-
- Autor: Kakiet Andrzej
- Tytuł: Tory donikąd
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Seria: Z jamnikiem
- Rok wydania: 1989
- Nakład: 100000
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Piotra Przymęckiego

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w dalekobieżnych pociągach grasuje morderca, który gwałci kobiety i wypycha je z wagonów, a następnie wyrzuca przez okno ich rzeczy; przez półtora roku zamordował w ten sposób cztery kobiety.
Podczas popełniania piątego morderstwa zostaje zauważony, ucieka z pociągu, zabija ścigającego go kolejarza, zabiera mu broń i terroryzuje nią leśniczego oraz jego rodzinę; milicyjna obława nie przynosi jednak skutku. Jednego z dziennikarzy intryguje i niepokoi rzetelność kryminalnych artykułów swojego przyszłego szefa drukowanych w cyklu „Tory donikąd”; postanawia porozmawiać z nim na ten temat w Olsztynie i podczas jazdy pociągiem jest świadkiem kolejnego ataku mordercy na kobietę.
Mamy tu zbliżoną sytuację do tej, jaka miała miejsce w „Posłańcu śmierci”, innej książce Andrzeja Kakieta: zadatki na dobrą książkę utopione w przekombinowaniu, przesadnym manieryzmie i przeroście formy nad treścią. Znowu mamy mordercę, który mógłby budzić współczucie: kiedy był czternastoletnim harcerzem starsza od niego drużynowa podśmiewała się z niego – identyczny powód mordowania kobiet miał grasujący przed ponad czterdziestoma latami na Pomorzu Paweł Tuchlin, więc można powiedzieć, że Andrzej Kakiet mógł mieć podstawy do stworzenia takiej intrygi. Sęk tylko w tym, że książka jest nieznośnie zmanierowana: zmiany sposobów narracji, dużo jałowych scen, ale przede wszystkim pisanie o mordercy wielkimi literami czyli JEGO, MU czy NIM. Kilka razy autor bawi się w jakieś psychologizowanie, bohaterowie analizują psychikę mordercy niczym jacyś specjaliści, a chwilami szwankuje tutaj elementarna logika; milicjanci również nie budzą jakieś większej sympatii – myślę więc, że książka jest po prostu zmarnowaniem niewątpliwego potencjału na dobrą powieść. Jej druk ukończono w styczniu 1989 roku, ale pierwsi czytelnicy mogli się z nią zapoznać już trzy lata wcześniej – od 14 lutego do 4 kwietnia 1986 roku była ona drukowana w odcinkach na łamach „Trybuny Robotniczej”.

