- Autor: Bogusławski Karol
- Tytuł: Tajemnica lorda Groarty
- Wydawnictwo: Książka dla Wszystkich
- Seria: Co Tydzień Powieść (nr 41)
- Rok wydania: 1947
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski

Oskarżenie zza grobu albo Tajemnica starego zegara
Karol Bogusławski do chwili obecnej, mimo usilnych starań, pozostaje niezidentyfikowany. A szkoda, bo to chyba właśnie on jest autorem pierwszego „milicyjniaka” – „Na tropie” – opublikowanego w „Co Tydzień Powieść” w numerze 45 z roku 1947. Poza nim oraz recenzowaną pozycją, w CTP wydano jeszcze jedno jego opowiadanie – „Złoto i krew” (nr 27/1947).
Po wojnie, w Warszawie, w hotelu „Polonia” Władek przypadkowo spotkał swojego znajomego – Andrzeja Zahorskiego, który wrócił do kraju z Anglii, gdzie był wziętym architektem. Andrzej opowiedział mu pewną historię z roku 1938, w której uczestniczył. Było to właśnie w Anglii, kiedy kończył przebudowę pałacu lorda Groarty. Wtedy to akurat lordowi się zmarło. Na jego pogrzebie była jego pełnoletnia córka Ruth, a także krewni – Katarzyna, Laura z mężem lordem Roblesem oraz Jim, a także pułkownik Sivons. Po pogrzebie spotkali się oni z adwokatem zmarłego, który poinformował ich, że cały majątek lorda, w tym wszystkie kopalnie, dziedziczy Ruth. Wszyscy, poza Jimem, byli tym bardzo wzburzeni i zastanawiali się jak mogliby choć trochę z niego uszczypnąć.
Majątek ten lord odziedziczył po swojej babce – lady Glascow z Groartyhull. Było to o tyle dziwne, że na niedługo przed jej śmiercią, pułkownik słyszał jak lady stwierdziła, że swojego wnuka wydziedziczy. Okazało się, że przy jej śmierci wnuk był obecny i z pokoju babki wyszedł z korzystnym dla siebie testamentem.
Ruth widząc całe to zamieszanie i waśnie, zgodziła się na pomoc ze strony niezaangażowanego w sprawę architekta. Zahorski zabezpieczając dokumenty finansowe pozostawione przez lorda, znalazł wśród nich takie, w których figurował niejaki Nick Culver. Okazało się, że człowiek ten pięć lat wcześniej został zamordowany. Znaleziono go na ulicy z nożem wbitym w plecy. Prowadzone śledztwo nie doprowadziło do wykrycia sprawcy. Zahorski ustalił też, że Culver był lokajem lady Glascow, a w spadku po niej dostał wahadłowy zegar w drewnianej skrzyni.
Trzeba przyznać, że opowiadanie to jest całkiem miłe w odbiorze. Jest w nim trochę tajemnic, jest skrupulatne śledztwo architekta, jest też ciekawe zakończenie. Jego autor Ameryki w nim nie odkrył, ale niewątpliwie zapewnił czytelnikom, w tym mnie, trochę rozrywki umysłowej.
