Biblioteka Pamięci Pokoleń”.
Recenzowana pozycja liczy 163 strony, a jej cena okładkowa to 10 zł. Zawiera 8 opowiadań, z których jedno – „Zestrzelony” liczące 23 strony – ma fabułę sensacyjną. Jego akcja toczy się w USA, w roku 1956.
Kapitan Tom Afridge, oblatywacz samolotów produkowanych w Zakładach Grummana z siedzibą w Bethpage na Long Island w stanie Nowy Jork, udał się na przelot testowy odrzutowca „Tiger” [F-11] – nowego typu myśliwca odrzutowego przeznaczonego dla lotnictwa morskiego. Kiedy doleciał do strefy strzelań powietrznych nad Atlantykiem, przetestował tam wszystkie działka, strzelając z nich seriami w locie nurkowym. W ciągu pięciu sekund 60 pocisków wyskoczyło z czterech luf. Zaraz potem pilot rozpędził samolot do maksymalnej prędkości 1,2 Macha i wystrzelił pozostałe pociski. W pewnej chwili Afridge usłyszał odgłosy przypominające uderzenia w kadłub samolotu kamieniami. Nastąpiło kolejne, ale mocniejsze uderzenie, które wstrząsnęło samolotem, szklana osłona kabiny pękła i nastąpiła dekompresja. W miejscu, gdzie znajdował się wskaźnik paliwa ziała dziura. Pilot stwierdził, ze ktoś go musiał z dołu ostrzelać. Z uwagi na to, że nie było szans na uratowanie maszyny, podjął decyzję o katapultowaniu się. Jednak mimo kilku prób urządzenie nie zadziałało. Musiał więc spróbować posadzić samolot. Cudem wylądował na polu. Z bazy wysłano po niego helikopter, a przybyli specjaliści stwierdzili, że został zestrzelony. Oblatywacz trafił do szpitala, a śledztwem zajęli się policyjni agenci. Nie ma się co dziwić – przecież był to zamach na życie pilota. Kluczem do rozwiązania sprawy okazały się trzy pociski, które tkwiły w samolocie. Po ich przebadaniu szybko ustalono, kto je wystrzelił. Prawda była zaskakująca, a pilot, kiedy dowiedział się, że sprawca przebywa w tym samym szpitalu, co on, zaniemówił.
Opowiadanie to jest rewelacyjne, a oparte zostało na faktach. Dotyczy bezprecedensowego zdarzenia, z dnia 21 września 1956 z udziałem pilota Thomasa W. Attridge’a. Choć śledztwo opisane jest krótko, to jednak było bardzo skuteczne, a jego wynik – choć nie taki, jakby sobie standardowy Klubowicz życzył – naprawdę robi wrażenie.
