Sierecki Sławomir – Na pokładzie nie było nikogo 31/2023

  • Autor: Sierecki Sławomir
  • Tytuł: Na pokładzie nie było nikogo
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
  • Seria: Konik Morski
  • Rok wydania: 1979
  • Nakład: 40000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Barbados, Bahamy, Bermudy, czyli banialuki, brednie i blagierka

Sławomir Sierecki (1924-2012) jest dominatorem w serii „Konik Morski”, gdyż na 33 tytuły, jakie się w niej ukazały, aż 9 z nich jest tegoż autora.
„Na pokładzie nie było nikogo” liczy 162 strony, a jej cena okładkowa to 25 zł. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego. Tytuł bardzo dobrze wpisuje się w fabułę, a gdy przeczytamy książkę do końca, zorientujemy się, że jest jeszcze bardziej dosłowny, niż wydawało się w trakcie czytania.

Sprawa wygląda następująco: w willi w Jastrzębiej Górze pewien dziennikarz o imieniu Julian przeprowadzał wywiad ze znanym żeglarzem – Remigiuszem „Remym” Arystowiczem, który jachtem „Noa Noa” samotnie opłynął kulę ziemską. Towarzyszył im młody żeglarz – Zbigniew „Zyga” Zachwatowicz, który tymże jachtem miał przepłynąć Atlantyk. Redaktor wyszperał wcześniej w jakiejś brytyjskiej gazecie informację o tym, że nie wymieniony z nazwiska kapitan „Noa Noa” niedaleko brzegów Barbadosu, natknął się na luksusowy jacht „Captain Flint”, na pokładzie którego nikogo nie było. Mając tę wiadomość chciał wyciągnąć od Arystowicza więcej informacji na ten temat. Z dużymi oporami, „Remy” wyjawił mu skrywaną przez siebie tajemnicę. Faktycznie napotkał w pobliżu Małych Antyli taki jacht, a kiedy wszedł na jego pokład i przeszukał, nie znalazł nikogo poza czarnym kotem. Fakt ten zgłosił barbadoskiej policji. Wkrótce dostał – od Towarzystwa Popierania Samotnych Żeglarzy – przekazem pocztowym, bardzo dużą kwotę pieniędzy z poleceniem, by niezwłocznie ruszył w dalszą podróż. Tak też uczynił. Kiedy już opłynął glob, postanowił wrócić na Karaiby i wyjaśnić, kto i dlaczego przekazał mu darowiznę. Pomóc w tym miał mu list, który był w książce znalezionej przez niego na pokładzie „Captaina Flinta”. Kapitan zacumował swój jacht u wybrzeży Martyniki i rozpoczął niebezpieczną grę …

Książka ta to tylko z pozoru kryminał, choć są w niej – jak obliczyłem – trzy przestępstwa: dwa zagranicą i jedno w Polsce. Bardziej jest to powieść sensacyjna, ale przede wszystkim marynistyczna. Możemy się z niej dowiedzieć o znanych żeglarzach, kaszubskich rybakach, wypadkach w „Trójkącie Bermudzkim”, czy na Bałtyku. Wielbiciele kryminałów mogą ją sobie śmiało darować, bez jakichkolwiek skrupułów.

Z ciekawostek: są w niej wspomniane książki: „Fort grozy”, „W podziemiach Kartaginy” i „Książę Wa-Tunga” Nasielskiego, Romańskiego i Marczyńskiego, a także restauracja w Domu Rybaka we Władysławowie.