- Autor: Gaworski Henryk
- Tytuł: Jelenie jedzą klejnoty
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Klub Srebrnego Klucza
- Rok wydania: 1978
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Igora Wojciechowskiego

Milicja nabiera podejrzeń, że w Polsce działa szajka przemycająca za granicę dzieła sztuki i kosztowności o historycznej wartości; do wyjaśnienia sprawy zostaje wyznaczony major Alfred Grot. W tym samym czasie podczas polowania w Borach Tucholskich zostaje zastrzelony jeden z jego uczestników, redaktor Roman Rolak; komenda wojewódzka milicji wysyła Grota na miejsce przestępstwa. Wkrótce okazuje się, że nieznany mężczyzna kupił w warszawskiej Desie wysadzaną diamentami broszę Radziwiłłów; istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie ona wywieziona z Polski i dlatego milicja wzmacnia czujność na przejściach granicznych.
Major uważa, że w tej sytuacji zabójstwo redaktora nabiera innego charakteru – Grot znał Rolaka, wiedział, że natrafił on na trop przemytników i deklarował, że wyjaśni tę aferę szybciej niż milicja, dzięki czemu będzie miał materiał do powieści kryminalnej opartej na własnych przeżyciach. Kluczowe dla sprawy okazuje się znalezienie pozwolenie Rolaka na odstrzał zwierzyny – na dole znajduje się odręczny dopisek „Jelenie jedzą klejnoty”.
Wydaje mi się, że pierwszymi recenzentami tej książki byli Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz – każdy szanujący się wielbiciel kryminałów milicyjnych powinien znać te nazwiska:-) Nie jest ta recenzja tak kąśliwa, jak się spodziewałem, autorzy bardziej kpią, że ta powieść to „dwieście stron smakowitej jak sztuczny miód i pożywnej jak masło śniadaniowe” prozy i obśmiewają Henryka Gaworskiego za to, że z majora Grota uczynił przystojnego, dowcipnego i eleganckiego geniusza. Ja dodatkowo dorzuciłbym dużą drętwotę oraz momentami nieznośną hierarchiczność – owszem, sprawę prowadzą milicjanci, więc naturalne jest ich wzajemne podporządkowanie, ale tutaj to się chwilami ociera z jednej strony o czołobitność, a z drugiej o służalczość. Intryga jest pomysłowa, ale na dłuższą metę sprawia wrażenie trochę naciąganej, postacie są mało ciekawe, a dialogi są nienaturalne i nijakie. Na uwagę zasługuje jednak malowniczość niektórych opisów przyrody; pamiętać jednak trzeba, że większość bibliografii Henryka Gaworskiego to wiersze, poematy i opowiadania. Generalnie jednak nie ma się czym zachwycać i lepiej sięgnąć po wartościowszą literaturę.
