Sekuła Helena „Piąta barwa asa” – Pierwsza seta 72

  • Autor: Sekuła Helena
  • Tytuł: Piąta barwa asa
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: Z jamnikiem
  • Rok wydania: 1975
  • Nakład: 100290
  • Recenzent: Marek Ciaś
  • Konsultacja: Anna Błaszczyńska
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

HELENA SEKUŁA NIE JEST MĘŻCZYZNĄ!

Chyba stanę się klubowym specjalistą od twórczości Heleny Sekuły. Po nieszczęsnej Figurce z  drzewa tekowego nabyłem kolejne jej dzieło pod wieloznacznym tytułem Piąta barwa asa. Jako zapalony brydżysta miałem nadzieję, że odnajdę w książce jakieś ślady zapomnianej koncepcji, żeby do tradycyjnych czterech kolorów karcianych dodać jeszcze dwa, co uczyniłoby licytację brydżową znacznie ciekawszą. Tytułowy as jest jednak tylko rekwizytem – punktem wyjścia do skomplikowanej afery kryminalnej.

Powieść ta zawiera większość elementów typowych dla twórczości Sekuły, które wymieniałem już w poprzedniej recenzji. Mamy zatem pierwszosobową narrację i to w imieniu kilku osób ( w końcu się zgubiłem i nie doliczyłem, ile tych osób się wypowiada zwłaszcza, że czynią to kilkakrotnie). Akcja opiera się się na retrospekcji – morderstwo występujące na początku jest finałem całej intrygi. Konstrukcja fabuły jest skomplikowana (chyba umyślnie). Wydarzenia początkowo tylko wzmiankowane znacznie poźniej opisane są dokładnie i to z perspektywy zupełnie innej osoby. Można zatem zupełnie pogubić się się w dosyć skomplikowanej akcji i nie zauważyć następstwa czasowego poszczególnych wydarzeń.

Bohaterami, jak to bywa u Sekuły, są  kobiety i to głównie takie, które zeszły na „złą drogę”. Mamy więc dawną „dziewczynę portową”, stęczycielkę, malwersantkę (kradzież wyrobów spirytusowych), zdegenerowane dawne prostytutki oraz jedną młodą i niewinną dziewczynę, której „ciernista droga grzechu” dopiero grozi.  Ta ostatnia jest zdecydowanie najważniejszą postacią w książce – oczywiście pozytywną.

Stosunek autorki do postaci kobiecych (chociaż głównie tych negatywnych) jest zdecydowanie wrogi i wręcz złośliwy. Wydawało mi się wręcz, że żeńskie imię jest tylko pseudonimem autora płci męskiej. Z błędu wyprowadziła mnie dopiero Konsultatntka, dowodząc niezbicie, że tak złośliwa wobec własnej płci może być tylko kobieta. Wierzę na słowo! Szczególnie mocno obrywa się paniom chcącym uchodzić za tak zwane „zadbane czterdziestki”. Oto dwa smakowite cytaty: „Maryla w modnej, stanowczo zbyt krótkiej i zbyt mło­dzieżowej kiecce, utleniona blondynka, wymanikiurowana, upierścieniona, wyglądała na z trudem wyklepaną w zakładzie kosmetycznym czterdziestkę. To znaczy usiło­wała na tyle wyglądać; ciemne wory pod oczyma i nazbyt odsłonięta indycza szyja mówiły sarno za siebie” (s. 45), „Pierwsza gęba, jaką zobaczyłem w „Homa­rze”, to była ta stara rura, ta tufta – Halina! Boże!, co ona z siebie robi –  pomyślałem –  bo rzeczywiście, od pewnego czasu tak tynkuje tę swoją uwiędłą czterdziechę, że tylko patrzeć, jak pozostaną same farby. Ale Bóg z nią! Nic by mnie nie obchodziły te wysiłki, zresztą da­jące czasami zabawne efekty, gdyby nie fakt, że ona robi to dla mnie: za każdą ceru; chce się podobać!

l teraz wlepiła we runie oczy usmarowane tuszem – zapewne od Diora, bo odkąd ma pieniądze, dostała bzika na punkcie francuskich kosmetyków – i powitała mnie spojrzeniem niedorżnietej gazeli, szczerząc zęby w słodko-tęsknym uśmiechu; była pewna, że przyszedłem tu dla niej, że jej szukam.

– Niedobry! – pogroziła mi z wdziękiem starej kro­wy krótkim, grubym ,,paluszkiem”ze szponiastym, na sino lakierowanym pazurem; miała łapy jak kleszcze ho­mara, więc wydłużała je hodując olbrzymie paznokcie.” (s. 104).

Panie te, mimo odrażającej powierzchowności, oczywiście za wszelką cenę chcą usidlić mężczyznę: „—  Nie wiedziałam,  że Władek ma takich rajcownych przyjaciół! — zagruchała głosem zakatarzonej hieny; wy­soko uniosła podbródek, napinając zwiotczałą szyję. Spoj­rzenie  znad  ciemnych   worów,  których  żaden  tynk  nie był w stanie ukryć,  obmacało mi  twarz, ramiona,  uda. Pomyślałem,  że zaraz się obliże jak kot.  Znałem takie spojrzenia. Ogarnęła inne wściekłość na Banaszczaka. Zrozumia­łem, dlaczego właśnie mnie przysłał do tej okropnej baby. Co on sobie myśli, że z każdą zdzirą będę się kładł do łóżka dla interesów? (…) –  Na ile się cenisz? –w pierwszej chwili nie zrozu­miałem, o co jej chodzi; musiałem wyglądać jak harcerz, ale z czymś takim spotkałem się po raz pierwszy w życiu, a przeżyłem trzydzieści piec lat i przecież nie w ogródku jordanowskim!

–  W każdym razie na taką sumę panią nie stać! -trzęsła mną wściekłość. Jak to monstrum może przypu­szczać, że mnie można wynająć! Wyglądam na to?” (s. 96 – 97)

W książce dużo uwagi poświęcono stosunkom damsko – męskim. Oto reprezentatywne cytaty: „Ogarnęła mnie złość; co to do cholery za kuratela? Bez jego przyzwolenia nie mam prawa poderwać sobie dziew­czyny? Będzie mi wybierał baby do łóżka? Wygarnę mu i ustawię chama na właściwym miejscu. Opieprzę za na­puszczenie mnie na tamtą w Świnoujściu. Wybiję te po­mysły z jego zakutego łba! Nie będę obskakiwał każdej dziwki, z którą on prowadzi interesy. Alfons!” (s. 109)

„Wieczorem przyszłam na mansardę; w pokoju palił się tylko boczny kinkiet pod miodowym abażurem; z boku, na stoliku na kółkach, wykładanym ceramicznymi płyt­kami, stało wino i koniak. Magnetofon i taśmy były przy­gotowane na podłodze obok tapczanu.

Chata, gęśle i szkło! Czy ten wałkoń ma nadzieję spoić mnie w moim własnym domu? Porę wybrał właściwa – dom był pusty. Aniela śpi na dole, matka z dyżuru wróci nazajutrz rano.

Przycupnęłam w fotelu jak ostatnia cielęcina. Na razie postanowiłam zagrywać prostaczka bożego, co o życiu nie ma pojęcia. Usiadł obok mnie — włączył adapter. Czarował rnnie Mozartem, taki koneser!

– Trochę wina? – – przysunął barek; miauknęłam, że tylko troszeczkę.

Sączyłam wino, słuchałam, jak tokuje i chciało mi się śmiać, bo takie to było tanie, wręcz prostackie i w ogóle okropne. A on niczego nie dostrzegał, siedział już txvardo w roli, był smutny, niezrozumiany przez świat, subtelny i liryczny, oczarowany… mną, dziewczyną jego życia!

Ach ty bałwanie — wewnętrznie ziewałam; stanowczo go  przeceniałam,   posądzając   o   lepszy   repertuar.   Stary koń, trzydzieści pięć lat i takie banały, widocznie tak się rwało dziewczyny za czasów jego młodości, skostniał w tej manierze”. (s. 126). Ten ostatni cytat szczególnie polecam uwadze Klubowiczów płci męskiej w wieku dojrzałym „w razie gdyby co do czego…”

Mamy jednak w powieści także kobiety atrakcyjne (szczególnie 18 – sto letnia pozytywna bohaterka): „To była jej naj­bardziej kusa sukienka, na dodatek wychlastała w niej olbrzymi dekolt. Nie miała pod nią nic, nawet stanika; przez cienki jedwab wyzywająco sterczały sutki.” (s. 88)  To powoduje jednak niepokój i zazdrość innych: „-  Pójdziesz i zmienisz sukienkę albo przynajmniej załóż stanik. Wyglądasz jak…-  Szansoneta! – podpowiedziała Aniela –  Nieprzyzwoicie – znalazłam potrzebne słowo.” (s. 89). Nie brakuje też przystojnych mężczyzn: „Ubrał się w romantyczny garnitur z ciemnośliwkowego veluru; marynarka przypominała krojem mickiewiczow­ską czamarę, lecz bez szamerowania. Pod spodem miał jasnofiołkową koszulę z miękkim kołnierzem, podwiąza­nym śliwkową aksamitką.

Takie wieczorowe garnitury widziałam tylko na ilustra­cjach w Vogue. Uważałam je za ekscentryczne, stosowne na estradę; na Omerowiczu ten strój nie raził — umiał go nosić, nalegał do tego gatunku mężczyzn, którym w każdym ubraniu jest do twarzy. Miał niepospolity wdzięk i wiedział o tym. Umiał nim operować, toteż na kobiety działał jak szampan.” (s. 88)  Jednak nie wszyscy są tacy mili i urodziwi: „I ja chcę walczyć z tym brutalem? Przecież na niego trzeba siły, dosłownie fizycznej siły, która by rozkwasiła tą bezczelną mordę, ugięła ten byczy grzbiet, zmusiła do respektu.” (s. 129)

Również płeć piękna jest określana w dość wymyślny sposób (kilka przykładów): „mała kurwa”, „pularda”, „stara ryfa”, „tęga, z twarzą starej rajfurki”, „wypielęgnowana rajfurka”, „podrajcowana gorzałą zdzira”, „klempa”, „wściekła ropucha”. Można by wymieniać jeszcze długo – polecam uwadze określenia w przytoczonych przeze mnie cytatach. Odwieczny antagonizm pomiędzy płciami też znalazł poczesne miejsce: (mężczyzna do kobiety: „-  Zamknij się (…) i won!”, kobieta o mężczyźnie: „czułam pogardę dla tego szczura”)

Powieść jest zatem ciekawym studium obyczajowym PRL – u z epoki środkowego Gierka.

Na koniec smakowity cytat dla miłośników warszawskiej gastronomii (nie należy go, broń Boże, traktować jako zachęty do urządzania spotkań klubowych w n.w. lokalach): „A jak przyjechałem na urlop, to popłynęłem. (sic!).. Zaczęłem w „Kameralnej” na Rakowieckiej, potem „Rybkol”, wie pan, rybna na Puławskiej, potem, „Bar pod dwójką” przy placu Unii, bo ja jestem, psiakręć, wędrowniczek, jak popiję… Nie, nie zaczynałem sam, ale kumple odpadali po drodze… Co pan ze mną chce zrobić, panie prokuratorze?

— Niech pan przypomni sobie tę knajpę i gdzie się pan rozstał z ostatnimi kompanami.

— Chyba w „Końskiej”?… To taki lokal na Mokotow­skiej, teraz się nazywa „Nowa”, kiedyś była „Tatarska”…” (s. 10). Oprócz tych wymienione są jeszcze następujące przybytki gastronomiczne: „Homar” (ajent Brygida Kostrzyca) – ważne miejsce dla fabuły, „Arkadia” i „Kuźnia” w Wilanowie.

Piątą barwę asa czyta się o wiele lepiej niż Figurkę . Akcja wciąga, a rozważania psychologiczne nie są tak natrętne i przeładowane dydaktyzmem. Zatem do lektury!