- Autor: Bolesławski Stefan
- Tytuł: 7 październik. Obrazek w 3 odsłonach
- Wydawnictwo: Wydział Propagandy Zarządu Polityczno-Wychowawczego M.O.R.P.
- Seria: Teatrzyk Milicjanta (nr 3)
- Rok wydania: 1946
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

My ze spalonych wsi
Stefan Bolesławski to jeden z kilku pseudonimów literackich Stefana Bolesława Strausa (1914-1970) – historyka teatru, bibliografa i autora utworów dramatycznych. Debiutował w styczniu 1937 roku nowelą sensacyjną „Tajemnica wiosennej nocy” w krakowskim „Tempie Dnia” (numery od 3 do 10) [była to popołudniówka aktualizująca poranne wydanie „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”].
W tym samym roku, jako bezpłatny dodatek dla abonentów „Ogniwa” (dwutygodnik młodzieży polskiej w Czechosłowacji), wydano opowiadanie „Przygoda jednej nocy: opowieść 12 godzin” [nie wiem, czy ma ono coś wspólnego z „Tajemnicą wiosennej nocy”]. W roku 1946 Straus był kierownikiem literackim Teatru Milicji Obywatelskiej „Studio” w Warszawie, mieszczącego się przy ul. Karowej 31, działającego w latach 1945-1948.
Recenzowana pozycja liczy 31 stron. Akcja toczy się w okolicach fikcyjnej Izdebnicy, w dniach 7 października roku: 1943 (odsłona I), 1944 (odsłona II) i 1945 (odsłona III).
Grupa młodych Polaków walczyła w konspiracji z hitlerowskim najeźdźcą (ten wątek jednak pominę, a skoncentruję się na okresie powojennym). Obiecali sobie, że spotkają się 7 października 1945 roku. Tak też się stało. Na spotkanie przybyli, jako milicjanci (od roku 1944) komendy powiatowej MO: Marek, Zbych, Wacek, Stach, Józef i porucznik Basia, milicjant lub bezpieczniak – Kazik z Województwa oraz milicjant ze Szczecina – Franek. „Powiatowcy” opowiedzieli o bandzie dywersyjnej lub złodziejskiej, która napadła na posterunek MO, w którym przebywał komendant, jego żona i dwóch funkcjonariuszy. Milicjanci odparli atak, wymietli napastników sprzed posterunku i wypędzili ich ze wsi. Aktualnie trwał pościg za bandytami.
Kazik pochwalił się wynikami w szkoleniu kadr: „Dzięki naszym wysiłkom już wyszkolono 8000 oficerów i ze dwanaście tysięcy podoficerów. Ci ludzie znają służbę. Znają swoje zadania i obowiązki”.
Franek opowiedział o likwidacji Wehrwolfu i wysiedlaniu 1,5 mln Niemców.
Pojawił się też komunikat radiowy [zapis oryginalny, choć jakiś taki nie po „polskiemu”]: „… zabito, raniono ujęte 12.845 przestępców kryminalnych, przytrzymano nieletnich, 208 wykryto i zabezpieczono 1.012 kradzionych wyszabrowanych samochodów i motocyklów. Przez regulację ruchu kołowego zmniejszono ilość wypadków śmiertelnych na jezdniach o 50 proc., wykryto 4.100 potajemnych gorzelni, czyli tzw. bimbrowni… Współdziałano w akcjach specjalnych z U.B. i K.B.W. oraz ochrony skarbowej. Zginęło w służbie 3.000 milicjantów, rannych 4.000. „Hallo-hallo nadaliśmy komunikat z działalności M.O.””.
Mamy też, ale już w pełni prawidłowo sformułowaną informację: „W walce ze spekulantami i aferzystami zanotowano nowe sukcesy. Już 3218 amatorów lekkiego zarobku powędrowało do obozów pracy”.
Niestety w całej tej broszurze zabrakło jakiegokolwiek, choćby najkrótszego, dochodzenia. Warto jednak, żeby miała ona swoją recenzję klubową, choćby tylko z tego powodu, że należy do nietuzinkowej serii „Teatrzyk Milicjanta”.
