Kąkolewski Krzysztof „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” – Pierwsza seta 41

  • Autor: Kąkolewski Krzysztof
  • Tytuł: Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1969
  • Nakład: 50257
  • Recenzent: Iza Desperak
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

LINK Recenzja Grażyny Głogowskiej

OSTATNIA GRA KAPITANA

„Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” to tytuł z lekkim zadęciem – czarnym bohaterem jest złodziej, który zbrodni nie ukradł, jedynie plan hold-upu, czyli napadu na kierownika sklepu, niosącego teczkę z utargiem, i zbrodniarzem stał się nieco później.

Jednak poza tym lekko megalomańskim tytułem książka Kąkolewskiego i jej ekranizacja stanowią przykład szczytowych osiągnięć powieści milicyjnej.
Główny bohater jest dość nietypowy. To milicjant – jak to zwykle bywa. Co niezwykłe – milicjant na emeryturze, nie jak u majora Downara z powodu wieku, tylko z powodu zrujnowanego zdrowia (właściwszym terminem byłaby chyba renta, widocznie milicjanci na rentę nie odchodzili). Kapitan „Siwy” już w lesie miał siwe pasmo i służba ludowej ojczyźnie odcisnęła na nim swoje piętno. Ma za sobą dwa zawały i według znanego kardiologa jego serce przeżyło 85 lat, choć Siwy jest
39-latkiem. Na jego fatalny stan serca złożyły się lata okupacji i to, co nastąpiło potem. Siwy miał 15 lat, gdy przyszło wyzwolenie, ominęła go konspiracja, a nade wszystko pragnął nosić broń. Ojciec wyrzucił go z domu za przystąpienie do „milicji ludowej”, zamieszkał na posterunku. W czasie oblężenia posterunku przez bandę ojciec przedarł się, by zawiadomić KBW, ale gdy przyszła odsiecz, nadal z nim nie rozmawiał. W tydzień później bandyci go zabili, a Siwy nie mógł nic zrobić.
Dwa lata mścił go, potem uznał zemstę za bezsensowną. Skończył szkołę oficerską, jeszcze przed promocją rozwiązał swoją pierwszą sprawę – jedną z największych afer kolejowych. Służba kryminalna doceniła Siwego i zaprosiła go w swoje szeregi. Teraz, na progu wymuszonej emerytury, rozważa swoją sytuację. Chciałby zobaczyć chociaż kawałek globu, przestudiować Buddę i Zaratustrę, może przejrzeć podręcznik wyższej matematyki?
Poza postacią Siwego, niezwykle interesująca jest forma książki. Narracja osobowego narratora zastąpiona jest przez fragmenty dokumentów, protokołów, i notatek samego Siwego oraz dziennikarza opisującego sprawę. Forma ta znana jest na gruncie literatury pięknej, jednym z najbardziej znanych przykładów są „Niebezpieczne związki” Choderlos de Laclos, ale w powieści milicyjnej nie jest szerzej stosowana (nie chciałabym ryzykować stwierdzenia, że nie była stosowana przed Kąkolewskim, aczkolwiek nie znam żadnych innych utworów ją wykorzystujących).
Choć Siwemu towarzyszy zespół wspaniałych współpracowników i przełożonych, tak naprawdę to jest jego sprawa. Siwy, dzięki swemu przejściu na emeryturę, zostaje sam z przestępcą, nie może liczyć na wyspecjalizowany aparat ścigania. Choć koledzy posyłają za nim wywiadowcę, w decydującej chwili aparat się nie sprawdza i Siwy zostaje sam.
Po uzyskaniu statusu emeryta, Siwy zostaje nie tylko sam na sam ze sobą, ale staje się potencjalnym wrogiem swych dotychczasowych kolegów po fachu. Zasada „kto nie jest z nami jest przeciw nam” działa i w MO. Więc Siwy walczy nie tylko z przestępcą, tytułowym „zbrodniarzem”, ale i z milicją, co dość nietypowe w powieści milicyjnej.
Dotychczasowe uwagi dotyczą zarówno książki, jak i jej, opatrzonej tym samym tytułem, ekranizacji. Ekranizacja jest świetna, do dziś trzyma widza w napięciu, mimo że posługuje się niemal literalnie materiałem książkowym i bohaterowie czytają wręcz cytowane protokoły i notatki. Jest kilka różnic między książkowym pierwowzorem i jego ekranizacją, większość z nich działa na korzyść ekranizacji, przybliża ją widzowi. Jednak ekranizacja obciążona jest jedną wadą. Z tajemniczych dla mnie powodów scena finalna książki została zmienienia. W książce Siwy spotyka się z tytułowym zbrodniarzem i widząc, że śledzący ich wywiadowca zgubił trop decyduje się podjąć indywidualne ryzyko – w garażu bazy transportowej pociąga za sobą kilogramy żelaza i grzebie siebie i „zbrodniarza” pod ciężką, choć ruchomą podłogą. Są tam razem kilka dni, Siwy już dawno powinien był umrzeć na kolejny zwał, lecz wciąż żyje. Zbrodniarz znosi zamknięcie dużo gorzej, w końcu brak jedzenia i picia wyprowadza go z równowagi. Znajdują ich, po kilu dniach, żywych, lecz nieprzytomnych, wtulonych w siebie, tak jakby do ostatniej chwilki dzielili się ciepłem. Pili wodę z kałuży, Siwy do ostatniej chwili karmił zbrodniarza swoimi tabletkami nitrogliceryny. Tego właśnie obrazu, pokazującego milicjanta poświęcającego wszystko dla ucapienia przestępcy, w filmie mi zabrakło.