Bączyk Edmund – Jeden z nas 282/2026

  • Autor: Bączyk Edmund
  • Tytuł: Jeden z nas
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
  • Seria: Biblioteka Żołnierza (seria I – Popularne Utwory Literackie, tomik 93)
  • Rok wydania: 1954
  • Nakład: 15000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Wróg czai się w mroku

Edmund Bączyk (1920-1989) urodził się w polskiej rodzinie emigracyjnej w Niemczech, która później wyjechała do Francji. Tam, w wieku 13 lat, rozpoczął pracę w kopalni. Do Polski przeprowadził się na początku lat 50. Najpierw pracował w kopalni węgla kamiennego w Wałbrzychu (do końca wojny nosiła ona nazwę „Fuchs”, do stycznia 1946 roku „Julia”, do maja 1950 „Biały Kamień”, a do 1993 „Thorez”), a potem przeniósł się do Szczecina.

Recenzowana pozycja liczy 98 stron, a jej cena okładkowa to 1,20 zł.

Akcja toczy się na Dolnym Śląsku, w Wałbrzychu, w dzielnicy Biały Kamień, która w latach 1945-1950 była samodzielną miejscowością, a także w jakiejś pobliskiej wiosce, w roku 1953.

Były saper, rezerwista Wojska Polskiego, Jan Tyka wybrał zawód górnika i przybył do wałbrzyskiej kopalni, gdzie pracował już jego przyjaciel z wojska – zetempowiec Piotr Zalewski. Został tam ładowaczem przy starszym rębaczu. Marzył, by samemu wkrótce zostawić łopatę i zostać rębaczem z młotem pneumatycznym. Dzięki doświadczeniu ze służby wojskowej robota szła mu składnie. Piotrek zaś utworzył zetempowski komitet ścianowy i rzucił hasło do współzawodnictwa, jednak niektórym górnikom, szczególnie obijakom, było to nie w smak. Młodzieżowcom od samego początku nie było łatwo. A to ginęły im narzędzia: młotki, kilofy, łopaty i nawet młot, a to wyjątkowo często psuły się motory maszyn. Zalewski powziął podejrzenie, że w kopalni działa sabotażysta, a do tego samego wniosku doszedł Tyka. Wkrótce Janek został rębaczem w brygadzie Piotrka i dostał wymarzony młot pneumatyczny. „Szanował go tak, jak w wojsku strzegł karabin. Młotek przypominał mu kształtem kabeka, z którym nie tak dawno się rozstał, tym bardziej więc dbał o niego (…) Z przyjemnością naciskał sprężynę wsłuchując się w głośny terkot. Tra-ta-ta… Tra-ta-ta… Jedna seria za drugą”.

Któregoś dnia do ich kopalni przywieziono nowoczesny radziecki kombajn węglowy. Został on przydzielony na ścianę fedrowaną przez ZMP. Z Górnego Śląska, z kopalni Zabrze-Wschód, przyjechali dwaj doświadczeni kombajnerzy – towarzysze Bóbr i Ciepły, którzy przez dwa tygodnie mieli prowadzić szkolenie dla trzech osób wyznaczonych do prowadzenia kombajnu, wśród których byli Zalewski i Tyka. Obydwaj podjęli się pilnowania „stalowego smoka”. Nie zapomnieli oni o sabotażyście i bacznie obserwowali ludzi w kopalni. Któregoś dnia Janek dostrzegł kogoś majstrującego przy kombajnie. Doszło do konfrontacji. Okazało się, że był to nie tylko wróg klasowy, ale też dawny agent gestapo z zabrskiej kopalni, a obecnie amerykański agent wyszkolony w niemieckiej Westfalii – szpieg, dywersant i sabotażysta, działający także w pobliskiej spółdzielni produkcyjnej, gdzie psuł traktory i maszyny rolnicze.

Opowiadanie to jest po prostu urocze i do tego typu twórczości – produkcyjno-sensacyjno-szpiegowskiej – mam dużo sympatii. Wojsko Polskie, kopalnia na terenie Ziem Odzyskanych, śląski węgiel, radziecki kombajn, czechosłowacki traktor, górnicy-zetempowcy, współzawodnictwo pracy i przekraczanie norm, amerykański szpieg z hitlerowską przeszłością – jak dla mnie zabrakło tylko pościgu za nim realizowanego przez … wopistów. Nic tylko czytać!

Cytat: „Praca górnika, inżyniera, sztygara jest podobna do obowiązku żołnierza na najważniejszym odcinku frontu”.

PRL-ogizmy: gazeta „Wiadomości Górnicze”, czechosłowacki traktor „Zetor” (Z-25 lub 15), radziecki kombajn węglowy „Donbas” (w polskich kopalniach od roku 1951) radziecki przenośnik zgrzebłowy SKR, Dzień Górnika (peerelowska nazwa Barburki/Barbórki obchodzonej w dniu 4 grudnia), Stalinogród (nazwa Katowic obowiązująca w latach 1953-1956), Związek Młodzieży Polskiej (1948-1957).