Kostecki Tadeusz – Smuga grozy 6/2022

  • Autor: Kostecki Tadeusz
  • Tytuł: Smuga grozy
  • Wydawnictwo LTW
  • Seria Kryminał
  • Rok wydania: 2009
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

ŚMIERĆ, KTÓRA DEPCZE PO PIĘTACH

Tadeusz Kostecki, czy to pod swoim nazwiskiem, czy też pod pseudonimami jest dobrze znanym autorem kryminałów (i nie tylko). Z ciekawostek dotyczących jego książek chyba najciekawszą jest ta, że w 1992 roku (kiedy autor już nie żył) jedno z wydawnictw wydało jego western „Droga powrotna Płowego Jima” jako „Krwawe pogranicze” przypisując jej autorstwo … Alistairowi MacLeanowi. „Smuga grozy” była publikowana na łamach „Gazety Białostockiej” w latach 1959-1960, a to wydanie jest pierwszym książkowym.

Brak jest ceny okładkowej książki, ja zaś niedawno kupiłem ją w wydawnictwie za 10 zł. Książka liczy 326 stron. Udało mi się ją przeczytać za jednym podejściem wieczorowo-nocnym. Jej tytuł oddaje klimat powieści. Okładka przedstawia budynek pośród drzew, ale nie może to być ten, który jest opisany, bo tamten był ogrodzony.

Akcja toczy się w samotnej leśniczówce w środku lasu (będącej wespół z bunkrem częścią niemieckich umocnień), a pod koniec przenosi do Kozłowa (w pobliżu biegnie autostrada – niemiecka, bo polskich wtedy nie było – więc może chodzić o Kozłów w województwie śląskim). Głównym bohaterem jest doktor Jerzy Kostrzewa – z zawodu chirurg, z zamiłowania detektyw-amator, choć jednak nie amator, bo wcześniej pracował w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej, skąd odszedł na własną prośbę.

Zostaje on polecony mgr Lesiewiczowi do pomocy w rozwiązaniu zagadki anonimów z pogróżkami. W celu wyjaśnienia sprawy Lesiewicz zaprasza go do przyjazdu do leśniczówki. Czas przejazdu bardzo się wydłużył, bo Kostrzewa po drodze musiał pozbyć się śladów … krwi (czyjejś, a nie własnej !). Kiedy wreszcie w nocy przybył na miejsce, okazało się, że Lesiewicz opuścił tego dnia leśniczówkę i zaginął. Spotyka za to urzędującego w niej leśniczego, jego żonę, kilkoro gości i kilka osób zatrudnionych w niej. Jak się okazuje anonimy związane są z pewną akcją zbrojną dokonaną w 1946 roku (tj. 13 lat wcześniej) przez oddział NSZ, w którym byli m.in. Lesiewicz, leśniczy i jeden z gości. Ich autor zapowiada tym trzem mężczyznom zemstę. Z uwagi na zaginięcie Lesiewicza zostaje podjęta decyzja o zawiadomieniu o tym fakcie milicji. Jednak leśniczówka zostaje odcięta od świata przez powódź, a łączność telefoniczna zostaje zerwana. Kostrzewa musi wyjaśniać sprawę na własną rękę. Przełom następuje wtedy, kiedy w leśniczówce zostają ujawnione zwłoki Lesiewicza, które w chwilę później znikają. Wkrótce dochodzi do usiłowania zabójstwa jednego z pracowników, a później do śmierci kolejnej osoby. Inna osoba zaś znika z leśniczówki. Kiedy wreszcie wody opadają na miejsce przybywają milicjanci pod dowództwem porucznika Kosiorka, który rozpoczyna dochodzenie. Pierwszym podejrzanym staje się … Kostrzewa, który zostaje zatrzymany i ląduje w areszcie. Dowody przeciwko niemu są przekonywujące. Dzięki jego przebiegłości udaje mu się powiadomić o całej tej sprawie pułkownika z Komendy Głównej (swojego byłego przełożonego), który przysyła na pomoc milicjantów pod dowództwem kapitana Więcławka. Ten podając się za asystenta adwokata regularnie odwiedza Kostrzewę w areszcie, gdzie wspólnie opracowują plan działań mających na celu udowodnienie niewinności doktora i wykrycie sprawcy. Czy sprawcą jest ktoś przebywający w leśniczówce, czy spoza niej, czy przestępca działa samotnie, w grupie, a może to osoby, które działają oddzielnie ?

Książkę czyta się bardzo dobrze i nie ma w niej przestojów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. W treści nie ma wulgaryzmów, przesadnej przemocy, czy też wątków romansowych. Odnośnie rzeczy związanych z PRL-em dowiadujemy się z niej tylko o tym, że doktor jeździł simką aronde, a milicjanci „łazikiem” i … nic więcej.

Najciekawsze cytaty:
„Skoro mają psa policyjnego, z całą pewnością odnajdą trop” (POLICYJNEGO ?!)
„Odpłynął przy pełnych żaglach z opuszczoną banderą”

Zapraszam do lektury, bo naprawdę warto.